07.01.2026, 22:48 ✶
Na Ulicy Pokątnej było tak dużo sklepów, a jednak w żadnym z nich nie znalazł tego, czego szukał, i z każdym kolejnym sklepem, z którego wyszedł z pustymi rękami, czuł narastającą frustrację. Niby był jeszcze początek października i niby jeszcze trochę czasu miał, ale wiadomo było, jak to jest z terminami i wolał nie obudzić się na dzień przed urodzinami bez prezentu dla Rity. A chodził po różnych sklepach, bo chociaż miał w głowie tę myśl, żeby kupić jej sukienkę - czyli coś ładnego i praktycznego, bo przez pożar Rita straciła przecież tyle ubrań - to chciał rozejrzeć się jeszcze za czymś jako plan B, gdyby żadnej odpowiedniej sukienki nie znalazł.
Nie znalazł nic.
Wyszedł ze sklepu z nietęgą miną i cichym westchnieniem, nie tylko z powodu porażki w poszukiwaniu prezentu, ale również przez tłum, który zebrał się na ulicy. Plan był prostu - wrócić do domu, trochę jeszcze posiedzieć i położyć się spać. Plan ten jednak uległ nieprzewidzianej zmianie, kiedy jakimś cudem wyłapał w tłumie znajomą postać. Dwa razy obejrzał się na dziewczynę, czy na pewno nie była to jakaś bardzo podobna do jego koleżanki osoba, zanim zdecydował się podejść.
-Dora? - odezwał się, podchodząc do niej powoli, żeby jej przypadkiem nie przestraszyć. -Hej, dawno się nie widzieliśmy. Wszystko u ciebie w porządku? Co tu porabiasz?
Spojrzał w stronę, w którą wskazywała Dora, próbując sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek zwrócił uwagę na tamtejszy antykwariat i osobę, która go prowadziła, ukradkiem się przy tym rozglądając. Raczej nie spodziewał się zobaczyć Śmierciożerców, ale wróciły do niego słowa Brenny i jakoś tak się zaniepokoił, tym bardziej że nie kontaktował się z Dorą, więc nie mógł wiedzieć, czy coś się w tej sprawie zmieniło.
-"Super stara encyklopedia medyczna" brzmi jak coś, co mogłoby zawierać rozwiązanie tego problemu - stwierdził, drapiąc się po karku.
Na pytanie o bank na jego twarzy pojawił się lekki grymas.
-Tak, na tyle dobrze, na ile może być z goblinami. A dzisiaj robię rundkę po sklepach i szukam prezentu dla Rity. Nie chcę tego zostawiać na ostatnią chwilę i- Słyszałaś to?
Przy wejściu do jednego z zaułków blisko Nokturnu ktoś zaczął piszczeć, a kiedy spojrzało się w tamtym kierunku, coś tam się poruszało. Jessie sięgnął po swoją różdżkę.
Nie znalazł nic.
Wyszedł ze sklepu z nietęgą miną i cichym westchnieniem, nie tylko z powodu porażki w poszukiwaniu prezentu, ale również przez tłum, który zebrał się na ulicy. Plan był prostu - wrócić do domu, trochę jeszcze posiedzieć i położyć się spać. Plan ten jednak uległ nieprzewidzianej zmianie, kiedy jakimś cudem wyłapał w tłumie znajomą postać. Dwa razy obejrzał się na dziewczynę, czy na pewno nie była to jakaś bardzo podobna do jego koleżanki osoba, zanim zdecydował się podejść.
-Dora? - odezwał się, podchodząc do niej powoli, żeby jej przypadkiem nie przestraszyć. -Hej, dawno się nie widzieliśmy. Wszystko u ciebie w porządku? Co tu porabiasz?
Spojrzał w stronę, w którą wskazywała Dora, próbując sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek zwrócił uwagę na tamtejszy antykwariat i osobę, która go prowadziła, ukradkiem się przy tym rozglądając. Raczej nie spodziewał się zobaczyć Śmierciożerców, ale wróciły do niego słowa Brenny i jakoś tak się zaniepokoił, tym bardziej że nie kontaktował się z Dorą, więc nie mógł wiedzieć, czy coś się w tej sprawie zmieniło.
-"Super stara encyklopedia medyczna" brzmi jak coś, co mogłoby zawierać rozwiązanie tego problemu - stwierdził, drapiąc się po karku.
Na pytanie o bank na jego twarzy pojawił się lekki grymas.
-Tak, na tyle dobrze, na ile może być z goblinami. A dzisiaj robię rundkę po sklepach i szukam prezentu dla Rity. Nie chcę tego zostawiać na ostatnią chwilę i- Słyszałaś to?
Przy wejściu do jednego z zaułków blisko Nokturnu ktoś zaczął piszczeć, a kiedy spojrzało się w tamtym kierunku, coś tam się poruszało. Jessie sięgnął po swoją różdżkę.