06.01.2026, 17:44 ✶
– Nekromanta jest potrzebny w sprawie energii, która was napełnia… i bo Voldemort jest nekromantą. Ale to co tam zrobił i co może zrobić z tym dalej… albo czy może to powtórzyć… sama nie wiem, kogo tu potrzeba – westchnęła Brenna. Bo skoro Voldemort wykorzystał w Beltane cienkość tej zasłony, to czy mógł zrobić to w Samhain? Czy mógł spróbować drugi raz, skoro nie uzyskał w pełni tego, co chciał? A może mu się udało i niedługo wykorzysta do czegoś tę skradzioną energię? Albo zrobi jeszcze coś innego? – Mabon to sabat mniejszy… w sumie to myślę o nim głównie przez to, że w wizji były te jesienne liście…
Ale równie dobrze mogły oznaczać coś innego. Być symbolem umierania. Albo tego, że ten pożar będzie dopiero początkiem. Ot Brenna wbiła sobie do głowy, że skoro zobaczył jesień, to pewnie stanie się jesienią. A jej myśli krążyły przy Samhain właśnie ze względu na to, że było jakby złym bratem bliźniakiem Beltane.
– Trelawneyowie ponoć też czasem widzą więcej… – mruknęła z zastanowieniem, ale potem pokręciła po prostu głową. Pora była późna i chyba robiła się zbyt zmęczona na te dywagacje. Zatrzymała spojrzenie na Victorii na dłuższą chwilę. – Podobno macie w sobie energię, która należała do umarłych. Może zabraliście im wspomnienia. Może więc kiedy jesteście ranni albo ktoś odbiera waszą energię, jak z tą krwią… czy coś… to ona automatycznie to uzupełnia? Ale to nie jest coś, co chciałabym testować i błagam, też nie próbuj.
Bo żeby sprawdzić sens tej teorii, musiałaby znaleźć się blisko śmierci. Już bezpieczniej byłoby próbować ożywiać jaszczurki, choć i to ani trochę się Brennie nie podobało, ponieważ wymagało oddania energii… czy to własnej, czy tej zabranej z Limbo, a kto wie, jakie to mogło mieć konsekwencje? Dla Zimnych, ale i tak drugiej strony? Nekromantka sugerowała przecież, że to oni mogą po części być źródłem anomalii, do których dochodziło w Wielkiej Brytanii.
Oni, oraz, rzecz jasna, Voldemort.
– Tak czy inaczej… chyba pora spać. Może uda się wam znaleźć więcej fiolek, ale wątpię, by ogrodnicy radośnie ruszyli robić to o pierwszej w nocy – westchnęła, opuszczając wzrok na miejsce, z którego wygrzebały fiolkę. Obie miały za sobą długi dzień i jeśli jutro miały być ogarnięte w pracy, powinny parę godzin przespać.
Ale równie dobrze mogły oznaczać coś innego. Być symbolem umierania. Albo tego, że ten pożar będzie dopiero początkiem. Ot Brenna wbiła sobie do głowy, że skoro zobaczył jesień, to pewnie stanie się jesienią. A jej myśli krążyły przy Samhain właśnie ze względu na to, że było jakby złym bratem bliźniakiem Beltane.
– Trelawneyowie ponoć też czasem widzą więcej… – mruknęła z zastanowieniem, ale potem pokręciła po prostu głową. Pora była późna i chyba robiła się zbyt zmęczona na te dywagacje. Zatrzymała spojrzenie na Victorii na dłuższą chwilę. – Podobno macie w sobie energię, która należała do umarłych. Może zabraliście im wspomnienia. Może więc kiedy jesteście ranni albo ktoś odbiera waszą energię, jak z tą krwią… czy coś… to ona automatycznie to uzupełnia? Ale to nie jest coś, co chciałabym testować i błagam, też nie próbuj.
Bo żeby sprawdzić sens tej teorii, musiałaby znaleźć się blisko śmierci. Już bezpieczniej byłoby próbować ożywiać jaszczurki, choć i to ani trochę się Brennie nie podobało, ponieważ wymagało oddania energii… czy to własnej, czy tej zabranej z Limbo, a kto wie, jakie to mogło mieć konsekwencje? Dla Zimnych, ale i tak drugiej strony? Nekromantka sugerowała przecież, że to oni mogą po części być źródłem anomalii, do których dochodziło w Wielkiej Brytanii.
Oni, oraz, rzecz jasna, Voldemort.
– Tak czy inaczej… chyba pora spać. Może uda się wam znaleźć więcej fiolek, ale wątpię, by ogrodnicy radośnie ruszyli robić to o pierwszej w nocy – westchnęła, opuszczając wzrok na miejsce, z którego wygrzebały fiolkę. Obie miały za sobą długi dzień i jeśli jutro miały być ogarnięte w pracy, powinny parę godzin przespać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.