27.12.2025, 13:22 ✶
- Tragiczne? - zastanowiła się przez moment, obracając kufel wokół własnej osi. - Też ładnie. Lubię tragiczne zakończenia. Są bliżej prawdy - uśmiechnęła się do niego lekko.
Niby miło było sobie czasem pomarzyć i zatopić się w świecie wyobraźni, ale dobrze było też zasmakować odrobiny goryczy. Rozstanie, choroba, śmierć, niby dotyczyła prawdziwego świata w którym żyli, ale im bardziej społeczeństwo gnało do przodu, tym bardziej wydawały się odległe. Bardzo chciała posiadać umiejętność zapomnienia się całkowicie i stworzenia jakiejś przyjemnej, różowiutkiej bańki, którą mogłaby się otoczyć. Żeby wszystko było najpiękniejsze, najprzyjemniejsze i zawsze kończyło się dobrze, ale nie mogła tego zrobić bo przecież nie potrafiła zapomnieć. Każda chwila, miła czy okropna, wbijała się jej drzazgą w bok i Lyssa czasem czuła się bardziej pokrzywdzona przez samą siebie, kiedy zwyczajnie próbowała o tym zapomnieć.
- Znam tę wersję historii, gdzie w każdym życiu przeznaczeni są by siebie stracić. Ciąży na nich klątwa, która sprawia że ona nic nie pamięta, a on z kolei nie może zapomnieć o wszystkich momentach kiedy ją stracił. Urodzeni by być ze sobą, przeklęci by nigdy nie zaznać szczęścia... - odwzajemniła uśmiech, aczkolwiek odrobinę niemrawo. Spojrzała też w swój kufel - już pusty, a potem przeniosła spojrzenia dalej, przez salę, na wiszący gdzieś zegar. Robiło się trochę późno.
- Nie chcę zajmować ci więcej czasu, w końcu miałeś się spotkać ze swoim redaktorem. Dziękuję jeszcze raz za książkę i za miłą niespodziankę, że na siebie trafiliśmy dzisiaj - uśmiechnęła się do niego jeszcze raz, wkładając w to cały swój możliwy urok, aż wreszcie pożegnała się z nim ostatecznie i ruszyła w drogę powrotną do domu.
Niby miło było sobie czasem pomarzyć i zatopić się w świecie wyobraźni, ale dobrze było też zasmakować odrobiny goryczy. Rozstanie, choroba, śmierć, niby dotyczyła prawdziwego świata w którym żyli, ale im bardziej społeczeństwo gnało do przodu, tym bardziej wydawały się odległe. Bardzo chciała posiadać umiejętność zapomnienia się całkowicie i stworzenia jakiejś przyjemnej, różowiutkiej bańki, którą mogłaby się otoczyć. Żeby wszystko było najpiękniejsze, najprzyjemniejsze i zawsze kończyło się dobrze, ale nie mogła tego zrobić bo przecież nie potrafiła zapomnieć. Każda chwila, miła czy okropna, wbijała się jej drzazgą w bok i Lyssa czasem czuła się bardziej pokrzywdzona przez samą siebie, kiedy zwyczajnie próbowała o tym zapomnieć.
- Znam tę wersję historii, gdzie w każdym życiu przeznaczeni są by siebie stracić. Ciąży na nich klątwa, która sprawia że ona nic nie pamięta, a on z kolei nie może zapomnieć o wszystkich momentach kiedy ją stracił. Urodzeni by być ze sobą, przeklęci by nigdy nie zaznać szczęścia... - odwzajemniła uśmiech, aczkolwiek odrobinę niemrawo. Spojrzała też w swój kufel - już pusty, a potem przeniosła spojrzenia dalej, przez salę, na wiszący gdzieś zegar. Robiło się trochę późno.
- Nie chcę zajmować ci więcej czasu, w końcu miałeś się spotkać ze swoim redaktorem. Dziękuję jeszcze raz za książkę i za miłą niespodziankę, że na siebie trafiliśmy dzisiaj - uśmiechnęła się do niego jeszcze raz, wkładając w to cały swój możliwy urok, aż wreszcie pożegnała się z nim ostatecznie i ruszyła w drogę powrotną do domu.
Koniec sesji
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.