27.01.2026, 00:13 ✶
Droga do domu wcale jednak nie mogła być spokojna. Drzwi Kotła skrzypnęły za nią i kiedy myślała że zostawiła za sobą cały jego nieprzyjemny zgiełk, ktoś pociągnął ją za ramię. Kobieta wzdrygnęła się, z wyraźnym obrzydzeniem cofając rękę i robią krok w bok, by zmierzyć wreszcie nowe źródło jej problemów.
- Dzień dobry, czy chciałaby pani porozmawiać ze mną o panu i zbawcy, Jezusie Chrystusie? - rozległ się miękki, lepki wręcz głos, który wydał z siebie jakiś starszy i niemal całkowicie bezzębny mężczyzna.
- Jezusie Chrystusie? - powtórzenie bezmyślnie tego imienia, było zdecydowanie błędem. Nie chciała wiedzieć z kim wiązało się to przypadkowe nazwisko, ale mimowolnie zastanowiła się na moment, czy przypadkiem już go nie znała. W głowie panowała jednak pustka, a facet wyraźnie uznał to za zaproszenie do kontynuowania rozmowy.
- Dokładnie tak, Jezus Chrystus. Jezus Chrystus nasz mesjasz i zbawiciel. Został zesłany nam przez Boga, żeby poprzez swoją śmierć na krzyżu, odkupić wszelkie nasze winy i grzechy. Umarł za nas, a potem wstąpił do nieba by zasiadać po prawicy swego ojca. Wiódł życie pełne cudów i miłosierdzia, nauczając nas że nawet największy grzesznik może dostąpić zbawienia, jeśli tylko czuje żal za swoje grzechy - snuł z pewną dumą, jakby sama wiara dawała mu jakiś wyższy cel w życiu. Larisa prychnęła zbywająco, wyraźnie nieukontentowana z tego, że mężczyzna w ogóle postanowił się do niej odezwać i kontynuował swoją opowieść. Wstęp rozwinął się, szybkim tempem wypluwanych słów, przechodząc do detali poczęcia dzieciątka Chrystusowego i w tym momencie Gregorovitch odwróciła się bez słowa. Cokolwiek miało nastąpić dalej, absolutnie jej to nie interesowało. I tak wiedziała już za dużo.
- Dzień dobry, czy chciałaby pani porozmawiać ze mną o panu i zbawcy, Jezusie Chrystusie? - rozległ się miękki, lepki wręcz głos, który wydał z siebie jakiś starszy i niemal całkowicie bezzębny mężczyzna.
- Jezusie Chrystusie? - powtórzenie bezmyślnie tego imienia, było zdecydowanie błędem. Nie chciała wiedzieć z kim wiązało się to przypadkowe nazwisko, ale mimowolnie zastanowiła się na moment, czy przypadkiem już go nie znała. W głowie panowała jednak pustka, a facet wyraźnie uznał to za zaproszenie do kontynuowania rozmowy.
- Dokładnie tak, Jezus Chrystus. Jezus Chrystus nasz mesjasz i zbawiciel. Został zesłany nam przez Boga, żeby poprzez swoją śmierć na krzyżu, odkupić wszelkie nasze winy i grzechy. Umarł za nas, a potem wstąpił do nieba by zasiadać po prawicy swego ojca. Wiódł życie pełne cudów i miłosierdzia, nauczając nas że nawet największy grzesznik może dostąpić zbawienia, jeśli tylko czuje żal za swoje grzechy - snuł z pewną dumą, jakby sama wiara dawała mu jakiś wyższy cel w życiu. Larisa prychnęła zbywająco, wyraźnie nieukontentowana z tego, że mężczyzna w ogóle postanowił się do niej odezwać i kontynuował swoją opowieść. Wstęp rozwinął się, szybkim tempem wypluwanych słów, przechodząc do detali poczęcia dzieciątka Chrystusowego i w tym momencie Gregorovitch odwróciła się bez słowa. Cokolwiek miało nastąpić dalej, absolutnie jej to nie interesowało. I tak wiedziała już za dużo.
Koniec sesji