29.12.2025, 17:35 ✶
Śnieg, śnieg, zewsząd sypał śnieg i wśród tej śnieżnej zawiei walczył o nic, po nic z wytworem swojej wyobraźni, ze wspomnieniem z traumą leczoną ponad setką lat odosobnienia. Śnieg otaczał go białym wirem, śnieg pod nim, nad nim, nie widział już nic ponad biel i czekał na rozbryzg krwi, na gałęzie wbijające się pod skóre, na dopełnienie koszmaru.
Śnieżyca ogłuszała ciszą, lodowe odłamki kaleczyły skórę
Nic Ci nie jest?
Głos pośród głuszy. Czerwień pośród bieli. Czerwień sukni, czerwień warg, czerwień słodkiego życia które nie uszło z niej ani tamtej ani trj nocy.
Ona się zawahała, w nim nie było przestrzeni na zwątpienie. Otulił ją ciasno, jak chochoł otula zimą róże, niegodny jej piękna, niezbędny do ochrony wrażliwych tkanek. Nie mówil nic ukrywając twarz w załomie długiej szyi.
Trwało to moment. Dwieście lat. Wieczność.
– Mówiłem Ci żebyś uciekła – wyszeptał po francusku, wyszeptał drżąco w jej chłodną mrozem szyję, jakby ktoś z pierwszego rozdziału ich opowieści skoczył do ostatniego, omijając wszystko co wydarzyło się pomiędzy.
Zamieć ustała. Biel otaczała ich puchową pierzyną, lśniąc mroźnym blaskiem odbijanej pełni lśniącej nad głowami, bielą skrytą za setką drzew. Las chronił ich, las czuwał. Las pochylał się odgradzając od całego świata. Las słuchał...
Śnieżyca ogłuszała ciszą, lodowe odłamki kaleczyły skórę
Nic Ci nie jest?
Głos pośród głuszy. Czerwień pośród bieli. Czerwień sukni, czerwień warg, czerwień słodkiego życia które nie uszło z niej ani tamtej ani trj nocy.
Ona się zawahała, w nim nie było przestrzeni na zwątpienie. Otulił ją ciasno, jak chochoł otula zimą róże, niegodny jej piękna, niezbędny do ochrony wrażliwych tkanek. Nie mówil nic ukrywając twarz w załomie długiej szyi.
Trwało to moment. Dwieście lat. Wieczność.
– Mówiłem Ci żebyś uciekła – wyszeptał po francusku, wyszeptał drżąco w jej chłodną mrozem szyję, jakby ktoś z pierwszego rozdziału ich opowieści skoczył do ostatniego, omijając wszystko co wydarzyło się pomiędzy.
Zamieć ustała. Biel otaczała ich puchową pierzyną, lśniąc mroźnym blaskiem odbijanej pełni lśniącej nad głowami, bielą skrytą za setką drzew. Las chronił ich, las czuwał. Las pochylał się odgradzając od całego świata. Las słuchał...