31.12.2025, 10:46 ✶
Ceolsige zdecydowanym ruchem prowadzi Anthony'ego bliżej sceny.
– Skoro już los, lub też twoja kolekcjonerska żyłka, rzucił nas w objęcia hazardu, zróbmy to chociaż z odpowiedniej perspektywy – powiedziała, a jej głos, choć cichy, przebił się przez gwar rozmów z krystaliczną czystością. – Przyjrzyjmy się tym precjozom z bliska. Nie wypada kupować kota w worku, nawet jeśli worek jest z aksamitu i sygnowany herbem Lestrange.
Nie czekając na protesty, których zresztą się nie spodziewała, ujęła ramię Shafiq'a nieco pewniej. Nie ciągnęła go, lecz raczej sugerowała kierunek z tą specyficzną, nienachalną stanowczością, którą wyrobiła sobie latami nawigowania między różnego rodzaju zgromadzeniami ludzi. Sunęła przez tłum z gracją, wykorzystując każdą lukę, która pojawiała się w morzu falujących sukien i szat. Rozdawała przy tym uśmiechy – oszczędne, uprzejme, lecz pozbawione ciepła, stanowiące jedynie walutę potrzebną do utorowania sobie drogi. Pióra jej maski drgały delikatnie przy każdym skręcie głowy, upodabniając ją jeszcze bardziej do czujnego ptaka wypatrującego okazji.
Gdy znaleźli się wystarczająco blisko, by dostrzec detale wystawionego przedmiotu. Nie w samym pierwszym rzędzie, który uznała za zbyt ostentacyjny. Tuż obok pojawiła się obsługa. Niemal niewidoczna, stanowiąca prawie tylko wyłącznie tło. Imponujące pochwaliła w myślach to jak służba przemykała zręcznie pomiędzy gośćmi. Ceolsige z wrodzoną elegancją wyciągnęła dłoń po oferowany przedmiot. – Dziękuję – rzuciła krótko, a jej ton był lśniący i gładki jak tafla szkła. Spojrzała na fantazyjną tabliczkę w swojej dłoni. Numer trzynaście. Kącik jej ust drgnął w wyrazie niemego rozbawienia. Dla wielu pechowa, dla mieszkanki Śmiertelnego Nokturnu po prostu kolejna liczba w rachunku zysków i strat.
Jej uwaga natychmiast przeniosła się na scenę. Grzebień. Ciemne drewno, kwiatowe zdobienia. Mata Hari. W jej głowie, mimowolnie zaskoczyły odpowiednie zapadki kalkulacji. Licytacja była tak blisko jej codziennej pracy, że umysł odruchowo wpadł w paserskie ścieżki. Magiczne właściwości przedmiotu nie były imponujące. Podobny efekt można było uzyskać, stosując regularnie produkty Potterów, czy też odwiedzając odpowiedni salon urody. Trzydzieści pięć galeonów za samą zmianę fryzury wydawało się nieadekwatną opłatą. Ale trzydzieści pięć galeonów za legendę?
Nachyliła się lekko w stronę Anthony’ego, tak by pióra jej maski musnęły jego ramię, tworząc intymną strefę ciszy pośród gwaru. – Zastanawiam się, na ile autentyczna jest ta proweniencja. - szepnęła, nie odrywając wzroku od grzebienia. – Z drugiej strony... – zawiesiła głos, analizując sytuację na chłodno. – Lestrange'owie nie poważyliby się na bezceremonialne kłamstwo, wystawiając falsyfikat na takiej gali. To byłoby zbyt prostackie.
Rozejrzała się dyskretnie po sali. Tłum wydawał się wahać. Czyżby cena była zaporowa? A może goście czekali na coś bardziej spektakularnego? Brak entuzjazmu był dla niej sygnałem. Jeśli nikt nie podbije stawki, przedmiot trafi do niej po cenie wywoławczej. Wartość kolekcjonerska dla odpowiedniego pasjonata historii – a miała w głowie jedną czy dwie takie osoby – mogła wielokrotnie przewyższyć te trzydzieści pięć galeonów. Ryzyko było akceptowalne.
– Zaryzykujmy więc – mruknęła bardziej do siebie niż do towarzysza.
Z miną pokerzysty, który właśnie sprawdza karty, uniosła w górę tabliczkę z numerem trzynaście, sygnalizując prowadzącemu akceptację ceny wywoławczej. Jej gest był spokojny, niemal leniwy, jakby wydatek rzędu kilkudziesięciu galeonów był dla niej jedynie kaprysem chwili, a nie przemyślaną inwestycją.
