30.12.2025, 23:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2025, 23:39 przez Lyssa Dolohov.)
Topielce, wampiry i wilkołaki. To niewątpliwie były bardzo ciekawe tematy, ale w tym momencie po głowie Lyssy chodziło zupełnie co innego. Wracała pamięcią do jednego z ogłoszeń, które czytała w gazecie jeszcze na początku września. Było krótkie i pewnie gdyby nie to, że nie mogła o nim zapomnieć, to dawno wyrzuciłaby je z pamięci. Tym bardziej teraz, bo dotyczyło przecież Aidana.
Słabo jej się trochę robiło na myśl, że mogłaby go tutaj spotkać. W końcu był czystokrwistym czarodziejem, prawda? Więc na pewno dostał swoje zaproszenie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wyglądał jak ktoś, kto miałby się tu dobrze bawić.
Dolohov obejrzała się, trochę niewidzącym wzrokiem na początku, który przeskoczył najpierw na Brennę, a potem na nowo w kierunku lustra. No tak, makijaż.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do kobiety zdawkowo, pogłębiając ten wyraz w odpowiedzi na przywitanie Victorii. - Jakaś dziwna kobieta próbowała przepowiedzieć mi przyszłość - wyjaśniła krótko, wyraźnie tym faktem trochę zirytowana. Szybko jednak westchnęła, przegnała z głowy szaloną wieszczkę i spoważniała.
- Aidan to twój kuzyn, prawda? - pauza była krótka i tylko grzecznościowa, bo Lyssa niespecjalnie czekała by Victoria faktycznie na to zareagowała. - Byłam z nim ostatnio na randce i myślę że powinnaś wiedzieć, że jego najlepszym tekstem na podryw jest opowiadanie dziewczynom o tym, że miał wielką srakę w 69 roku. Musiało to być niezwykle ważne wydarzenie w jego życiu, chociaż mam wrażenie że prędzej powinien o nim opowiedzieć lekarzowi. Brzmiał jakby doznał wtedy permanentnych obrażeń - psychicznych. Uśmiechnęła się lekko, przyglądając przez chwilę Victorii, jakby wcale a wcale jej to nie ruszało. Wewnątrz jednak gotowała się, na samo tego wspomnienie i nawet niespecjalnie nie przeszkadzała jej obecność drugiej kobiety. Nie znała jej, ale Lestrange najwyraźniej już tak, więc najwyżej jakaś jej koleżanka tez to usłyszy. Niczego nie straci, jak ją to do Aidana zniecheci.
Słabo jej się trochę robiło na myśl, że mogłaby go tutaj spotkać. W końcu był czystokrwistym czarodziejem, prawda? Więc na pewno dostał swoje zaproszenie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wyglądał jak ktoś, kto miałby się tu dobrze bawić.
Dolohov obejrzała się, trochę niewidzącym wzrokiem na początku, który przeskoczył najpierw na Brennę, a potem na nowo w kierunku lustra. No tak, makijaż.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do kobiety zdawkowo, pogłębiając ten wyraz w odpowiedzi na przywitanie Victorii. - Jakaś dziwna kobieta próbowała przepowiedzieć mi przyszłość - wyjaśniła krótko, wyraźnie tym faktem trochę zirytowana. Szybko jednak westchnęła, przegnała z głowy szaloną wieszczkę i spoważniała.
- Aidan to twój kuzyn, prawda? - pauza była krótka i tylko grzecznościowa, bo Lyssa niespecjalnie czekała by Victoria faktycznie na to zareagowała. - Byłam z nim ostatnio na randce i myślę że powinnaś wiedzieć, że jego najlepszym tekstem na podryw jest opowiadanie dziewczynom o tym, że miał wielką srakę w 69 roku. Musiało to być niezwykle ważne wydarzenie w jego życiu, chociaż mam wrażenie że prędzej powinien o nim opowiedzieć lekarzowi. Brzmiał jakby doznał wtedy permanentnych obrażeń - psychicznych. Uśmiechnęła się lekko, przyglądając przez chwilę Victorii, jakby wcale a wcale jej to nie ruszało. Wewnątrz jednak gotowała się, na samo tego wspomnienie i nawet niespecjalnie nie przeszkadzała jej obecność drugiej kobiety. Nie znała jej, ale Lestrange najwyraźniej już tak, więc najwyżej jakaś jej koleżanka tez to usłyszy. Niczego nie straci, jak ją to do Aidana zniecheci.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.