20.01.2026, 07:30 ✶
Ach, co za bal – maskarada na sto par.
Niektóre z nich Brenna rozpoznawała od razu, zdradzone przez charakterystyczną fryzurę czy maskę ledwo przysłaniającą oczy, ruchy tak znane, tak mocno wyryte w pamięci, że nie mogłaby mieć wątpliwości albo strój, który wiedziała, że ktoś wybrał na ten wieczór. Tożsamość innych była w stanie odgadnąć po chwili skupienia. Byli jednak i tacy, którzy na ten wieczór jawili się jej anonimowo, nieznani bądź zbyt dobrze skrywający się za maskami.
W taką noc odrzucali twarz i stawali się maską.
Zaczepiona przez znajomego, który zdołał rozpoznać ją – nie było to banalnie łatwe, przez fryzurę i srebrzystą maskę, osłaniającą górną część twarzy, ale też nie niemożliwe, jeśli znalazło się blisko i znało Brennę dobrze – przystanęła na chwilę rozmowy. Atreus zdążył odejść na moment do ogrodu, by oddać się w szpony nałogu. Nie rozpoznała Anthony’ego Borgina w pierwszej chwili, choć wydał się znajomy, dlatego zaczepiona o taniec nie protestowała, dość odruchowo pozwalając pociągnąć się na parkiet, przekonana, że to po prostu brat którejś z przyjaciółek albo nawet kolega z pracy. A że byli w końcu na balu, i ten mężczyzna nie próbował jej szarpać ani całować, jak tamten, który zaczepiał ją wcześniej, nie przyszło jej nawet do głowy uparcie odmawiać. Byli na balu. Na balu się tańczyło, i wręcz niegrzecznie było wzbraniać się przed jakąkolwiek interakcją z innymi gośćmi.
Tyle że trochę z tym kolegą z pracy miała rację, trochę nie.
Omal sama nie zaklęła, gdy go rozpoznała: znajomy głos i znajome spojrzenie, wyłapane dopiero, gdy znaleźli się już na parkiecie, a nagłe odmaszerowanie w tej chwili nie byłoby może wielkim skandalem, ale mogłoby się kwalifikować pod taki malutki.
– Jestem pewna że twoja narzeczona wygląda lepiej – odparła Brenna spokojnie, nie myląc kroku. Ani ton, ani wyraz twarzy nie zdradzały, że cokolwiek jest nie tak.
Nie powiedziała tego dlatego, że czuła się w obowiązku przypominać mu, że był zaręczony: nie wątpiła, że o tym pamiętał, a tańczenie nie tylko ze swoim partnerem było na tego rodzaju spędach czymś naturalnym. Częścią podtrzymywania relacji, grzecznością, czasem zabawą, czasem obowiązkiem. Mimo to przywołanie Atreusa (choć trochę ją zdziwiło, że wiedział, że byli tu razem, ale zaraz uznała, że ot pewnie Bulstrode mu powiedział) i Roselyn jakoś nadawało ton tej konwersacji i spotkaniu, które na swój sposób było trochę niezręczne po ich ostatniej rozmowie. „Trochę”, bo Brenna rzadko czuła się niezręcznie, i teraz też z pełnym opanowaniem przyjęła, że znaleźli się na parkiecie. Choć i tak pomyślała, że do diabła: jeszcze dwa lata temu nie pomyślałaby, że mogłaby tak reagować na Anthony’ego. Kiedyś go lubiła. Może do pewnego stopnia lubiła go nadal, ale w to wdzierało się dużo negatywnych emocji, i to mimo tego, że nie była świadoma, jaki znak nosił na ręku.
– Nie. Po eliksirach zamieniających ludzi w elfy i zmuszających do całowania uznałam, że lepiej być ostrożnym, po co się tutaj sięga.
Nie żeby choć przez chwilę w ogóle zamierzała tutaj jeść albo pić drinki.
Niektóre z nich Brenna rozpoznawała od razu, zdradzone przez charakterystyczną fryzurę czy maskę ledwo przysłaniającą oczy, ruchy tak znane, tak mocno wyryte w pamięci, że nie mogłaby mieć wątpliwości albo strój, który wiedziała, że ktoś wybrał na ten wieczór. Tożsamość innych była w stanie odgadnąć po chwili skupienia. Byli jednak i tacy, którzy na ten wieczór jawili się jej anonimowo, nieznani bądź zbyt dobrze skrywający się za maskami.
W taką noc odrzucali twarz i stawali się maską.
Zaczepiona przez znajomego, który zdołał rozpoznać ją – nie było to banalnie łatwe, przez fryzurę i srebrzystą maskę, osłaniającą górną część twarzy, ale też nie niemożliwe, jeśli znalazło się blisko i znało Brennę dobrze – przystanęła na chwilę rozmowy. Atreus zdążył odejść na moment do ogrodu, by oddać się w szpony nałogu. Nie rozpoznała Anthony’ego Borgina w pierwszej chwili, choć wydał się znajomy, dlatego zaczepiona o taniec nie protestowała, dość odruchowo pozwalając pociągnąć się na parkiet, przekonana, że to po prostu brat którejś z przyjaciółek albo nawet kolega z pracy. A że byli w końcu na balu, i ten mężczyzna nie próbował jej szarpać ani całować, jak tamten, który zaczepiał ją wcześniej, nie przyszło jej nawet do głowy uparcie odmawiać. Byli na balu. Na balu się tańczyło, i wręcz niegrzecznie było wzbraniać się przed jakąkolwiek interakcją z innymi gośćmi.
Tyle że trochę z tym kolegą z pracy miała rację, trochę nie.
Omal sama nie zaklęła, gdy go rozpoznała: znajomy głos i znajome spojrzenie, wyłapane dopiero, gdy znaleźli się już na parkiecie, a nagłe odmaszerowanie w tej chwili nie byłoby może wielkim skandalem, ale mogłoby się kwalifikować pod taki malutki.
– Jestem pewna że twoja narzeczona wygląda lepiej – odparła Brenna spokojnie, nie myląc kroku. Ani ton, ani wyraz twarzy nie zdradzały, że cokolwiek jest nie tak.
Nie powiedziała tego dlatego, że czuła się w obowiązku przypominać mu, że był zaręczony: nie wątpiła, że o tym pamiętał, a tańczenie nie tylko ze swoim partnerem było na tego rodzaju spędach czymś naturalnym. Częścią podtrzymywania relacji, grzecznością, czasem zabawą, czasem obowiązkiem. Mimo to przywołanie Atreusa (choć trochę ją zdziwiło, że wiedział, że byli tu razem, ale zaraz uznała, że ot pewnie Bulstrode mu powiedział) i Roselyn jakoś nadawało ton tej konwersacji i spotkaniu, które na swój sposób było trochę niezręczne po ich ostatniej rozmowie. „Trochę”, bo Brenna rzadko czuła się niezręcznie, i teraz też z pełnym opanowaniem przyjęła, że znaleźli się na parkiecie. Choć i tak pomyślała, że do diabła: jeszcze dwa lata temu nie pomyślałaby, że mogłaby tak reagować na Anthony’ego. Kiedyś go lubiła. Może do pewnego stopnia lubiła go nadal, ale w to wdzierało się dużo negatywnych emocji, i to mimo tego, że nie była świadoma, jaki znak nosił na ręku.
– Nie. Po eliksirach zamieniających ludzi w elfy i zmuszających do całowania uznałam, że lepiej być ostrożnym, po co się tutaj sięga.
Nie żeby choć przez chwilę w ogóle zamierzała tutaj jeść albo pić drinki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.