06.03.2023, 16:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2023, 16:09 przez Brenna Longbottom.)
To „no cześć” i pomachanie sprawiło, że Brenna ani nie cisnęła kolejnego zaklęcia, ani nie prysnęła za najbliższe drzewo, by spróbować się chronić przed kontratakiem. Mimo wyraźnie przyjaznej postawy Samuela, nie opuściła jednak różdżki. Żyli w niespokojnych czasach, a po kilku latach w BUM widziała różne rzeczy. Między innymi człowieka, który zadźgał swojego przyjaciela, potem zaś spoglądał na Brygadzistów bardzo zdumiony, że chcą go aresztować, bo przecież co on takiego zrobił…
…i zaatakował jednego, gdy ten tylko stracił czujność.
- Brenna. Brygada Uderzeniowa – zaznaczyła. Sam fakt, że jej nie pamiętał, niezbyt ją dziwił: nie należała raczej do tych jednostek, które wpisywały się ludziom w pamięć, jeżeli nie miała z nimi bardzo wiele kontaktu. W tej chwili zresztą wolała raczej podkreślić zawód niż nazwisko. Wolną dłonią sięgnęła nawet do marynarki, wskazując na umieszczony na jej przedzie emblemat, potwierdzający przynależność do BUM. Nie poruszyła się, dopóki nie skończył mówić i nie upewniła, że przynajmniej na razie nie wyglądał, jakby chciał atakować. Dopiero wtedy przybliżyła się nieco, starając ustawić tak, by móc spojrzeć na posąg i jednocześnie nie stracić z oczu Carrowa.
Rzeźba była… doskonała. Sam Michał Anioł mógłby schować się przy człowieku, który byłby zdolny stworzyć takie dzieło sztuki. Jedna noga ugięta, druga lekko uniesiona, jakby kobieta zastygła w pół ruchu. Włosy, poruszane przez pęd. Wyraz grozy wypisany na twarzy.
Tyle że Brenna słyszała krzyczącą kobietę, Samuel mówił, że rzeźba krwawiła, a rzeźba była… zbyt doskonała. Zimny dreszcz przebiegł Brennie po plecach. Petryfikacja stała? Spotkanie z meduzą albo bazyliszkiem? Rezultat klątwy? Dotyk bazyliszka? Jeszcze coś innego? A może Carrow właśnie ją zaklął i tylko udawał głupiego?
Kusiło ją, by spróbować odczarować dziewczynę. Jeżeli mówił prawdę, być może jego czar rozpraszający po prostu był za słaby. Tyle że nie odważyła się skupiać na zaklęciach rozpraszających, gdy nie była pewna intencji Samuela. Była sama w lesie, z mężczyzną, którego ostatni raz widziała ładnych kilka lat temu, a w świecie, w którym żyli, źle ulokowane zaufanie już niejednego kosztowało życie.
- W porządku, ale będę wdzięczna, jeśli pozwolisz mi rzucić na twoją różdżkę prior incantato – powiedziała w końcu, ruchem wolnej dłoni wskazując różdżkę, którą trzymał. Wymieniła nazwę zaklęcia, które ujawniało ostatnie czary użyte przez właściciela. Jeżeli faktycznie rzucał zaklęcie rozpraszające, a nie jakąś klątwę czy czar petryfikujący, był to najprostszy sposób na upewnienie się, co do tego. I składając propozycję nie odrywała wzroku od twarzy Samuela, jakby chcąc sprawdzić, jak zareaguje na tę propozycję. - Sam rozumiesz, zdaje się, że mam tu zaatakowaną, zaklętą przez kogoś czarodziejkę i czeka mnie z tym trochę roboty. Jeśli od razu ponad wszelką wątpliwość wykluczymy cię z grona podejrzanych, potem nie będzie potrzeby ciągać cię na przesłuchania.
Jeżeli propozycja się mu nie spodoba, to liczyła, że przekona go wizja uniknięcia nudnych sprawozdań zdawanych w Ministerstwie Magii.
…i zaatakował jednego, gdy ten tylko stracił czujność.
- Brenna. Brygada Uderzeniowa – zaznaczyła. Sam fakt, że jej nie pamiętał, niezbyt ją dziwił: nie należała raczej do tych jednostek, które wpisywały się ludziom w pamięć, jeżeli nie miała z nimi bardzo wiele kontaktu. W tej chwili zresztą wolała raczej podkreślić zawód niż nazwisko. Wolną dłonią sięgnęła nawet do marynarki, wskazując na umieszczony na jej przedzie emblemat, potwierdzający przynależność do BUM. Nie poruszyła się, dopóki nie skończył mówić i nie upewniła, że przynajmniej na razie nie wyglądał, jakby chciał atakować. Dopiero wtedy przybliżyła się nieco, starając ustawić tak, by móc spojrzeć na posąg i jednocześnie nie stracić z oczu Carrowa.
Rzeźba była… doskonała. Sam Michał Anioł mógłby schować się przy człowieku, który byłby zdolny stworzyć takie dzieło sztuki. Jedna noga ugięta, druga lekko uniesiona, jakby kobieta zastygła w pół ruchu. Włosy, poruszane przez pęd. Wyraz grozy wypisany na twarzy.
Tyle że Brenna słyszała krzyczącą kobietę, Samuel mówił, że rzeźba krwawiła, a rzeźba była… zbyt doskonała. Zimny dreszcz przebiegł Brennie po plecach. Petryfikacja stała? Spotkanie z meduzą albo bazyliszkiem? Rezultat klątwy? Dotyk bazyliszka? Jeszcze coś innego? A może Carrow właśnie ją zaklął i tylko udawał głupiego?
Kusiło ją, by spróbować odczarować dziewczynę. Jeżeli mówił prawdę, być może jego czar rozpraszający po prostu był za słaby. Tyle że nie odważyła się skupiać na zaklęciach rozpraszających, gdy nie była pewna intencji Samuela. Była sama w lesie, z mężczyzną, którego ostatni raz widziała ładnych kilka lat temu, a w świecie, w którym żyli, źle ulokowane zaufanie już niejednego kosztowało życie.
- W porządku, ale będę wdzięczna, jeśli pozwolisz mi rzucić na twoją różdżkę prior incantato – powiedziała w końcu, ruchem wolnej dłoni wskazując różdżkę, którą trzymał. Wymieniła nazwę zaklęcia, które ujawniało ostatnie czary użyte przez właściciela. Jeżeli faktycznie rzucał zaklęcie rozpraszające, a nie jakąś klątwę czy czar petryfikujący, był to najprostszy sposób na upewnienie się, co do tego. I składając propozycję nie odrywała wzroku od twarzy Samuela, jakby chcąc sprawdzić, jak zareaguje na tę propozycję. - Sam rozumiesz, zdaje się, że mam tu zaatakowaną, zaklętą przez kogoś czarodziejkę i czeka mnie z tym trochę roboty. Jeśli od razu ponad wszelką wątpliwość wykluczymy cię z grona podejrzanych, potem nie będzie potrzeby ciągać cię na przesłuchania.
Jeżeli propozycja się mu nie spodoba, to liczyła, że przekona go wizja uniknięcia nudnych sprawozdań zdawanych w Ministerstwie Magii.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.