27.01.2026, 12:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2026, 19:46 przez Brenna Longbottom.)
– Jasne, pokaż.
Spróbowała na wszelki wypadek i i zamknąć, i otworzyć drzwi, nawet nie dlatego, że nie ufała, że nie potrafił tego zrobić – zwłaszcza że ostatecznie mimo marudzenia założył przekładnię na trzeźwo – ale by się upewnić, że potrafi nowy zamek obsługiwać. A i jeszcze czy Atreus nie postanowił sobie zażartować, ustawiając jednak jakieś inne kody albo coś w tym rodzaju.
– Dzięki, wiszę ci butelkę ognistej whiskey – stwierdziła, kiedy wszystko szczęknęło i Brenna przekonała się, że obsługa zamka nie jest skomplikowana.
Jeżeli ktoś się tu dostanie tej nocy, przynajmniej będzie wiedziała, że nie wszedł drzwiami. Może powinna porozkładać jakieś kreatywne pułapki? Żyłka w przedpokoju, gdyby się teleportował? Szklanka na parapecie okna, ustawiona strategicznie, by spadła, jeśli ktoś je otworzy? Tu nie chodziło nawet o strach i chęć zwiększenia poczucia bezpieczeństwa – Brenna chciała tego drania złapać. A, i też najlepiej wtedy spytać, czy to on wysyłał jej te ostatnie gratulacje, i czy przypadkiem nie był kolegą Stanleya Borgina.
– Chcesz, to weź sobie herbatę i ciastka, a ja spróbuję pogapić się w dym – rzuciła, kiwając głową, bo tak, to jedyne, co pozostawało. Chwilę później wpakowała się więc do sypialni – ta nie była tak zagracona jak salon, gdzie wciąż stały pudła, i już w miarę tu ogarnięto, ot łóżko, stolik nocny, szafa. Brenna zwinęła dywanik, upychając go obok szafy, by rozstawić na środku pokoju świece. Odpalając je zawahała się na moment, i nawet zesztywniała trochę, przez moment prawie pewna, że zaraz znów wyda się jej, że nadchodzą istoty utkane z dymu…
Ale dym był tylko dymem, i pozostało tylko wspomnienie strachu. Jego źródła znikły, wraz ze strzępkami pamięci, usuniętymi przez Phillipę. Brenna więc odetchnęła głęboko, a potem weszła do kręgu.
To było naturalne jak oddychanie i wiele razy oglądała już nieprzyjemne rzeczy. A jednak teraz jakoś ciężej było jej patrzeć w ten dym i ogień, szukając śladów przeszłości: konkretnie zaś tych momentów, w których powstało to cholerne zdjęcie…
percepcja, widmowidzenie
Widziała pomieszczenie, pogrążone w ciemności.
Ale nie słyszała kroków. Żadnego ruchu. I choć była pogrążona w wizji tak długo, że zaczęło kręcić się jej w głowie i gdy wreszcie wróciła do teraźniejszości, musiała zamrugać parę razy i przetrzeć oczy... nie zobaczyła nikogo, kto robiłby zdjęcia.
- Cholera jasna - mruknęła, wychodząc z kręgu. Normalnie zrzucałaby to na własne niedostatki umiejętności bądź na lęk przed ogniem, ale była pewna, że to nie ten przypadek. - Widzę odpowiedni moment, nie widzę jego. Albo kurewsko mocny oklumenta, albo jakoś maskuje swoją obecność.
...bo przecież nie pomyślała, że to zły duch: nie, kiedy koperta i zdjęcie były aż nazbyt namacalne.
Spróbowała na wszelki wypadek i i zamknąć, i otworzyć drzwi, nawet nie dlatego, że nie ufała, że nie potrafił tego zrobić – zwłaszcza że ostatecznie mimo marudzenia założył przekładnię na trzeźwo – ale by się upewnić, że potrafi nowy zamek obsługiwać. A i jeszcze czy Atreus nie postanowił sobie zażartować, ustawiając jednak jakieś inne kody albo coś w tym rodzaju.
– Dzięki, wiszę ci butelkę ognistej whiskey – stwierdziła, kiedy wszystko szczęknęło i Brenna przekonała się, że obsługa zamka nie jest skomplikowana.
Jeżeli ktoś się tu dostanie tej nocy, przynajmniej będzie wiedziała, że nie wszedł drzwiami. Może powinna porozkładać jakieś kreatywne pułapki? Żyłka w przedpokoju, gdyby się teleportował? Szklanka na parapecie okna, ustawiona strategicznie, by spadła, jeśli ktoś je otworzy? Tu nie chodziło nawet o strach i chęć zwiększenia poczucia bezpieczeństwa – Brenna chciała tego drania złapać. A, i też najlepiej wtedy spytać, czy to on wysyłał jej te ostatnie gratulacje, i czy przypadkiem nie był kolegą Stanleya Borgina.
– Chcesz, to weź sobie herbatę i ciastka, a ja spróbuję pogapić się w dym – rzuciła, kiwając głową, bo tak, to jedyne, co pozostawało. Chwilę później wpakowała się więc do sypialni – ta nie była tak zagracona jak salon, gdzie wciąż stały pudła, i już w miarę tu ogarnięto, ot łóżko, stolik nocny, szafa. Brenna zwinęła dywanik, upychając go obok szafy, by rozstawić na środku pokoju świece. Odpalając je zawahała się na moment, i nawet zesztywniała trochę, przez moment prawie pewna, że zaraz znów wyda się jej, że nadchodzą istoty utkane z dymu…
Ale dym był tylko dymem, i pozostało tylko wspomnienie strachu. Jego źródła znikły, wraz ze strzępkami pamięci, usuniętymi przez Phillipę. Brenna więc odetchnęła głęboko, a potem weszła do kręgu.
To było naturalne jak oddychanie i wiele razy oglądała już nieprzyjemne rzeczy. A jednak teraz jakoś ciężej było jej patrzeć w ten dym i ogień, szukając śladów przeszłości: konkretnie zaś tych momentów, w których powstało to cholerne zdjęcie…
percepcja, widmowidzenie
Rzut PO 1d100 - 55
Sukces!
Sukces!
Widziała pomieszczenie, pogrążone w ciemności.
Ale nie słyszała kroków. Żadnego ruchu. I choć była pogrążona w wizji tak długo, że zaczęło kręcić się jej w głowie i gdy wreszcie wróciła do teraźniejszości, musiała zamrugać parę razy i przetrzeć oczy... nie zobaczyła nikogo, kto robiłby zdjęcia.
- Cholera jasna - mruknęła, wychodząc z kręgu. Normalnie zrzucałaby to na własne niedostatki umiejętności bądź na lęk przed ogniem, ale była pewna, że to nie ten przypadek. - Widzę odpowiedni moment, nie widzę jego. Albo kurewsko mocny oklumenta, albo jakoś maskuje swoją obecność.
...bo przecież nie pomyślała, że to zły duch: nie, kiedy koperta i zdjęcie były aż nazbyt namacalne.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.