• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence

[12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
06.01.2026, 12:59  ✶  

- Komplikacje Cię lubią, to prawda, ale to nic złego. - Ten rodzaj wyjątkowości może nie był czymś, czym powinno się chwalić, jednak pasowało do niego idealnie, miała wrażenie, że wszystko robił bardziej niż wszyscy inni dookoła. - Wolę o tym myśleć jako o wyjątkowości, a nie o doskonałym, złym przypadku, bo czy właściwie jest, aż taki zły? Po prostu wymagasz nieco więcej zainteresowania i czasu, ale to również łączy się z nowymi doświadczeniami, co ma sporo zalet. - Dokładnego obejrzenia, sprawdzenia, postawienia hipotezy, na szczęście Prudence uwielbiała trudne przypadki, więc idealnie się składało.

Ulżyło jej, kiedy zlokalizowała ten nieszczęsny, ostatni kawałek drewienka. Tym razem nie ostrzegła Benjy'ego, po prostu sięgnęła pęsetą po drzazgę i ją wyciągnęła. Skupiona była na swoim zadaniu, nie miała pojęcia, co działo się wokół niej. Zrobiło się cicho, jakby wszyscy czekali na ten finał.

Dopiero po chwili dotarło do niej to, co powiedział ojciec... nie wydawało jej się, aby miał szansę oglądać tyłek jej męża w czasie, kiedy ten był już kimś innym. Przecież nie było go w Londynie, nie bywał tutaj, na pewno ostatnio się nie spotykali, a to oznaczało, że wiedział, że miał świadomość, kto jest w ich domu. Pamiętała jego podejście do Alyosius'a, pamiętała, że wtedy ją przed nim ostrzegał, nie sądziła, aby cokolwiek mogło zmienić jego zdanie na temat jego osoby. Miał pewne poglądy, których nie dało się zmienić, wyrobione zdanie, w końcu pracował z jego ojczymem, wiedział z jakiego domu pochodzi. Łatwo było mu wyrobić sobie opinię na temat tego, jakim był człowiekiem, tyle, że nie miał pojęcia, nie miał pojęcia o tak wielu sprawach, był niesprawiedliwy. Wyjątkowo, nie miała zamiaru mu przytakiwać, nie należała do osób problematycznych, nigdy nie sprawiała im żadnych kłopotów, była posłuszna, jednak nie była już dzieckiem i miała prawo do podejmowania własnych decyzji. Zresztą już to zrobiła, wyszła za mąż za mężczyznę, przed którym ostrzegał ją ojciec od najmłodszych lat i nie był to objaw celowego nieposłuszeństwa, tylko świadomie podjęta decyzja. Kochała go i nic nie mogło stanąć im na drodze do szczęścia, nawet jej ojciec, który miał na ten temat zupełnie inne zdanie. Miała nadzieję, że uszanuje jego decyzję, że nie będzie wyciągał jego pochodzenia, że przemilczą to, bo zależało jej na bezpieczeństwie Benjy'ego. Powinien to zrozumieć, zaakceptować, jeśli nie teraz to z czasem. Mógł myśleć, że to było chwilowe, sądzić, że kiedyś otworzy oczy, ale nie miał pojęcia, jak wielu lat to sięgało, jak było głębokie.

Penelope była po prostu sobą, jak zawsze szczebiotała, nie oceniała, miała w sobie optymizm, którego brakowało ojcu Prudence, wyglądali jak księżyc i słońce, dzień i noc, każde z nich miało swoje zdanie na temat tej całej sytuacji, i nie chodziło tylko o drzazgę w dupie, a o obecność akurat tego mężczyzny na kanapie w ich salonie, drzazga była tylko kolejną komplikacją.

- Skończyłam. - Powiedziała cicho Prue i odłożyła lampkę na szafkę, pęsetę nadal trzymała w dłoni. Dopiero wtedy spojrzała na ojca, później na matkę, mina Johna wyrażała wszystko, co siedziało w jego głowie.


