Takie typowo kocie zachowania w swojej oryginalnej formie oczywiście miała, lecz Lazarus zwyczajnie nie miał okazji ich dostrzec. Teraz zaś zachowywała się całkowicie ludzko, gdy próbowała coś wywnioskować z tej dziwacznej sytuacji.
Wymacała swoje suszące się ubrania i gdy upewniła się, że zaklęcie zadziałało, odetchnęła z ulgą. Wsunęła buty, ściągnęła z belki płaszcz i włożyła go na siebie.
– Wiesz co… Ja przede wszystkim nie mam na to ochoty – bo po pierwsze mogli być właśnie gdziekolwiek, po drugie napotkanie kogoś było losowe. Znaczy się prędzej czy później z pewnością by się na kogoś natknęli w końcu, ale czy byłoby to prędzej, czy może jednak później? Nie, nie miała zamiaru marnować na to dnia. Bo czasu na to też specjalnie nie miała, to nie był dla niej czas wolny i powinna wrócić do Walii i tam się jakoś… doprowadzić do używalności. I przede wszystkim coś zjeść. Zapewne jej współpracownicy nieźle się zdziwią jak ją zobaczą taką… wymiętą i zrzędliwą, bo na co dzień zdecydowanie taka nie była, ale to też nie była taka standardowa sytuacja.
Otuliła się mocniej płaszczem, czując ten wrześniowy chłód, do którego nie była jeszcze w pełni przyzwyczajona i uśmiechnęła się do Lazarusa.
– Chyba tak – odparła. – Miło było poznać – ostatecznie mogła w ten sposób trafić na kogokolwiek, a Lazarus wydawał się być przy tym spokojnym i miłym towarzyszem. – Nie zapomnij pozdrowić Tony’ego – dodała na pożegnanie i odsunęła się, robiąc Lazarusowi miejsce. Sama zresztą nie planowała czekać, aż on zniknie. – Miłego dnia, Lazarusie – rzuciła jeszcze, nim skupiła wolę i wybrała cel.
A potem zniknęła z cichym trzaskiem aportacji.