08.01.2026, 22:58 ✶
Uśmiechnęła się sama, czując jak wszystko w niej napełnia się spokojem. Jej wzrok skupił się w pełni tylko na nim. Tyle lat czytania romansów, zanim nie postanowiła ich odrzucić. Tyle lat marzenia o pocałunku w na tle tak barwnej scenerii, nim nie uznała takich myśli za idiotyzmy i wreszcie tyle lat bycia wystawioną na miłość w kryminałach i sprawach, które prowadziła, a kiedy wreszcie otrzymała pocałunek, ktory wydawał się tak właściwy... Zupełnie nie wiedziała co powiedzieć.
Westchnęła cicho.
– Jesteś... – Zaczęła i oparła głowę na jego klatce piersiowej. – Naprawdę... Zdecydowanie bardziej... Strasznie lubię mieć cię w swoim życiu – powiedziała w końcu, nawet jeśli to jedno zdanie nijak nie przekazywało wachlarza uczuć, który obecnie czuła. Zwłaszcza gdy on mówił zdecydowanie ładniej, od niej samej. Uniosła wzrok ku jego twarzy, ale jej spojrzenie nie zatrzymało się na jasnych oczach, bo właśnie na niebie, ujrzała szereg gwiazd. Było ich tak wiele, że przypominało to bardziej ilustrację nieba namalowaną przez kogoś, kto gwiazdy znał tylko ze słyszenia, ale nie odejmowało to nic, a nic, z uroku tego obrazka, zwłaszcza gdy dostrzegła że największą ze wszystkich gwiazd wydawała znajdować się idealnie nad nimi.
– Spójrz – wyszeptała, wskazując podbródkiem nieboskłon. – Pięknie, prawda? O, a to wygląda trochę jak konstelacja róży. Wiesz... Jeśli chcesz... Możemy tu zostać do świtu.
W końcu chciała, aby ta noc trwała jak najdłużej. Aby nigdy się nie kończyła. Aby zawsze pozostała tak pięknie senna, jak teraz.
Westchnęła cicho.
– Jesteś... – Zaczęła i oparła głowę na jego klatce piersiowej. – Naprawdę... Zdecydowanie bardziej... Strasznie lubię mieć cię w swoim życiu – powiedziała w końcu, nawet jeśli to jedno zdanie nijak nie przekazywało wachlarza uczuć, który obecnie czuła. Zwłaszcza gdy on mówił zdecydowanie ładniej, od niej samej. Uniosła wzrok ku jego twarzy, ale jej spojrzenie nie zatrzymało się na jasnych oczach, bo właśnie na niebie, ujrzała szereg gwiazd. Było ich tak wiele, że przypominało to bardziej ilustrację nieba namalowaną przez kogoś, kto gwiazdy znał tylko ze słyszenia, ale nie odejmowało to nic, a nic, z uroku tego obrazka, zwłaszcza gdy dostrzegła że największą ze wszystkich gwiazd wydawała znajdować się idealnie nad nimi.
– Spójrz – wyszeptała, wskazując podbródkiem nieboskłon. – Pięknie, prawda? O, a to wygląda trochę jak konstelacja róży. Wiesz... Jeśli chcesz... Możemy tu zostać do świtu.
W końcu chciała, aby ta noc trwała jak najdłużej. Aby nigdy się nie kończyła. Aby zawsze pozostała tak pięknie senna, jak teraz.