John Bletchley nie był człowiekiem, którego łatwo było wyprowadzić z równowagi. Nie, wręcz przeciwnie, reagował chłodem na wszystko, co mu się nie podobało. Nigdy nie sięgał po inne metody. Benjy postanowił się do niego odezwać, na co zareagował kolejnym, przeszywającym spojrzeniem rzuconym w jego kierunku. Nie odpowiedział mu, nie zamierzał wchodzić w słowne potyczki, był ponad to, a przynajmniej tak mu się wydawało. Wyraz jego twarzy świadczył tylko i wyłącznie o dezaprobacie. Nie chciał go w swoim domu, nie chciał go przy swojej córce, niestety okazało się, że póki co Benjy był jak kleszcz, który wbił się w skórę i nie zamierzał odpuścić. Nie mógł zrozumieć dlaczego Prudence nie reagowała, powinna znaleźć sobie jakiegoś porządnego, młodego człowieka, który zasługiwałby na to, aby być przy niej. Nie potrzebowała kolejnych wrażeń, przecież przeżyła w swoim życiu tak wiele, a zbliżanie się do kogoś jego pokroju wiązało się z tym, że znowu miała cierpieć. Być może nie był bardzo wylewny, rzadko kiedy rozmawiał o emocjach, czy uczuciach, ale wiedział, że istnieją, i że łatwo jest kogoś złamać, dużo gorzej było z poskładaniem wszystkiego na nowo. W swój pokręcony sposób chciał jej dobra, tylko nie do końca potrafił zrozumieć, że decyzje, które podejmowała były świadome, przemyślane, nie widział całego obrazka, a tylko i wyłącznie swój punkt widzenia.

Trafił mu się ciężki orzech do zgryzienia, nie przestawał przyglądać się obiektowi na swojej kanapie, analizował wszystko, zastanawiał się, jak długo to potrwa, kiedy Prue pójdzie po rozum do głowy, a wtedy on wyciągnął dłoń. John mrugnął, nie był przyzwyczajony do takich gestów, pokazał mu środkowy palec, tak po prostu, po chwili go schował, nikt inny tego nie widział, najgorsze było to, że przy okazji coś złotego błysnęło w powietrzu.

Odetchnął głęboko. Zaczynało mu się robić gorąco, gówniarz miał czelność w jego własnym domu sięgać po takie gesty, pokazywać mu środkowy palec? Wygrał, zdecydowanie wygrał i się tym chełpił. Złoty kolor, obrączka, to była obrączka. John zbladł, mimo tego, że krew zaczęła bardzo szybko krążyć w jego żyłach, to zrobił się blady. Rzucił okiem na córkę, spojrzał na nią, kiedy odkładała lampkę i dostrzegł ten drobny szczegół, którego nie widział wcześniej.

Jak mogła być taka głupia? To na pewno nie był przypadek, był ślub, musiał być ślub, skoro i on i ona mieli obrączki na palcu, był jedynym mężczyzną obecnym w jej życiu, musiała wyjść za niego za mąż. Drgnęła mu powieka. Nie zakładał tego scenariusza, a naprawdę brał ich pod uwagę bardzo wiele. To było dla niego za dużo. Czuł, że nadchodzi moment, w którym emocje będą musiały znaleźć ujście, nie mógł przecież udawać, że tego nie widzi.

- Nie wierzę, Prudence, czy zwariowałaś do reszty? - Zwrócił się najpierw do córki, a później przeniósł wzrok ponownie na swojego największego wroga, tak, w jego głowie Benjy właśnie się nim stał.

- Omamiłeś ją, co? Tacy, jak Ty zawsze to robią, jesteś z siebie zadowolony? Co Ty niby masz jej do zaoferowania? Jesteś jak karaluch, którego trzeba zdeptać. - Ruszył się z miejsca, w jego oczach widać było wściekłość, nie znosił kiedy dane się nie zgadzały, a nie brał pod uwagę tego, że to coś, co ich połączyło zakończy się ślubem. Powinien zareagować wcześniej, konkretniej, teraz nie miał zbyt wielu możliwości. Przegrał i był z tego powodu okropnie niezadowolony.


Prudence zamarła. Nie spodziewała się, że przyjdzie im dyskutować o podjętych przez nich decyzjach w podobnej sytuacji. Benjy nadal leżał na kanapie, fakt, już bez drzazgi w tyłku, jednak wypadało, aby miał możliwość się ogarnąć, spojrzała na ojca, musiała się odezwać, chociaż nie sądziła, że to zmieni cokolwiek. Nigdy nie widziała go takiego wściekłego. - Tato, za chwilę porozmawiamy... - Wtrąciła się, John spojrzał na nią w taki sposób, jak nigdy wcześniej. Widziała złość w jego oczach i chyba coś na kształt rozczarowania, nie było dobrze. Spodziewała się tego, jednak nie sądziła, że do konfrontacji dojdzie tak szybko.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (14043), Prudence Fenwick (6838)




Wiadomości w tym wątku
[12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 05.01.2026, 01:05
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 05.01.2026, 01:40
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 05.01.2026, 03:04
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 05.01.2026, 16:38
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 05.01.2026, 21:41
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 06.01.2026, 00:11
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 06.01.2026, 04:11
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 06.01.2026, 12:59
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 06.01.2026, 19:40
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 06.01.2026, 22:47
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 07.01.2026, 21:33
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.01.2026, 14:47
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 09.01.2026, 18:44
RE: [12/10/72] Portents of an awkward afternoon | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.02.2026, 13:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa