- Kiedy na chwilę ją odczarowaliśmy, to tak właściwie, jakby ciągle biegła. Nadal ucieka, chyba nie wie, że jest zaklęta w kamień.- Dodał od siebie. Zastanawiało go to, czy faktycznie kobieta odzyskuje przytomność i świadomość tylko w momencie, w którym zostaje trafiona zaklęciem rozpraszającym, czy gdy jest w kamiennej formie to również wie, co dzieje się wokół niej. Zdecydowanie bardziej fortunne byłoby to, gdyby nie zdawała sobie z tego sprawy, przecież tak to mogłaby zwariować. Każdy by zwariował, gdyby był zakmnięty w czymś takim i wiedział, że nie może nic z tym zrobić.
Longbottom nie stała w miejscu. Widać było, że pali się jej do pracy, bo co chwilę szukała czegoś w okolicy. Sam chociażby chciał, to nie miał pojęcia, w jaki sposób mógłby jej pomóc - wybrał więc najbaezpieczenijszą opcję po prostu nie przeszkadzać, wychodziło mu to całkiem dobrze.
- Jasne, macie tam u siebie pewnie jakichś specjalistów od takich cudów.- Chciał się zapytać, czy często spotyka kobiety zamienione w kamień, ale ugryzł się w język. Nie ma co bez powodu denerwować pani brygadzistki.
Kobieta znowu zaczeła odprawiać jakieś czary, dzięki którym na polanie pojawiły się ślady. Sam był pod wrażeniem, sam nie znał takich zaklęć - w końcu nie były mu one do niczego potrzebne. Przyglądał się więc uważnie Brennie, imponował mu sposób w jaki pracowała.
- Jeśli nie zrobił tego tutaj, to w jaki sposób ją tu przyniósł?- Rzeźba nie była lekka, nie tak łatwo też jego zdaniem było się z nią poruszać, bo zwracała na siebie uwagę. Może więc jakaś transmutacja? Tylko, jeśli Brenna sugerowała, że nie działa na nią żadna magia poza jakąś specjalną, to chyba i transmutacja też się nie sprawdzała.
Zauważył, że kobieta na moment przymknęła oczy. Nie do końca wiedział, czym to było spodziewane. Musiała zaczerpnąć oddech? Próbowała znaleźć jakieś rozwiązanie? Usłyszał też, co tam sobie mrukneła. - To trochę jak ja, poszedłem na spacer i jak zawsze musiałem się wpierdolić w jakieś gówno.- Odparł do niej z uśmiechem. - Wejść, przepraszam za słowo...- Nie wypadało chyba klnąć w towarzystwie brygadzistki, musiał się bardziej pilnować.
- Jak sobie Pani życzy, próbujemy!- Powiedział jeszcze grzecznie i znalazł się tuż przy rzeźbie. -Zapraszam pania na wycieczkę- Powiedział jeszcze do posągu i złapał go za dłoń. Skupił się, a po chwili pojawił się w miejscu, o którym mówiła Longbottom, tyle, że sam. - Miałaś rację, nie działa.- Nieco się rozczarował, myślał bowiem, że się do czegoś przyda, a wyszło, jak zawsze.