02.01.2026, 23:59 ✶
- Oczywiście, że nie popełniasz. Nie mówiłam o tobie, słoneczko - odparła spokojnym tonem, nie siląc się jednak by na Lewisa spojrzeć, bo zamiast tego spoglądała w swój kufel i zastanawiała się czy przypadkiem czegoś jeszcze obrzydliwego tutaj nie wrzucono. Po prawdzie też, swoje uwagi kierowała pod adresem Rejwachowego Wszechojca, bo Woody miewał czasem dobre pomysły, którymi chciał usprawnić innym życie. Jak to działało w rzeczywistości to różnie bywało, szczególnie jeśli chodziło o kulinaria.
Spojrzała na Tarpa, nawiązując z nim porozumiewawcze spojrzenie, chociaż nie do końca podzielała jego entuzjazm. Nie była przesadną fanką związków w miejscu pracy, tym bardziej jeśli chodziło o takie świeżynki nieobyte w świecie. Nico należało chronić przed - w sumie sama nie wiedziała przed czym, bo Jules może pojawił się znikąd, ale w sumie jak każdy jeden mieszkaniec Rejwachu. Był jednak chłopakiem, a to ograniczało jego kredyt zaufania.
- Zero gwiazdek - zawyrokowała bezdusznie, zaraz jednak przyjmując z pełną odpowiedzialnością roli słuchacza, przenosząc swoją uwagę na siedząca obok Keyleth. - Jeszcze trochę i sama zobaczysz jak pada. Sypnie tak, że sama będziesz chodzić jak bałwanek ze śnieżną czapką - uśmiechnęła się do niej wesoło, głaszcząc ją krótko po plecach kiedy zobaczyła jak ta chowa odmienione ręce pod stołem.
- A widziałeś kiedy spust wilkołaka? - odpowiedziała Tarpowi, uśmiechając się wciąż. - Mnie się kiedyś zdarzyło, jak weszłam niechcący do pokoju brata bez pukania. To dopiero był widok - oparła się łokciem o blat i wsparła na dłoni brodę. - Ale z tymi jednorożcami to też niesamowite, bo podobno nie uciekają tylko od dziewic. Niezła wam się gratka z kolegą trafiła, że tacy dziewiczy się tam znaleźliście...
W sumie jak już przy tych spustach byli, to jej się przypomniało jak jeszcze dzisiejszego dnia wypisywali super ważne ogłoszenia i przygotowywali do wyklejenia nimi Rejwachowych szyb. Kulfony jasno i wyraźnie ogłaszały wszem i wobec, że oto mieli na stanie unikatowe, jedyne w swoim rodzaju kutasoświeczki. Może oprócz tego powinni coś dopisać o grzańcu ze spustem jednorożca.
Spojrzała na Tarpa, nawiązując z nim porozumiewawcze spojrzenie, chociaż nie do końca podzielała jego entuzjazm. Nie była przesadną fanką związków w miejscu pracy, tym bardziej jeśli chodziło o takie świeżynki nieobyte w świecie. Nico należało chronić przed - w sumie sama nie wiedziała przed czym, bo Jules może pojawił się znikąd, ale w sumie jak każdy jeden mieszkaniec Rejwachu. Był jednak chłopakiem, a to ograniczało jego kredyt zaufania.
- Zero gwiazdek - zawyrokowała bezdusznie, zaraz jednak przyjmując z pełną odpowiedzialnością roli słuchacza, przenosząc swoją uwagę na siedząca obok Keyleth. - Jeszcze trochę i sama zobaczysz jak pada. Sypnie tak, że sama będziesz chodzić jak bałwanek ze śnieżną czapką - uśmiechnęła się do niej wesoło, głaszcząc ją krótko po plecach kiedy zobaczyła jak ta chowa odmienione ręce pod stołem.
- A widziałeś kiedy spust wilkołaka? - odpowiedziała Tarpowi, uśmiechając się wciąż. - Mnie się kiedyś zdarzyło, jak weszłam niechcący do pokoju brata bez pukania. To dopiero był widok - oparła się łokciem o blat i wsparła na dłoni brodę. - Ale z tymi jednorożcami to też niesamowite, bo podobno nie uciekają tylko od dziewic. Niezła wam się gratka z kolegą trafiła, że tacy dziewiczy się tam znaleźliście...
W sumie jak już przy tych spustach byli, to jej się przypomniało jak jeszcze dzisiejszego dnia wypisywali super ważne ogłoszenia i przygotowywali do wyklejenia nimi Rejwachowych szyb. Kulfony jasno i wyraźnie ogłaszały wszem i wobec, że oto mieli na stanie unikatowe, jedyne w swoim rodzaju kutasoświeczki. Może oprócz tego powinni coś dopisać o grzańcu ze spustem jednorożca.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine