22.01.2026, 15:37 ✶
– Smok – powtórzył Christopher, a potem powoli pokręcił głową. – Musisz faktycznie dobrze się bawić w tej pracy.
Bo że przynajmniej chwilowo nie chciała rezygnować, nawet jeżeli pewne rzeczy ją w niej drażniły, i że do pewnego stopnia ją lubiła, wiedział.
– Choć miałem raczej na myśli cofnięcie tego stanu, nie tylko rozgrzanie choć na chwilę – stwierdził, bladego pojęcia nie mając, że „ten stan” mógł mieć jakieś plusy.
Odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech, nie komentując już tego.
Bo miała rację.
Nie chciał wiedzieć.
Gdyby wiedział, być może poczułby, że powinien coś z tym zrobić. Pewnie i tak ostatecznie nie pobiegłby tego zgłosić, ale na pewno zmieniłoby to jakąś relację, bo Christopher nie był altruistyczny, ale mimo to ciężko byłoby mu być blisko z kuzynem czy modelką, którzy biegali podpalając Londyn i mordując na prawo i lewo ludzi. Którzy być może omal go nie zabili, nie z premedytacją wprawdzie, ale raczej premedytacja czy jej brak i to czy byłby zamierzoną czy przypadkową ofiarą nie interesowałoby zbytnio martwego Rosiera. Gdyby wiedział, zastanawiałby się i nad tym, czy zostanie ze swojego milczenia kiedyś rozliczony.
Nie chciał też myśleć o tym tego wieczora: wolał zająć się tańcem, drinkami i owocami z czekoladowej fontanny.
– W takim razie pewnie ignorowanie tego i Mulciberów to najlepsze możliwe wyjście. Sprostowania z waszej strony tylko przypomniałyby o tym ludziom, a nie sądzę, by wiele osób teraz o tym… nieistniejącym związku myślało. Mogę obiecać, że jeżeli ktoś wspomni o nim przy mnie, zapewnię, że żadnego ślubu nie było.
Bez papierów, bez kapłana, w jakiejś taborowej tradycji, i na co mieli jedynie słowo Alexandra Mulcibera? Mógł zmyślać, a nawet jeżeli nie, Christopher nie sądził, by takie rzeczy były ważne.
– Myślę, że skoro mamy tańczyć do rana, w tych butach będzie wygodniej to robić wewnątrz – zgodził się bez oporów, bo i faktycznie było tu chłodno, i ostatecznie przyszli właśnie na bal (a zamierzał też pamiętać o rzuconym mu wezwaniu). Oboje skierowali się więc ponownie do sali balowej, spowitej mgłą.
Bo że przynajmniej chwilowo nie chciała rezygnować, nawet jeżeli pewne rzeczy ją w niej drażniły, i że do pewnego stopnia ją lubiła, wiedział.
– Choć miałem raczej na myśli cofnięcie tego stanu, nie tylko rozgrzanie choć na chwilę – stwierdził, bladego pojęcia nie mając, że „ten stan” mógł mieć jakieś plusy.
Odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech, nie komentując już tego.
Bo miała rację.
Nie chciał wiedzieć.
Gdyby wiedział, być może poczułby, że powinien coś z tym zrobić. Pewnie i tak ostatecznie nie pobiegłby tego zgłosić, ale na pewno zmieniłoby to jakąś relację, bo Christopher nie był altruistyczny, ale mimo to ciężko byłoby mu być blisko z kuzynem czy modelką, którzy biegali podpalając Londyn i mordując na prawo i lewo ludzi. Którzy być może omal go nie zabili, nie z premedytacją wprawdzie, ale raczej premedytacja czy jej brak i to czy byłby zamierzoną czy przypadkową ofiarą nie interesowałoby zbytnio martwego Rosiera. Gdyby wiedział, zastanawiałby się i nad tym, czy zostanie ze swojego milczenia kiedyś rozliczony.
Nie chciał też myśleć o tym tego wieczora: wolał zająć się tańcem, drinkami i owocami z czekoladowej fontanny.
– W takim razie pewnie ignorowanie tego i Mulciberów to najlepsze możliwe wyjście. Sprostowania z waszej strony tylko przypomniałyby o tym ludziom, a nie sądzę, by wiele osób teraz o tym… nieistniejącym związku myślało. Mogę obiecać, że jeżeli ktoś wspomni o nim przy mnie, zapewnię, że żadnego ślubu nie było.
Bez papierów, bez kapłana, w jakiejś taborowej tradycji, i na co mieli jedynie słowo Alexandra Mulcibera? Mógł zmyślać, a nawet jeżeli nie, Christopher nie sądził, by takie rzeczy były ważne.
– Myślę, że skoro mamy tańczyć do rana, w tych butach będzie wygodniej to robić wewnątrz – zgodził się bez oporów, bo i faktycznie było tu chłodno, i ostatecznie przyszli właśnie na bal (a zamierzał też pamiętać o rzuconym mu wezwaniu). Oboje skierowali się więc ponownie do sali balowej, spowitej mgłą.
Koniec sesji