21.12.2025, 14:49 ✶
Na słowa o torcie Alexander nie mógł powstrzymać jeszcze szerszego uśmiechu. Widać, że ktoś podzielał jego zdanie na temat tortów. Jednak na jej słowa, że grzaniec jednak był trochę za mocny, oczy Alexandra rozbłysły. Może jednak warto było spróbować tego specyfiku? Jednak zanim zdążył otworzyć usta, kobieta obok szybko wypaliła, że poprosi o whisky i popielniczkę. Mówiła bardzo szybko, nawet dosyć chaotycznie, jeśli go spytać, ale po latach spędzonych z Yeleną Alexander nauczył się wyłapywać najważniejsze informacje w biegu. Yelena też bardzo szybko mówiła, zwłaszcza kiedy nie mówiła, a krzyczała. Aristov aż wzdrygnął się. Na szczęście dzisiaj miał spokój od niej. Nie musiał się zastanawiać nad tym jak postawić stopę, aby jej nie zdenerwować. Czego nie mówić, aby nie wpadła w furię. Dziś miał czas tylko dla siebie.
-Spicie wszystkich jeszcze przed Yule to dobry pomysł. Wiesz ile romansów by się stworzyło? Nowych par? Ile karczemnych bójek? - pokiwał głową, jakby nie mógł się już tego doczekać. Zwłaszcza tego drugiego. Karczemna bójka, wtedy czujesz, że żyjesz, a nie. Jakieś siedzenie w domu i pierdzenie w trąbkę.
Zaraz otrzymał poczęstunek papierosem, a jak wiadomo Alexander nigdy nie odmawia pięknym kobietom, więc przyjął podarunek, wsadzając sobie od razu papierosa między wargi. Leniwym ruchem, odpalił go końcówką swojej różdżki, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, bo może i była, i zaciągnął się papierosem, wypełniając swoje płuca dymem.
-Dziękuję. Za komplement oraz za papierosa. - powiedział spokojnie. Zazwyczaj jego akcent był kojarzony raczej dość niekorzystnie. Zaraz pojawiały się nieprzychylne komentarze. Oczywiście do czasu. Do czasu aż Alexander połamał delikwentowi palce, tam zdjął komu paznokcie. Wtedy nie było już żadnych komentarzy. -Zazwyczaj od razu wołają na mnie, że komuch, albo czerwony. Pochodzę w Petersburga. Więc... To znaczy... - tutaj odchrząknął, wypiął dumnie pierś, jakby zaraz miał zasalutować, oczywiście wszystko było zrobione bardzo sztucznymi ruchami, teatralnymi wręcz. Za dużo przebywał z Yeleną. Oj za dużo. -Chciałem powiedzieć oczywiście, że pochodzę z Leningradu. Да!
Szybko poprawił się, siląc się dodatkowo na tej rosyjski ton. No bo w zasadzie w magicznych kręgach częściej używano nazwy Petersburg, ale oficjalna nazwa, na cześć wodza, pozostawała inna. Głupota jak dla niego. Lenin nie żył już od prawie pół wieku, a oni nadal czcili jego imię jakby była jakimś świętym. Oczywiście dobro partii na pierwszym miejscu. Ale Lenin nie był już częścią partii.
-Spicie wszystkich jeszcze przed Yule to dobry pomysł. Wiesz ile romansów by się stworzyło? Nowych par? Ile karczemnych bójek? - pokiwał głową, jakby nie mógł się już tego doczekać. Zwłaszcza tego drugiego. Karczemna bójka, wtedy czujesz, że żyjesz, a nie. Jakieś siedzenie w domu i pierdzenie w trąbkę.
Zaraz otrzymał poczęstunek papierosem, a jak wiadomo Alexander nigdy nie odmawia pięknym kobietom, więc przyjął podarunek, wsadzając sobie od razu papierosa między wargi. Leniwym ruchem, odpalił go końcówką swojej różdżki, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, bo może i była, i zaciągnął się papierosem, wypełniając swoje płuca dymem.
-Dziękuję. Za komplement oraz za papierosa. - powiedział spokojnie. Zazwyczaj jego akcent był kojarzony raczej dość niekorzystnie. Zaraz pojawiały się nieprzychylne komentarze. Oczywiście do czasu. Do czasu aż Alexander połamał delikwentowi palce, tam zdjął komu paznokcie. Wtedy nie było już żadnych komentarzy. -Zazwyczaj od razu wołają na mnie, że komuch, albo czerwony. Pochodzę w Petersburga. Więc... To znaczy... - tutaj odchrząknął, wypiął dumnie pierś, jakby zaraz miał zasalutować, oczywiście wszystko było zrobione bardzo sztucznymi ruchami, teatralnymi wręcz. Za dużo przebywał z Yeleną. Oj za dużo. -Chciałem powiedzieć oczywiście, że pochodzę z Leningradu. Да!
Szybko poprawił się, siląc się dodatkowo na tej rosyjski ton. No bo w zasadzie w magicznych kręgach częściej używano nazwy Petersburg, ale oficjalna nazwa, na cześć wodza, pozostawała inna. Głupota jak dla niego. Lenin nie żył już od prawie pół wieku, a oni nadal czcili jego imię jakby była jakimś świętym. Oczywiście dobro partii na pierwszym miejscu. Ale Lenin nie był już częścią partii.