11.01.2026, 10:55 ✶
Korytarz wyglądał inaczej. Kiedy Electra otworzyła drzwi łazienki i Jessie dowiedział się, że poza uderzeniem czołem w lustro (to było całkiem zabawne, że oboje przywalili czołem w lustro), rozejrzał się dookoła, marszcząc brwi.
-Co do cholery... - mruknął.
To nie były przywidzenia. To nie było coś, co mogli w tym momencie racjonalnie wyjaśnić. Domy nie zmieniały swojego wystroju tak diametralnie tak szybko, nawet z użyciem magii. A nawet gdyby znalazł się ktoś do tego zdolny, to Jonathan przecież nie pozwoliłby, by jego dom wyglądał... o tak...
Taki depresyjny... Taki ciemny... Taki... Chaotyczny i nieuporządkowany. Jessie potarł palcami czoło w miejscu, w którym on sam uderzył się w lustro. Coś mu to przypominało...
-Chodź - powiedział do Electry i, łapiąc ją za rękę, pociągnął za sobą wzdłuż korytarza.
Nic im nie da stanie w miejscu, a nie chciał jej tu zostawiać. Nie było to miejsce, które znał, chociaż teoretycznie wciąż był to dom letniskowy Jonathana, i raczej oboje nie mogli przewidzieć, co się wydarzy, więc głupotą by było się rozdzielać.
-Masz ze sobą różdżkę? - zadał pytanie, ale nie odwrócił się do przyjaciółki.
Cały czas rozglądał się po wnętrzu domu, w którym mieszkał ze swoją rodziną od niecałego miesiąca, a który teraz był taki obcy i zupełnie inny. Nieświeży zapach w powietrzu, porozrzucane rzeczy, które mało pasowały do jego chrzestnego...
-Czy my piliśmy coś, co mogłoby wywołać jakieś halucynacje? - w końcu odwrócił się do Electry, puścił jej dłoń i sam się uszczypnął. - Auć... Nie, to nie jest sen.
Nie był to sen, wszystko dookoła było zbyt realistyczne i materialne, by były to halucynacje, więc mogło to być... Jessie zbladł na policzkach, kiedy uderzyła w niego ta myśl. A potem usłyszeli znajomy - chociaż tak samo dziwnie zmieniony, jak wszystko dookoła - i Jessie odwrócił się gwałtownie w stronę mężczyzny, który stał w progu, mówiąc do czegoś, co trzymał w dłoni.
Anthony... Jego drogi wuj Anthony... Albo ktoś, kto był do niego tak bardzo podobny, ale...
-Wujek...?
-Co do cholery... - mruknął.
To nie były przywidzenia. To nie było coś, co mogli w tym momencie racjonalnie wyjaśnić. Domy nie zmieniały swojego wystroju tak diametralnie tak szybko, nawet z użyciem magii. A nawet gdyby znalazł się ktoś do tego zdolny, to Jonathan przecież nie pozwoliłby, by jego dom wyglądał... o tak...
Taki depresyjny... Taki ciemny... Taki... Chaotyczny i nieuporządkowany. Jessie potarł palcami czoło w miejscu, w którym on sam uderzył się w lustro. Coś mu to przypominało...
-Chodź - powiedział do Electry i, łapiąc ją za rękę, pociągnął za sobą wzdłuż korytarza.
Nic im nie da stanie w miejscu, a nie chciał jej tu zostawiać. Nie było to miejsce, które znał, chociaż teoretycznie wciąż był to dom letniskowy Jonathana, i raczej oboje nie mogli przewidzieć, co się wydarzy, więc głupotą by było się rozdzielać.
-Masz ze sobą różdżkę? - zadał pytanie, ale nie odwrócił się do przyjaciółki.
Cały czas rozglądał się po wnętrzu domu, w którym mieszkał ze swoją rodziną od niecałego miesiąca, a który teraz był taki obcy i zupełnie inny. Nieświeży zapach w powietrzu, porozrzucane rzeczy, które mało pasowały do jego chrzestnego...
-Czy my piliśmy coś, co mogłoby wywołać jakieś halucynacje? - w końcu odwrócił się do Electry, puścił jej dłoń i sam się uszczypnął. - Auć... Nie, to nie jest sen.
Nie był to sen, wszystko dookoła było zbyt realistyczne i materialne, by były to halucynacje, więc mogło to być... Jessie zbladł na policzkach, kiedy uderzyła w niego ta myśl. A potem usłyszeli znajomy - chociaż tak samo dziwnie zmieniony, jak wszystko dookoła - i Jessie odwrócił się gwałtownie w stronę mężczyzny, który stał w progu, mówiąc do czegoś, co trzymał w dłoni.
Anthony... Jego drogi wuj Anthony... Albo ktoś, kto był do niego tak bardzo podobny, ale...
-Wujek...?