19.01.2026, 21:56 ✶
Aidan dalej był młody i głupi. Dalej próbował się upierać, że istniał jakiś lepszy sort kobiet, niż blondynki, które były wspaniałe. Ba! Najwspanialsze na świecie i pod słońcem - chodzące ideały.
Na słowa Parkinsona i nęcenia jego zmysłów, zaczesał tylko włosy do tyłu, wszak próbował wpierw za ucho, chociaż było ciężko z jego małą ilością włosów. Gdyby był taką blondyneczką z długimi włosami... no wtedy to by było inaczej i mógłby zarzucić grzywą do tyłu, a tak? A tak to musiał się zadowolić tym. Znacznie gorzej byłoby wejść w jakąś sukienkę ale taką czerwonawą? A może błękitną powinien wziąć? Aidan by mu pomógł coś wybrać. Tylko bez szpilek, bo by się pozbył swojego nowego uzębienia "Lestrange Dent®", a kosztowało go to bardzo wiele, oj wiele...
- Dobry Aidan - uśmiechnął się pod nosem. Dobrze było mieć taryfę ulgową u Parkinsona, ale żeby nie było - nie wszyscy mogli na taką liczyć. Borgin znał się z nim jak łyse konie, więc pozwalał sobie na trochę więcej. Teraz zresztą łaczyła ich wspólna misja, a jako, że Stanley dalej był "oficjalnie" bumelantem w szeregach Ministerstwa Magii, ich misja mogła spokojne przybrać kryptonim - "Psi Patrol". W jego opinii była to bardzo zacna i chwytliwa nazwa.
- Dasz radę. Wierzę w ciebie - dodał jeszcze jak wprawiony coach, który próbował go podnieść na duchu. Teraz, po krótkiej debacie odnośnie Aidana kurwiącego Ministerstwem, przewadze blondynek nad resztą dam i sformowaniu sfory, byli gotowi wyruszyć na przygodę. W końcu przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. Oni już swoją mieli - był Aidan, był Parkinson, był ich jeden połączony chromosom. Oby tylko ich zespół R nie błysnął, wszak we dwójkę mieli "R" jako trzecią literę w nazwisku.
Stanley czym prędzej podążył za swoim kompanem, przywdziewając kaptur po przekroczeniu progu przybytku. Nie było to szata Śmierciożercza, a jedynie małe nakrycie, które miało chronić jego tożsamość przed niechcianymi spojrzeniami. To też miało chronić Parkinsona przed oskarżeniami o spoufalanie się z terrorystami, poszukiwanymi listem gończym i posiadaczami bielutkich ząbków - a pomyśleć, że to wszystko było o Borginie, który miał też wady.
- Może trochę? Znalazłem se nową robotę i jakoś to leci - odparł - Krzyżówki sobie rozwiązuje, czytam literaturę... - zaśmiał się, bo w chuja cięcie też zajęcie - Tego drugiego to akurat nie. Ale ogólnie to nie jest źle. Wiadomo, że to nie to samo co z Tobą na rejonie, ale cóż... Nie można mieć wszystkiego, nie? - wzruszył ramionami, a w jego głosie wybrzmiała nutka tęsknoty. Co by nie mówić - Borgin i Parkinson - byli trochę jak takie papużki nierozłączki. Urlopy też brali niemal wspólnie, aby przypadkiem nie narazić drugiego na wspólny patrol z Brenną czy innymi fajfusami, których akurat nie lubili.
- Czy ten jegomość, który cię tak załatwił, ma jakieś cechy szczególnie? Ale takie wiesz, coś więcej, niż kaprawa morda, brak trzech zębów i dziara "jebać BUM" przez pół twarzy - zapytał, próbując jakoś pomóc. Nie było to za dużo, ale była to szczera robota.
Na słowa Parkinsona i nęcenia jego zmysłów, zaczesał tylko włosy do tyłu, wszak próbował wpierw za ucho, chociaż było ciężko z jego małą ilością włosów. Gdyby był taką blondyneczką z długimi włosami... no wtedy to by było inaczej i mógłby zarzucić grzywą do tyłu, a tak? A tak to musiał się zadowolić tym. Znacznie gorzej byłoby wejść w jakąś sukienkę ale taką czerwonawą? A może błękitną powinien wziąć? Aidan by mu pomógł coś wybrać. Tylko bez szpilek, bo by się pozbył swojego nowego uzębienia "Lestrange Dent®", a kosztowało go to bardzo wiele, oj wiele...
- Dobry Aidan - uśmiechnął się pod nosem. Dobrze było mieć taryfę ulgową u Parkinsona, ale żeby nie było - nie wszyscy mogli na taką liczyć. Borgin znał się z nim jak łyse konie, więc pozwalał sobie na trochę więcej. Teraz zresztą łaczyła ich wspólna misja, a jako, że Stanley dalej był "oficjalnie" bumelantem w szeregach Ministerstwa Magii, ich misja mogła spokojne przybrać kryptonim - "Psi Patrol". W jego opinii była to bardzo zacna i chwytliwa nazwa.
- Dasz radę. Wierzę w ciebie - dodał jeszcze jak wprawiony coach, który próbował go podnieść na duchu. Teraz, po krótkiej debacie odnośnie Aidana kurwiącego Ministerstwem, przewadze blondynek nad resztą dam i sformowaniu sfory, byli gotowi wyruszyć na przygodę. W końcu przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. Oni już swoją mieli - był Aidan, był Parkinson, był ich jeden połączony chromosom. Oby tylko ich zespół R nie błysnął, wszak we dwójkę mieli "R" jako trzecią literę w nazwisku.
Stanley czym prędzej podążył za swoim kompanem, przywdziewając kaptur po przekroczeniu progu przybytku. Nie było to szata Śmierciożercza, a jedynie małe nakrycie, które miało chronić jego tożsamość przed niechcianymi spojrzeniami. To też miało chronić Parkinsona przed oskarżeniami o spoufalanie się z terrorystami, poszukiwanymi listem gończym i posiadaczami bielutkich ząbków - a pomyśleć, że to wszystko było o Borginie, który miał też wady.
- Może trochę? Znalazłem se nową robotę i jakoś to leci - odparł - Krzyżówki sobie rozwiązuje, czytam literaturę... - zaśmiał się, bo w chuja cięcie też zajęcie - Tego drugiego to akurat nie. Ale ogólnie to nie jest źle. Wiadomo, że to nie to samo co z Tobą na rejonie, ale cóż... Nie można mieć wszystkiego, nie? - wzruszył ramionami, a w jego głosie wybrzmiała nutka tęsknoty. Co by nie mówić - Borgin i Parkinson - byli trochę jak takie papużki nierozłączki. Urlopy też brali niemal wspólnie, aby przypadkiem nie narazić drugiego na wspólny patrol z Brenną czy innymi fajfusami, których akurat nie lubili.
- Czy ten jegomość, który cię tak załatwił, ma jakieś cechy szczególnie? Ale takie wiesz, coś więcej, niż kaprawa morda, brak trzech zębów i dziara "jebać BUM" przez pół twarzy - zapytał, próbując jakoś pomóc. Nie było to za dużo, ale była to szczera robota.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972