Oczywiście, że się spóźnili. Najpierw okazało się, że jej matka nie może znaleźć jej pantofli, które miała oddać do czyszczenia przed balem, później musiała czekać na strojącego się Oleandra i jeszcze jacyś maruderzy wykłócali się o swoich półkrwi ochroniarzy przy wejściu, torując im drogę. To nie była jej wina, tak sobie tłumaczyła, bo nienawidziła się spóźniać, nawet jeżeli uznawano to za modne zachowanie. Każdy płatek śniegu w lawinie będzie mówił o swojej niewinności.*
— Mogłaby też ci powiedzieć, że to, co masz na sobie, nosi się pod ubraniem docelowym — stwierdziła, wygładzając spódnicę białej, migotliwej sukni, sięgającej jej do połowy łydki, upodabniającej ją nieco do baletnicy. Przedłużony tył jednakże i koronka miały w fantazji twórcy przedstawiać kształt łabędzia. Sukienka może i Deirdre się podobała, ale dla niej zdecydowanie był to nadal słodki deser wypełniony kremem. Gdyby dołożyła jeszcze kolorowe kamienie w biżuterii, mogłaby powiedzieć, że jej strój to Pavlova. Może będą oferowali?
Było jak dwa łabędzie, ale nie do pary, a co najwyżej z jednego miotu.
— Moja matka była wielce zawiedziona, że nie ułożyłam włosów w wielki pszczeli ul z mocno nażelowanych ulizanną loków, takich wiesz... — zrobiła gest zgniatania gąbki dłonią w rękawiczce. — Aż chrupiących.
Przez chwilę zastanowiła się nad proponowanym eliksirem, przyglądając się mu, niczym koneser dobrego wina. Drugą rękę wsunęła pod ramię Oleandra, aby goście przypadkiem ich nie rozdzielili. Bardzo nie chciała musieć pytać innych ludzi, gdzie jest jej para. Miała szukać kogoś zdecydowanie innego w tłumie.
Przyszłego męża.
— Co może stać się wielkiego? — Byloby interesująco, gdyby w eliksirze był prawdziwy test czystości krwi, który sprawiłby, że każdy, kto jest skrycie bękarcim mieszańcem, zmienił się w kurę. Albo umarł. — To nie jest przaśna impreza wiejska. Zmieni się w nią dopiero jakoś po północy.
Deirdre miała bardzo realistyczne podejście do takich przyjęć i zero złudzeń na ich temat. Wszyscy trzymali fason do czwartego kieliszka. Im więcej alkoholu zatruwało ich krwioobieg, tym większe było prawdopodobieństwo zezwierzęcenia. Kiedy można zwolnić wodze, a maski tylko do tego zachęcały.
Dlatego wypiła eliksir eleganckim gestem,. zakrywając usta dłonią.
*Przysłowie o śniegu - Each snowflake in an avalanche pleads its innocence