19.01.2026, 19:23 ✶
Towarzyszka Anathemy stała nieco bokiem, jakby celowo ustawiała się tak, by mieć lepszy widok na Electrę. Była wyraźnie niższa, masywniejsza, z ostrymi rysami twarzy, które nie zyskały na łagodności mimo starannie dobranego makijażu. Suknia, choć nowa, leżała na niej ciężko, jakby próbowała ukryć więcej, niż mogła. Jonathan zauważył, że jej spojrzenie zbyt często wracało do młodej kobiety przy Selwynie – krótkie, kłujące spojrzenia, w których czaiła się niechęć podszyta czymś znacznie bardziej przyziemnym. Zazdrością. Nie rozpoznawała twarzy z plakatów, tego był niemal pewien: brakowało w niej tej charakterystycznej pewności kogoś, kto wie. Zamiast tego było w niej podniecenie cudzą historią, obietnica skandalu, który mógłby na chwilę zrównać ją z kimś wyraźnie piękniejszym.
Kiedy Anathema mówiła, tamta przytakiwała z przesadnym entuzjazmem, pochylając się bliżej, jakby każde kolejne słowo było zaproszeniem do działania. Szeptała coś o tym, że „w Ministerstwie już bywały gorsze rzeczy”, że „takie sprawy zawsze gdzieś wypływają” i że szkoda byłoby nie skorzystać, skoro okazja sama się pcha w ręce. Jonathanowi przemknęła przez myśl mglista pogłoska o jej rzekomym romansie w biurze Gargulków – nic potwierdzonego, raczej półsłówka o zbyt częstych nadgodzinach i protekcji, której nikt nigdy nie potrafił jednoznacznie wyjaśnić.
Kiedy Anathema mówiła, tamta przytakiwała z przesadnym entuzjazmem, pochylając się bliżej, jakby każde kolejne słowo było zaproszeniem do działania. Szeptała coś o tym, że „w Ministerstwie już bywały gorsze rzeczy”, że „takie sprawy zawsze gdzieś wypływają” i że szkoda byłoby nie skorzystać, skoro okazja sama się pcha w ręce. Jonathanowi przemknęła przez myśl mglista pogłoska o jej rzekomym romansie w biurze Gargulków – nic potwierdzonego, raczej półsłówka o zbyt częstych nadgodzinach i protekcji, której nikt nigdy nie potrafił jednoznacznie wyjaśnić.