21.01.2026, 15:50 ✶
– Podoba mi się wiele rzeczy, na które patrzę – wyszeptała cicho, nawet nie próbując pozbyć się uśmiechu z twarzy. Podobała jej się ta chwila, podobało jej się niebo i podobał jej się Gabriel, który, podobnie jak gwiazdy, mógłby być z nią przez wieki, a nie przeszkadzałby jej swoją obecnością.
Jej spojrzenie, mniej czujne niż zazwyczaj powędrowało w stronę gwiazdy, którą trzymał w dłoniach, słuchając uważnie każdego jego słowa. Dawno temu ona też zakładała rzeczy, odnośnie których najwyraźniej nie miała racji. O sobie, o nich. Dawno temu, zaczeła sądzić, że moment taki jak ten nigdy się jej nie przytafi i dopiero ostatnie kilka minut pokazało jej, że żyła w błędzie. I teraz, gdy był przy niej Gabriel, ona też czuła tę dziwną... Myśl, że chyba bezczelnie zmieniła swoją własną historię, którą sama zaczęła pisać w konkretnym, antyromantycznym tonie wiele dekad temu
A potem zaczęło być jeszcze romantyczniej i to już było dla niej za dużo. Metal na skórze otrzeźwił ją bardziej, niż jakikolwiek powiew mroźnego powietrza.
– Oh... – wymamrotała zagubiona, desperacko próbując wymyślić, jak najlepiej zareagować w tym momencie. Nie cofnęła dłoni. Nie zrzuciła pierścionka. Nie odsunęła się od niego, nie była na niego zła, ale też... Absolutnie nie miała pojęcia, co zrobić. Pierścionek na palcu! Przecież... Przecież... To było za dużo. Dopiero co się pocałowali. Dopiero co... Na bogów, oni się pocałowali! Wzięła głęboki oddech i próbując nie przerywać kontaktu wzrokowego, wreszcie zaczęła mówić.
– Ja... Gabrielu, ale my... Ja... To nie tak, że nie jestem... Po prostu... Ja nie mogę...
Tego było już za dużo. Emocje oplotły ją niczym dłonie i wreszcie wyrwały z bajkowej scenerii prosto do jej własnego łóżka, gdzie w ciemnym pokoju wampirzyca gwałtowanie usiadła wśród czerwonej pościeli. Przez chwile nie miała pojęcia co się właściwie stało, ani czemu czuła się tak... Dziwnie. A potem zrozumiała i ukryła twarz w dłoniach zażenowana tym, jak smutno jej było, gdy zorientowała się, że to był tylko sen. I że skoro musiał się skończyć, to czemu nie mógł się skończyć przed tak niefortunnym finałem, przez który myślała o tym wszystkim jeszcze bardziej niespokojnie.
Jej spojrzenie, mniej czujne niż zazwyczaj powędrowało w stronę gwiazdy, którą trzymał w dłoniach, słuchając uważnie każdego jego słowa. Dawno temu ona też zakładała rzeczy, odnośnie których najwyraźniej nie miała racji. O sobie, o nich. Dawno temu, zaczeła sądzić, że moment taki jak ten nigdy się jej nie przytafi i dopiero ostatnie kilka minut pokazało jej, że żyła w błędzie. I teraz, gdy był przy niej Gabriel, ona też czuła tę dziwną... Myśl, że chyba bezczelnie zmieniła swoją własną historię, którą sama zaczęła pisać w konkretnym, antyromantycznym tonie wiele dekad temu
A potem zaczęło być jeszcze romantyczniej i to już było dla niej za dużo. Metal na skórze otrzeźwił ją bardziej, niż jakikolwiek powiew mroźnego powietrza.
– Oh... – wymamrotała zagubiona, desperacko próbując wymyślić, jak najlepiej zareagować w tym momencie. Nie cofnęła dłoni. Nie zrzuciła pierścionka. Nie odsunęła się od niego, nie była na niego zła, ale też... Absolutnie nie miała pojęcia, co zrobić. Pierścionek na palcu! Przecież... Przecież... To było za dużo. Dopiero co się pocałowali. Dopiero co... Na bogów, oni się pocałowali! Wzięła głęboki oddech i próbując nie przerywać kontaktu wzrokowego, wreszcie zaczęła mówić.
– Ja... Gabrielu, ale my... Ja... To nie tak, że nie jestem... Po prostu... Ja nie mogę...
Tego było już za dużo. Emocje oplotły ją niczym dłonie i wreszcie wyrwały z bajkowej scenerii prosto do jej własnego łóżka, gdzie w ciemnym pokoju wampirzyca gwałtowanie usiadła wśród czerwonej pościeli. Przez chwile nie miała pojęcia co się właściwie stało, ani czemu czuła się tak... Dziwnie. A potem zrozumiała i ukryła twarz w dłoniach zażenowana tym, jak smutno jej było, gdy zorientowała się, że to był tylko sen. I że skoro musiał się skończyć, to czemu nie mógł się skończyć przed tak niefortunnym finałem, przez który myślała o tym wszystkim jeszcze bardziej niespokojnie.
Koniec sesji