02.01.2026, 22:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2026, 22:48 przez Samuel McGonagall.)
Według Samuela to co robiła Brenna o ilu się troszczyła i ile myślała, to spokojnie i dwóch można byłoby obdzielić.
A przecież on i tak nie miał pojęcia o większości z tych rzeczy, którymi Longbottomówna realnie się zajmowała!
Wystarczyło mu jednak wiedzieć, że tak jak on ma serce na dłoni dla każdego potrzebującego, a tych dzisiaj z pewnością nie ubywało.
Powrócił do ludzkiej natury, jak jeszcze był na szczycie. Poprawił. Dopasował belki. Jeszcze raz, tym razem błękitnym okiem sprawdził uch ułożenie, tym razem bardziej precyzyjnie.
– Jutro przyjdę z rana. – powiedział skupiony, mierzwiąc przez chwilę płową czuprynę w zastanowieniu.– Zbiorę z Doliny kilku ludzi do pomocy, którym pomogłem przez ten czas i ogarniemy temat. Wiesz...śniło mi się, że spadło ze dwa metry śniegu. Biel na tą czerń, na te wszystkie zrujnowane budynki,co jeszcześmy po nich nie posprzątali. Wielka zamieć a potem cisza. Ci wszyscy bez domów, co koczują w magicznych namiotach. Ja wiem, że tam jest miejsce, ale...śnieg jest śniegiem, a jak ten cały... ta cała dziura – mimowolnie wskazał we właściwym kierunku, gdzie Voldemort zrobił co swoje przed kilkoma miesiącami. A wtedy ludziom wydawało się to takie straszne. Co myślą o tym fakcie teraz, bez dachu nad głową? – Zwykle lubiłem śnić o śniegu, ale teraz... Teraz zdecydowanie nie lubię. Obudziłem się przed świtem jeszcze, by tylko strzepnąć ten biały puch z siebie.– sapnął, nieco niedźwiedzim w tamtej chwili zwyczajem, po czym położył dłoń na Brennie skupiając się znów na sprawie. – Nie martw się Bee. Dołożę wszelkich starań, żeby Twój dom znów miał dach jeszcze przed pierwszymi przymrozkami. – Nie mógł być w stu procentach pewien, tak wiele rzeczy mogło się stać. Ale chciał wierzyć i wierzył w to święcie. Szczególnie teraz, gdy każdy dzień, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, gdy witał w Little Hangleton u Mabel, wypełniała mu praca.
Nie przewidywał opóźnień.
Przewaga: tworzenie przedmiotów drewnianych, wykonywany zawód: stolarz
A przecież on i tak nie miał pojęcia o większości z tych rzeczy, którymi Longbottomówna realnie się zajmowała!
Wystarczyło mu jednak wiedzieć, że tak jak on ma serce na dłoni dla każdego potrzebującego, a tych dzisiaj z pewnością nie ubywało.
Powrócił do ludzkiej natury, jak jeszcze był na szczycie. Poprawił. Dopasował belki. Jeszcze raz, tym razem błękitnym okiem sprawdził uch ułożenie, tym razem bardziej precyzyjnie.
– Jutro przyjdę z rana. – powiedział skupiony, mierzwiąc przez chwilę płową czuprynę w zastanowieniu.– Zbiorę z Doliny kilku ludzi do pomocy, którym pomogłem przez ten czas i ogarniemy temat. Wiesz...śniło mi się, że spadło ze dwa metry śniegu. Biel na tą czerń, na te wszystkie zrujnowane budynki,co jeszcześmy po nich nie posprzątali. Wielka zamieć a potem cisza. Ci wszyscy bez domów, co koczują w magicznych namiotach. Ja wiem, że tam jest miejsce, ale...śnieg jest śniegiem, a jak ten cały... ta cała dziura – mimowolnie wskazał we właściwym kierunku, gdzie Voldemort zrobił co swoje przed kilkoma miesiącami. A wtedy ludziom wydawało się to takie straszne. Co myślą o tym fakcie teraz, bez dachu nad głową? – Zwykle lubiłem śnić o śniegu, ale teraz... Teraz zdecydowanie nie lubię. Obudziłem się przed świtem jeszcze, by tylko strzepnąć ten biały puch z siebie.– sapnął, nieco niedźwiedzim w tamtej chwili zwyczajem, po czym położył dłoń na Brennie skupiając się znów na sprawie. – Nie martw się Bee. Dołożę wszelkich starań, żeby Twój dom znów miał dach jeszcze przed pierwszymi przymrozkami. – Nie mógł być w stu procentach pewien, tak wiele rzeczy mogło się stać. Ale chciał wierzyć i wierzył w to święcie. Szczególnie teraz, gdy każdy dzień, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, gdy witał w Little Hangleton u Mabel, wypełniała mu praca.
Nie przewidywał opóźnień.
Koniec sesji
Przewaga: tworzenie przedmiotów drewnianych, wykonywany zawód: stolarz