Sala balowa pulsowała światłem i dźwiękiem, rozmowy mieszały się z muzyką, a maski, zaczarowane, misternie wykonane, czasem wręcz niepokojące, skutecznie zacierały granice między tym, kim ktoś był, a kim chciał się stać tej nocy. Louvain stał nieco z boku, obserwując przebieg licytacji z uważnością, która zdradzała coś więcej niż zwykłą ciekawość. To nie był bal, to było narzędzie. A narzędzia należało wykorzystywać. Na jego twarzy spoczywała maska, która nie przypominała niczego klasycznego ani eleganckiego w tradycyjnym rozumieniu. Po jej założeniu górna część jego głowy, od linii ust wzwyż, zdawała się rozpływać w czarny, parujący dym. Nie była to iluzja bierna, mgła poruszała się leniwie, kłębiła, czasem gęstniała, czasem rzedła, jakby reagowała na jego oddech i myśli. Rysy twarzy znikały w niej całkowicie, pozostawiając tylko usta i linię szczęki, resztę zaś pochłaniała bezkształtna, mroczna masa. Anonimowość była bardzo pomocna. Gdy prowadzący licytację zapowiedział kolejny przedmiot, fiolkę Veritaserum, Louvain natychmiast skupił na niej całą uwagę. Eliksir prawdy. Rzadki, niebezpieczny, obwarowany restrykcjami, a jednocześnie… nieoceniony. Już sama możliwość wejścia w jego posiadanie otwierała szerokie spektrum zastosowań: od weryfikacji informacji, przez rozwiązywanie delikatnych sporów, aż po zabezpieczenie się przed manipulacją. W odpowiednich rękach był narzędziem potężnym.
Dodatkowym atutem była forma tej transakcji. Maski. Brak nazwisk. Brak spojrzeń, które można by zapamiętać. Jeśli ktoś miał zdobyć Veritaserum bez śladu prowadzącego wprost do niego, to właśnie tutaj i właśnie teraz. Tego rodzaju anonimowość nie zdarzała się często, a on nie zamierzał jej zmarnować. Pierwsze oferty padły szybko, niemal odruchowo. Louvain nie reagował od razu. Pozwolił innym się rozpędzić, wsłuchiwał się w podbijane kwoty, analizował tempo licytacji. Kiedy suma zaczęła zbliżać się do granicy, przy której część uczestników wahała się choćby przez ułamek sekundy, uniósł dłoń. - Dwadzieścia pięć - padło spokojnie spod maski, głosem pozbawionym emocji, jakby była to kwota całkowicie pozbawiona znaczenia.
I w istocie tak było. Pieniądze nie stanowiły dla niego problemu. Były środkiem, nie celem, a ten konkretny środek miał mu zapewnić dostęp do czegoś znacznie cenniejszego niż złoto. Dym na jego masce zakłębił się gęściej, jakby reagując na moment napięcia, ale Louvain pozostał niewzruszony. Stał wyprostowany, pewny, gotów podbić dalej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Veritaserum było warte znacznie więcej niż dwadzieścia pięć galeonów.
numerek 6, przewaga bogacz, podbijam do 25 galeonów