Sytuacja z nieudanym przez nich rzuceniem piłki, rozbawiła także Tristana. Wystarczyło spojrzeć i na niego, gdzie także się uśmiechał rozbawiony, ale głosu z siebie nie wydał. Kiwnięciem głowy zgodził się ze słowami Olivii, że muszą nad tym popracować. Będą mieli nie jedną na to okazję. I wierzył też, że będą mieli swoje dzieci. Chciał wierzyć, że konsultacja Olivii z uzdrowicielem, przebiegnie pomyślnie i pozytywnie. Że los wynagrodzi im te trudności, z jakimi się do tej pory zmagali i zmagają wciąż.
Na spacer, Tristan także wyraził zgodę, zabierając swoją torebkę z orzeszkami. Choć niewiele mu w niej ich zostało, postanowił wysypać pod drzewem, aby dzikie wiewiórki mogły sobie w każdej chwili zabrać. Torebkę wyrzucił. Ujął dłoń Olivii i mogli udać na spokojny wspólny spacer. W pewnym momencie, po prostu objął ukochaną ramieniem, przytulając ją do siebie, kiedy postanowiła się wtulić do jego ciała. Dawał jej swoje bezpieczeństwo. Swoją ochronę.
Na pytanie, czy bardziej stwierdzenie o pięknie tego parku, Ward kiwnął głową potwierdzająco. Szczerze, gdyż i jemu to miejsce się podobało. Spokojne, ciche, magiczne. Niewiele różniło się od mugolskich parków w Londynie. Każde miało w sobie coś wyjątkowego.
Słuchając ukochanej, próbował sięgnąć pamięcią do swoich czasów w Hogwarcie, czy było tutaj takie miejsce, które lubił odwiedzać. Kilkoro jego kolegów zachwycało się ekspozycją sklepu sportowego. Inni okupowali się w słodyczach. A on?
Na pytanie o patrzenie w gwiazdy, od razu się zgodził. Nie musiała nawet pytać. Znała z góry odpowiedź. Nie raz już przecież siedzieli razem i podziwiali ściemniające się niebo, z tą różnicą, że zamiast właśnie gwiazd, były świetliki. Również niesamowite zjawisko. Jak tylko dotarli na górkę, stanął obok. Spojrzał w górę, na gwiazdę jaką pokazywała. Jedna z najjaśniejszych gwiazd, która pojawiła się zanim niebo całkowicie się ściemniło. Z uśmiechem na twarzy, podążył spojrzeniem na twarz Olivii, której oczy błyszczały jak gwiazdy. Wtedy usłyszał jej słowa. Te magiczne, dwa słowa. Jedną ręką znów ją objął, drugą położył do swojego serca, po chwili kładąc dłoń na miejscu jej serca. Jakby chciał tym gestem przekazać "Moje serce, należy do Ciebie". Można to także odebrać jako inną wersję słów "Kocham Cię". Olivia jest dla niego wszystkim. Tym dużym słońcem, które rozjaśniało mu drogę. Dała nadzieję na życie. A teraz była także szansa, że mogli stworzyć własną rodzinę.
Ucałował czubek głowy Olivii, rozglądając się znów po okolicy, po czym zerknął znów w niebo. Gwiazd było coraz więcej. Mogliby tutaj tak stać całą noc i podziwiać. Nacieszyć sobą tak długo, aż znów będą musieli wrócić do siebie. Znów będą za sobą tęsknić do następnego spotkania. Albo napisania listu. Dlatego Tristan chciał, aby zamieszkała z nim. Aby byli razem. Nieważne gdzie. Ważne, że razem.
"- Chciałabyś jeszcze zjeść ze mną kolację?"Zapytał w języku migowym, dając jej tym samym znać, że chce o coś zapytać. Gdyż mówić nie mógł. Zapytał na zapas, żeby wiedzieć, czy jak skończą podziwiać niebo, pójdą gdzieś jeszcze razem coś na mieście zjeść, czy nawet bezpośrednio do niego, aby kolację przygotował? Czy przełożą to na inny wieczór. Jakie dalsze plany miała Olivia?