27.12.2025, 18:47 ✶
Skinęła głową, witając się z obydwoma mężczyznami. Przez chwilę także przyglądała się pudełku, ale skoro to nie krwawiło, nie podskakiwało, nie pluło jadem i ogólnie zachowywało się, jak najzwyklejsza paczka dostarczona tu przez pomyłkę, to wróciła spojrzeniem do swoich chwilowych towarzyszy niedoli. Wydawali się konkretni, kompetetni i niezbyt sztywni, a to zwiastowało pracę w całkiem dobrej atmosferze i było czymś, co sobie nadzwyczaj ceniła. Wydawać by się mogło, że mała ilość informacji, jaką o paczce posiadali również niespecjalnie psuła jej nastrój. Jakby nie patrząc, było to Ministerstwo Magii i magiczne pojawianie się różnych przedmiotów nie było tu zbyt oryginalne - lecz bardzo rzadko zdarzało się, by te przedmioty zionęły czarną magią. Stąd też ten przypadek był tu całkiem intrygujący.
- No nic, śledztwo na pewno odpowie na pytania kto, jak i dlaczego, ale najpierw trzeba zneutralizować zagrożenie - stwierdziła, układając sobie kolejne kroki w myślach. Najpierw rzeczy ważniejsze, potem ważne. Chyba. Okaże się. Jakiś plan jednak musiała przyjąć, bo nie mogli tu stać w nieskończoność, nawet jeśli chwilowo bardzo by tego chciała.
- Mógłby Pan przyjrzeć się paczce, panie Lovegood? Dobrze by było ją otworzyć, ale wypadałoby mieć pewność, że to opakowanie nie jest skażone. Może jakieś rozproszenie? Cóż, to nie jest zbyt wyrafinowane podejście i wątpię, by nadawca faktycznie liczył na jakieś szkody, które by mógł wywołać. Albo naprawdę jest idiotą. - Bardzo by chciała, żeby każdy czarodziej okazywał się nad wyraz inteligentny, ale zdawała sobie sprawę, że tak naprawdę nie jest. No nic, pozostało mieć nadzieję, że uda im się sprawnie pozbyć zagrożenia.
Wciąż miała na twarzy uprzejmy, delikatny uśmiech i obecnie sprawiała wrażenie, jakby w zasadzie cała była zbyt delikatna jak na aurora. Towarzyszyła jej szmaragdowo-zielona aura, nieco świetlista, ale obecnie kobieta zdecydowanie skupiona była na chęci rozwiązania problemu. Martwiła się przy tym, by nic nikomu tutaj się nie stało, ale też miała w sobie wyraźną determinację, by odnaleźć sprawcę całego tego zamieszania i niepokoju.
- No nic, śledztwo na pewno odpowie na pytania kto, jak i dlaczego, ale najpierw trzeba zneutralizować zagrożenie - stwierdziła, układając sobie kolejne kroki w myślach. Najpierw rzeczy ważniejsze, potem ważne. Chyba. Okaże się. Jakiś plan jednak musiała przyjąć, bo nie mogli tu stać w nieskończoność, nawet jeśli chwilowo bardzo by tego chciała.
- Mógłby Pan przyjrzeć się paczce, panie Lovegood? Dobrze by było ją otworzyć, ale wypadałoby mieć pewność, że to opakowanie nie jest skażone. Może jakieś rozproszenie? Cóż, to nie jest zbyt wyrafinowane podejście i wątpię, by nadawca faktycznie liczył na jakieś szkody, które by mógł wywołać. Albo naprawdę jest idiotą. - Bardzo by chciała, żeby każdy czarodziej okazywał się nad wyraz inteligentny, ale zdawała sobie sprawę, że tak naprawdę nie jest. No nic, pozostało mieć nadzieję, że uda im się sprawnie pozbyć zagrożenia.
Wciąż miała na twarzy uprzejmy, delikatny uśmiech i obecnie sprawiała wrażenie, jakby w zasadzie cała była zbyt delikatna jak na aurora. Towarzyszyła jej szmaragdowo-zielona aura, nieco świetlista, ale obecnie kobieta zdecydowanie skupiona była na chęci rozwiązania problemu. Martwiła się przy tym, by nic nikomu tutaj się nie stało, ale też miała w sobie wyraźną determinację, by odnaleźć sprawcę całego tego zamieszania i niepokoju.