Dla MG
Numerek 13: 35 galeonów
– Skoro już los, lub też twoja kolekcjonerska żyłka, rzucił nas w objęcia hazardu, zróbmy to chociaż z odpowiedniej perspektywy – powiedziała, a jej głos, choć cichy, przebił się przez gwar rozmów z krystaliczną czystością. – Przyjrzyjmy się tym precjozom z bliska. Nie wypada kupować kota w worku, nawet jeśli worek jest z aksamitu i sygnowany herbem Lestrange.
Nie czekając na protesty, których zresztą się nie spodziewała, ujęła ramię Shafiq'a nieco pewniej. Nie ciągnęła go, lecz raczej sugerowała kierunek z tą specyficzną, nienachalną stanowczością, którą wyrobiła sobie latami nawigowania między różnego rodzaju zgromadzeniami ludzi. Sunęła przez tłum z gracją, wykorzystując każdą lukę, która pojawiała się w morzu falujących sukien i szat. Rozdawała przy tym uśmiechy – oszczędne, uprzejme, lecz pozbawione ciepła, stanowiące jedynie walutę potrzebną do utorowania sobie drogi. Pióra jej maski drgały delikatnie przy każdym skręcie głowy, upodabniając ją jeszcze bardziej do czujnego ptaka wypatrującego okazji.
Gdy znaleźli się wystarczająco blisko, by dostrzec detale wystawionego przedmiotu. Nie w samym pierwszym rzędzie, który uznała za zbyt ostentacyjny. Tuż obok pojawiła się obsługa. Niemal niewidoczna, stanowiąca prawie tylko wyłącznie tło. Imponujące pochwaliła w myślach to jak służba przemykała zręcznie pomiędzy gośćmi. Ceolsige z wrodzoną elegancją wyciągnęła dłoń po oferowany przedmiot. – Dziękuję – rzuciła krótko, a jej ton był lśniący i gładki jak tafla szkła. Spojrzała na fantazyjną tabliczkę w swojej dłoni. Numer trzynaście. Kącik jej ust drgnął w wyrazie niemego rozbawienia. Dla wielu pechowa, dla mieszkanki Śmiertelnego Nokturnu po prostu kolejna liczba w rachunku zysków i strat.
Jej uwaga natychmiast przeniosła się na scenę. Grzebień. Ciemne drewno, kwiatowe zdobienia. Mata Hari. W jej głowie, mimowolnie zaskoczyły odpowiednie zapadki kalkulacji. Licytacja była tak blisko jej codziennej pracy, że umysł odruchowo wpadł w paserskie ścieżki. Magiczne właściwości przedmiotu nie były imponujące. Podobny efekt można było uzyskać, stosując regularnie produkty Potterów, czy też odwiedzając odpowiedni salon urody. Trzydzieści pięć galeonów za samą zmianę fryzury wydawało się nieadekwatną opłatą. Ale trzydzieści pięć galeonów za legendę?
Nachyliła się lekko w stronę Anthony’ego, tak by pióra jej maski musnęły jego ramię, tworząc intymną strefę ciszy pośród gwaru. – Zastanawiam się, na ile autentyczna jest ta proweniencja. - szepnęła, nie odrywając wzroku od grzebienia. – Z drugiej strony... – zawiesiła głos, analizując sytuację na chłodno. – Lestrange'owie nie poważyliby się na bezceremonialne kłamstwo, wystawiając falsyfikat na takiej gali. To byłoby zbyt prostackie.
Rozejrzała się dyskretnie po sali. Tłum wydawał się wahać. Czyżby cena była zaporowa? A może goście czekali na coś bardziej spektakularnego? Brak entuzjazmu był dla niej sygnałem. Jeśli nikt nie podbije stawki, przedmiot trafi do niej po cenie wywoławczej. Wartość kolekcjonerska dla odpowiedniego pasjonata historii – a miała w głowie jedną czy dwie takie osoby – mogła wielokrotnie przewyższyć te trzydzieści pięć galeonów. Ryzyko było akceptowalne.
– Zaryzykujmy więc – mruknęła bardziej do siebie niż do towarzysza.
Z miną pokerzysty, który właśnie sprawdza karty, uniosła w górę tabliczkę z numerem trzynaście, sygnalizując prowadzącemu akceptację ceny wywoławczej. Jej gest był spokojny, niemal leniwy, jakby wydatek rzędu kilkudziesięciu galeonów był dla niej jedynie kaprysem chwili, a nie przemyślaną inwestycją.
Dla MG
Numerek 13: 35 galeonów