04.01.2026, 15:54 ✶
Alexander spojrzał na nią z zainteresowaniem. Szczerze mówiąc to było to dość ciekawe, że akurat ona, ze wszystkich osób jakie Alexander mógł spotkać zajmowała się łapaniem magicznych stworzeń. Do tego jeszcze jednak wrócimy. Nie ma co wyprzedzać faktów.
Sama przyjęła alkohol, że tak powiem "na klatę", jak profesjonalista. Zupełnie jakby sama była wychowana w Rosji, a nie w słabej Wielkiej Brytanii. Może Ci Anglicy wcale nie byli tacy źli? Nie byli tacy słabi? Przekrzywił delikatnie głowę, spoglądając na nią z lekkim zainteresowaniem. Co tutaj robi? W zasadzie dobre pytanie. Mógł odpowiedzieć jej prostym "pracuję". I to skutecznie ucięłoby rozmowę na ten temat. Bo w zasadzie Alexander nie chciał się za bardzo chwalić tym co robi zawodowo. Kto miał wiedzieć, ten wiedział, a kto chciał się dowiedzieć... Lepiej, żeby nie wiedział. To nie tak, że była to tajemnica... ale była. W zasadzie to interesy, które Alexander prowadził były dość... nielegalne. Przynajmniej nie zawsze i nie wszędzie. Musiał się postarać, aby nieodpowiednie informacje nie dotarły do nieodpowiednich uszu, bo raczej nie miał ocohty na jakiś nalot z oddziału celnego.
-Moja sytuacja jest dość skomplikowana. Moje małżeństwo jest mocno aranżowane, więc ojciec, abyśmy mieli spokój, ja i moja przyszła żona, wysłał nas tutaj. Mieszkamy w Little Hanglenton, Co niekoniecznie podoba się mojej narzeczonej. Według niej zasługuje na swój własny dwór, na pałac. Być może o niej słyszałaś. Wspaniała Yelena Karkaroff. Idealne dziecko. Primabellerina od siedmiu boleści. - wyrzucił z siebie Alexander z kpiną podszytą czymś jeszcze. Tęsknotą? Zazdrością? Może i tym i tym? Jednego nie dało się ukryć w jego słowach. Nienawiści i miłości w jednym. Nienawiści w tym jak wymówił jej nazwisko i młości, gdy wypowiadał jej imię. Nie czuł do siebie wstręt z tego powodu.
Sam podniósł szklankę do ust, zawahał się na moment, a potem pociągnął duży łyk whisky. Przełknął rozgrzewający alkohol, odetchnął ciężko, jakby już samo mówienie o tym męczyło go. I może tak właśnie było, samo wspominanie było ciężkie. Jednak jakaś część jego ciągnęła go do domu, do Yeleny. Bo wbrew pozorom z nią nigdy nie było nudne. Ciągłe kłótnie, ciągłe walki, godzenie się. Ciche dni, albo sex na zgode. Angry sex. Bo przecież w końcu nienawidzili się na zabój.
-Niech myślą sobie co chcą. Nie bardzo mnie to obchodzi. Mogą nawet mówić, że topię małe kotki w rzekach. Nieważne jak mówią. Ważne, że mówią.
Tak jak ona wzrószył ramionami i uśmiechnął się, jakby miał zamiar rzucić jej wyzwanie. Coś w tym jednak było. Ważne, że mówili, nieważne jak. Bo przecież ludzie zawsze plotkowali, a posłucha zawsze dobrze robi, zwłaszcza na Nocturnie. Im więcej kontaktów tym lepiej dla niego.
-Więc... łapiesz magiczne stworzenia, nawet zagranicą? I co potem? Przewozisz je do Wielkiej Brytanii? Masz na to pozwolenia? I jakie to stworzenia? Coś z kategorii tych niebezpiecznych? Groźnych? - bo przecież za takie najwięcej płacą. I to bogacze, któzy myślą, że mogą sobie trzymać niebezpieczne stworzenia w klatkach. Jak to powiedział jeden z mugolskich polityków: "No man can tame a tiger into a kitten by stroking it." I w zasadzie miał rację. Dzikie zwierzę zawsze będzie dzikie, nawet zamknięte w złotej klatce, z diamentową obrożą, ale... skoro dobrze płacą...
-Może wybiorę się z wami? Z kimś kto zna okolicę powinno być łatwiej, prawda?
Tak jak ona, odwrócił się, aby oprzeć się placami o ladę. Dodatkowo oparł swoje łokcie, nadal trzymając szklaneczkę z trunkiem w jednej dłoni, papierosa w drugiej. Pokiwał głową na jej słowa. Rozumiał jakie to może być uczucie, szukać nowego lokum, czy skończyć bez niczego. Mógły nawet zaproponować jej jakąś pomoc, jednak gdyby tylko Yelena się o tym dowiedziała... Alexander aż wzdrygnął się na myśl co mogłaby mu zrobić. Nie były to przyjemne rzeczy.
-Może nie dotknęło mnie to bezpośrednio, ale mój daleki sąsiad poczuł się... Urażony. Zazdrosny? Może obwiniał o to mnie? W każdym razie sprawy zrobiły się dosyć... nieprzyjemne. Że tak to określę. - uśmiechnął się chłodno, drapieżnie, jakby wspominał to jak skończyły się te pomówienia i tak drobna... różnica zdań. -Ludzie różnie reagują na stres, niektórzy się denerwują, inni na siłę szukają winnych takich sytuacji. Niektórzy jeszcze przyjmują to na klatę, jak prawdziwi twardziele. Mierzą się z konsekwencjami. I to właśnie Ci ludzie są najbardziej niebezpieczni.
