21.01.2026, 11:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2026, 11:43 przez Brenna Longbottom.)
Zaklęcie Brenny dosłownie wyrwało mężczyźnie różdżkę z ręki, a chwilę później Victoria rzuciła swoje, równie udane unik jej towarzyszki. Różdżka, po którą sięgał drugi z kłusowników wyleciała mu z dłoni i potoczyła się pod posłanie: było raczej jasne, że jeżeli teraz rzuciłby się tejże szukać, dziewczęta miałyby aż za dużo czasu na posłanie w nich tylu zaklęć, ile tylko by zechciały.
Ptak w klatce, która wisiała w rogu pomieszczenia, krzyczał coraz głośniej, zaniepokojony hałasami, błyskami, trwającym zamieszaniem.
Tymczasem obaj mężczyźni, pozbawieni różdżek, chyba zdali sobie sprawę z tego, że ich przeciwnikami są kobiety, w dodatku jedna niezbyt wysoka i wyglądająca na raczej drobną. I uznali, że pozostaje im zdać się na siłę fizyczną, tam gdzie nie mieli już szans za pomocą magii. Jeden z nich, ten stojący, rzucił się więc po prostu ku Brennie, z nadzieją na to, że zdoła powstrzymać ją przed rzuceniem kolejnego zaklęcia, a drugi chwycił taboret stojący w pobliżu łóżka i cisnął nim w Victorię.
Ataki fizyczne panów (jeden jednego, i jeden drugiego)
I moje af
Taboret, niezgrabnie ciśnięty przez człowieka podrywającego się z łóżka, nie sięgnął jednak celu, a jedynie potoczył się pod nogi aurorki. Brenna tym razem natomiast nie zdążyła uniknąć: napastnik wpadł na nią, popychając ją na ścianę i klatkę, tak że boleśnie uderzyła o tę głową. Różdżka wypadła jej z ręki, więc cóż, pozostawało jedno - spróbowała odwdzięczyć się pięknym za nadobne i walnąć gościa prosto w pysk.
af, tym razem atak
Prawdopodobnie się tego nie spodziewał, bo gdy skupił się na pozbawieniu Brenny różdżki, lewy sierpowy sprawił, że poleciał w tył, może jeszcze nie znokautowany, ale na pewno obolały i częściowo ogłuszony. A drugi mężczyzna... cóż, widząc to rzucił się ku oknu, szarpnięciem otwierając (prawdopodobnie niedawno wprawioną) okiennicę.
Ptak w klatce, która wisiała w rogu pomieszczenia, krzyczał coraz głośniej, zaniepokojony hałasami, błyskami, trwającym zamieszaniem.
Tymczasem obaj mężczyźni, pozbawieni różdżek, chyba zdali sobie sprawę z tego, że ich przeciwnikami są kobiety, w dodatku jedna niezbyt wysoka i wyglądająca na raczej drobną. I uznali, że pozostaje im zdać się na siłę fizyczną, tam gdzie nie mieli już szans za pomocą magii. Jeden z nich, ten stojący, rzucił się więc po prostu ku Brennie, z nadzieją na to, że zdoła powstrzymać ją przed rzuceniem kolejnego zaklęcia, a drugi chwycił taboret stojący w pobliżu łóżka i cisnął nim w Victorię.
Ataki fizyczne panów (jeden jednego, i jeden drugiego)
Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana
I moje af
Rzut PO 1d100 - 15
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Taboret, niezgrabnie ciśnięty przez człowieka podrywającego się z łóżka, nie sięgnął jednak celu, a jedynie potoczył się pod nogi aurorki. Brenna tym razem natomiast nie zdążyła uniknąć: napastnik wpadł na nią, popychając ją na ścianę i klatkę, tak że boleśnie uderzyła o tę głową. Różdżka wypadła jej z ręki, więc cóż, pozostawało jedno - spróbowała odwdzięczyć się pięknym za nadobne i walnąć gościa prosto w pysk.
af, tym razem atak
Rzut PO 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
Prawdopodobnie się tego nie spodziewał, bo gdy skupił się na pozbawieniu Brenny różdżki, lewy sierpowy sprawił, że poleciał w tył, może jeszcze nie znokautowany, ale na pewno obolały i częściowo ogłuszony. A drugi mężczyzna... cóż, widząc to rzucił się ku oknu, szarpnięciem otwierając (prawdopodobnie niedawno wprawioną) okiennicę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.