19.12.2025, 13:19 ✶
Lestrange skinął głową. Dobrze, skoro tak miało być... Kącik ust Rodolphusa drgnął. Wiedział, że Nick tylko czekał na te słowa. Ale on się nie spieszył ani trochę z wypowiedzeniem ich. Prawda była taka, że Travers sam doskonale by sobie poradził bez jego pomocy, ale zawsze dobrze było mieć jakieś zabezpieczenie w postaci zaufanej osoby, która w razie czego rzuci odpowiednie zaklęcie chroniące. Albo po prostu popilnuje ciała, gdy Nicholas będzie stosował te swoje sztuczki, których już raz był świadkiem.
Gdy jego towarzysz ułożył się odpowiednio, Rodolphus wyciągnął różdżkę. Tak na wszelki wypadek. Czekał cierpliwie, obserwując otoczenie, bo to ono było w tej chwili największym zagrożeniem dla Nicholasa. Mogli się poróżnić, mogli się nie zgadzać we wszystkim, ale nie tak łatwo było przekreślić wszystko, co ich łączyło do tej pory. Gdyby sytuacja tego wymagała, ochroniłby go - nawet za cenę swojego zdrowia. Widział, że Nicholasowi było ciężko. Marszczył brwi, musiał się bardziej skupić. Coś poszło nie tak? Lestrange powstrzymał się przed uklęknięciem przy mężczyźnie i dotknięciem go. Musiał zaufać, że sobie poradzi, nie chciał mu też przeszkadzać. Nie wiedział, jakie konsekwencje miałby dotyk na tę umiejętność. Czekał więc cierpliwie, obserwując otoczenie.
Gdy Nick wrócił do swojej postaci, Rodolphus uklęknął przy nim. Położył lekko dłoń na jego ramieniu, jakby chciał się upewnić, że wszystko poszło zgodnie z planem.
- Potrzebujesz odpocząć? - zapytał, z początku ignorując jego lakoniczny raport. Dziecko... Nie lubił zabijać dzieci, chyba że w ich żyłach płynęła szlamowata krew. Musiał się zastanowić, co dalej. Spojrzał w kierunku domku w milczeniu.
Różdżka mogła należeć do mugolaka. Mniejsza jednak o to - stanowiła zagrożenie. Potrzebował Nicholasa w pełni sił, szczególnie jeżeli co najmniej jedna osoba z różdżką znajdowała się w domku. A co do dziecka...
- W jakim wieku jest dziecko? - zapytał, powracając wzrokiem do Nicholasa. Może jeżeli było na tyle małe, by nic nie pamiętało... To mogliby je oszczędzić? Pewnie mogliby też zmienić twarze, by dzieciak go nie rozpoznał, ale to i tak było ryzykowne. No i co potem z nim zrobią? Musieli działać możliwie po cichu.
Gdy jego towarzysz ułożył się odpowiednio, Rodolphus wyciągnął różdżkę. Tak na wszelki wypadek. Czekał cierpliwie, obserwując otoczenie, bo to ono było w tej chwili największym zagrożeniem dla Nicholasa. Mogli się poróżnić, mogli się nie zgadzać we wszystkim, ale nie tak łatwo było przekreślić wszystko, co ich łączyło do tej pory. Gdyby sytuacja tego wymagała, ochroniłby go - nawet za cenę swojego zdrowia. Widział, że Nicholasowi było ciężko. Marszczył brwi, musiał się bardziej skupić. Coś poszło nie tak? Lestrange powstrzymał się przed uklęknięciem przy mężczyźnie i dotknięciem go. Musiał zaufać, że sobie poradzi, nie chciał mu też przeszkadzać. Nie wiedział, jakie konsekwencje miałby dotyk na tę umiejętność. Czekał więc cierpliwie, obserwując otoczenie.
Gdy Nick wrócił do swojej postaci, Rodolphus uklęknął przy nim. Położył lekko dłoń na jego ramieniu, jakby chciał się upewnić, że wszystko poszło zgodnie z planem.
- Potrzebujesz odpocząć? - zapytał, z początku ignorując jego lakoniczny raport. Dziecko... Nie lubił zabijać dzieci, chyba że w ich żyłach płynęła szlamowata krew. Musiał się zastanowić, co dalej. Spojrzał w kierunku domku w milczeniu.
Różdżka mogła należeć do mugolaka. Mniejsza jednak o to - stanowiła zagrożenie. Potrzebował Nicholasa w pełni sił, szczególnie jeżeli co najmniej jedna osoba z różdżką znajdowała się w domku. A co do dziecka...
- W jakim wieku jest dziecko? - zapytał, powracając wzrokiem do Nicholasa. Może jeżeli było na tyle małe, by nic nie pamiętało... To mogliby je oszczędzić? Pewnie mogliby też zmienić twarze, by dzieciak go nie rozpoznał, ale to i tak było ryzykowne. No i co potem z nim zrobią? Musieli działać możliwie po cichu.