Sama przyjęła alkohol, że tak powiem "na klatę", jak profesjonalista. Zupełnie jakby sama była wychowana w Rosji, a nie w słabej Wielkiej Brytanii. Może Ci Anglicy wcale nie byli tacy źli? Nie byli tacy słabi? Przekrzywił delikatnie głowę, spoglądając na nią z lekkim zainteresowaniem. Co tutaj robi? W zasadzie dobre pytanie. Mógł odpowiedzieć jej prostym "pracuję". I to skutecznie ucięłoby rozmowę na ten temat. Bo w zasadzie Alexander nie chciał się za bardzo chwalić tym co robi zawodowo. Kto miał wiedzieć, ten wiedział, a kto chciał się dowiedzieć... Lepiej, żeby nie wiedział. To nie tak, że była to tajemnica... ale była. W zasadzie to interesy, które Alexander prowadził były dość... nielegalne. Przynajmniej nie zawsze i nie wszędzie. Musiał się postarać, aby nieodpowiednie informacje nie dotarły do nieodpowiednich uszu, bo raczej nie miał ocohty na jakiś nalot z oddziału celnego.
-Moja sytuacja jest dość skomplikowana. Moje małżeństwo jest mocno aranżowane, więc ojciec, abyśmy mieli spokój, ja i moja przyszła żona, wysłał nas tutaj. Mieszkamy w Little Hanglenton, Co niekoniecznie podoba się mojej narzeczonej. Według niej zasługuje na swój własny dwór, na pałac. Być może o niej słyszałaś. Wspaniała Yelena Karkaroff. Idealne dziecko. Primabellerina od siedmiu boleści. - wyrzucił z siebie Alexander z kpiną podszytą czymś jeszcze. Tęsknotą? Zazdrością? Może i tym i tym? Jednego nie dało się ukryć w jego słowach. Nienawiści i miłości w jednym. Nienawiści w tym jak wymówił jej nazwisko i młości, gdy wypowiadał jej imię. Nie czuł do siebie wstręt z tego powodu.
Sam podniósł szklankę do ust, zawahał się na moment, a potem pociągnął duży łyk whisky. Przełknął rozgrzewający alkohol, odetchnął ciężko, jakby już samo mówienie o tym męczyło go. I może tak właśnie było, samo wspominanie było ciężkie. Jednak jakaś część jego ciągnęła go do domu, do Yeleny. Bo wbrew pozorom z nią nigdy nie było nudne. Ciągłe kłótnie, ciągłe walki, godzenie się. Ciche dni, albo sex na zgode. Angry sex. Bo przecież w końcu nienawidzili się na zabój.
-Niech myślą sobie co chcą. Nie bardzo mnie to obchodzi. Mogą nawet mówić, że topię małe kotki w rzekach. Nieważne jak mówią. Ważne, że mówią.
Tak jak ona wzrószył ramionami i uśmiechnął się, jakby miał zamiar rzucić jej wyzwanie. Coś w tym jednak było. Ważne, że mówili, nieważne jak. Bo przecież ludzie zawsze plotkowali, a posłucha zawsze dobrze robi, zwłaszcza na Nocturnie. Im więcej kontaktów tym lepiej dla niego.
-Więc... łapiesz magiczne stworzenia, nawet zagranicą? I co potem? Przewozisz je do Wielkiej Brytanii? Masz na to pozwolenia? I jakie to stworzenia? Coś z kategorii tych niebezpiecznych? Groźnych? - bo przecież za takie najwięcej płacą. I to bogacze, któzy myślą, że mogą sobie trzymać niebezpieczne stworzenia w klatkach. Jak to powiedział jeden z mugolskich polityków: "No man can tame a tiger into a kitten by stroking it." I w zasadzie miał rację. Dzikie zwierzę zawsze będzie dzikie, nawet zamknięte w złotej klatce, z diamentową obrożą, ale... skoro dobrze płacą...
-Może wybiorę się z wami? Z kimś kto zna okolicę powinno być łatwiej, prawda?
Tak jak ona, odwrócił się, aby oprzeć się placami o ladę. Dodatkowo oparł swoje łokcie, nadal trzymając szklaneczkę z trunkiem w jednej dłoni, papierosa w drugiej. Pokiwał głową na jej słowa. Rozumiał jakie to może być uczucie, szukać nowego lokum, czy skończyć bez niczego. Mógły nawet zaproponować jej jakąś pomoc, jednak gdyby tylko Yelena się o tym dowiedziała... Alexander aż wzdrygnął się na myśl co mogłaby mu zrobić. Nie były to przyjemne rzeczy.
-Może nie dotknęło mnie to bezpośrednio, ale mój daleki sąsiad poczuł się... Urażony. Zazdrosny? Może obwiniał o to mnie? W każdym razie sprawy zrobiły się dosyć... nieprzyjemne. Że tak to określę. - uśmiechnął się chłodno, drapieżnie, jakby wspominał to jak skończyły się te pomówienia i tak drobna... różnica zdań. -Ludzie różnie reagują na stres, niektórzy się denerwują, inni na siłę szukają winnych takich sytuacji. Niektórzy jeszcze przyjmują to na klatę, jak prawdziwi twardziele. Mierzą się z konsekwencjami. I to właśnie Ci ludzie są najbardziej niebezpieczni.