08.01.2026, 15:09 ✶
– Czy powinnam zamówić jakiś osobny wzór dla ciebie? A może zielony zamiast czerwonego? – spytała, stukając w dzbanek, by woda w nim się zagrzała. Z pewnym roztargnieniem, bo rozglądała się jeszcze po pomieszczeniu, po prawdzie szukając, czy dostrzeże jakieś różnice, nieprawidłowości, przestawione przedmioty. Ale jeśli ktoś zrobił tutaj coś nocą albo włamał się ponownie, gdy była w pracy, to nie pozostawił po sobie żadnych śladów, które mogłaby zauważyć, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Powiedziałaby, że pod wpływem alkoholu mógłby na przykład się pomylić i zainstalować ten cały zamek do góry nogami albo coś takiego, ale podejrzewała, że Atreus by tylko się oburzył, że nie, absolutnie, on nie popełnia takich błędów, darowała sobie więc takie uwagi. Zresztą szybko skupiła się na jajku, które sama wyciągnęła z paczki.
Przesunęła palcami po chropowatej powierzchni, ostrożnie, a potem obróciła je w dłoniach. Stuknęła w nie – delikatnie – i wreszcie nawet przyłożyła doń ucho. Nieważne, że mogło to wyglądać głupio. Brenna znała się na przyrodzie mniej więcej na takim poziomie, jakiego oczekiwało się od przeciętnego absolwenta szkoły, nie miała więc pojęcia, że jajko trafiło tutaj z jakiegoś transportu ze wschodu, niekoniecznie legalnego… ale z każdą sekundą upewniała się, że było magiczne. Wiedziała akurat dość, by po sprawdzeniu pary rzeczy być pewnie w stanie doprowadzić do jego wyklucia, nie dość, by odgadnąć, jak i skąd się tutaj wzięło.
Do licha.
Oczywiście istniała szansa, że jakiś mugol znalazł je przypadkiem. Albo że czarodziej ich rozpoznał i dlatego wepchnął je im. I żaden mugol nie zdołałby takiego jajka wykluć, tego Brenna była pewna, ale nie bardzo podobała się jej myśl, że takie mogłoby skończyć w mugolskim domu. Rzuciła się więc ku oknu, otworzyła je i wyjrzała na londyńskie ulice, tonące już w mroku – na zewnątrz jednak w świetle latarni nie dostrzegła już człowieka, który im je sprzedał. Może miał tylko te dwa. Oby.
– Jestem prawie pewna, że to nie żaden magiczny szmelc, tylko jajka magicznych ptaków – oświadczyła, cofając się od okna i zamykając je, bo do środka natychmiast zawiało chłodem i wilgocią. – Przynajmniej to moje na takie wygląda. Gotowe do wyklucia. Pokaż? – rzuciła, przysiadając na oparciu fotela, by spojrzeć na to, co dostał Atreus. Było zupełnie inne niż to jej, czarne i można by uznać, że zostało zwęglone, ale mgliście kojarzyła rycinę z jednej z książek, które kiedyś przeglądała. – Hm… na pewno nie spadło z nieba, ale powiedziałabym, że w środku może siedzieć coś ognistego.
Powiedziałaby, że pod wpływem alkoholu mógłby na przykład się pomylić i zainstalować ten cały zamek do góry nogami albo coś takiego, ale podejrzewała, że Atreus by tylko się oburzył, że nie, absolutnie, on nie popełnia takich błędów, darowała sobie więc takie uwagi. Zresztą szybko skupiła się na jajku, które sama wyciągnęła z paczki.
Przesunęła palcami po chropowatej powierzchni, ostrożnie, a potem obróciła je w dłoniach. Stuknęła w nie – delikatnie – i wreszcie nawet przyłożyła doń ucho. Nieważne, że mogło to wyglądać głupio. Brenna znała się na przyrodzie mniej więcej na takim poziomie, jakiego oczekiwało się od przeciętnego absolwenta szkoły, nie miała więc pojęcia, że jajko trafiło tutaj z jakiegoś transportu ze wschodu, niekoniecznie legalnego… ale z każdą sekundą upewniała się, że było magiczne. Wiedziała akurat dość, by po sprawdzeniu pary rzeczy być pewnie w stanie doprowadzić do jego wyklucia, nie dość, by odgadnąć, jak i skąd się tutaj wzięło.
Do licha.
Oczywiście istniała szansa, że jakiś mugol znalazł je przypadkiem. Albo że czarodziej ich rozpoznał i dlatego wepchnął je im. I żaden mugol nie zdołałby takiego jajka wykluć, tego Brenna była pewna, ale nie bardzo podobała się jej myśl, że takie mogłoby skończyć w mugolskim domu. Rzuciła się więc ku oknu, otworzyła je i wyjrzała na londyńskie ulice, tonące już w mroku – na zewnątrz jednak w świetle latarni nie dostrzegła już człowieka, który im je sprzedał. Może miał tylko te dwa. Oby.
– Jestem prawie pewna, że to nie żaden magiczny szmelc, tylko jajka magicznych ptaków – oświadczyła, cofając się od okna i zamykając je, bo do środka natychmiast zawiało chłodem i wilgocią. – Przynajmniej to moje na takie wygląda. Gotowe do wyklucia. Pokaż? – rzuciła, przysiadając na oparciu fotela, by spojrzeć na to, co dostał Atreus. Było zupełnie inne niż to jej, czarne i można by uznać, że zostało zwęglone, ale mgliście kojarzyła rycinę z jednej z książek, które kiedyś przeglądała. – Hm… na pewno nie spadło z nieba, ale powiedziałabym, że w środku może siedzieć coś ognistego.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.