Nie dało się nie zauważyć, że Benjy'emu okropnie łatwo przychodziło dostosowywanie się do niej, jakby był do tego stworzony, może trochę był? Mieli w tym spore doświadczenie podczas tych wszystkich lat, kiedy się znali, i mimo, że był taki moment, gdy nie było ich obok siebie, to łatwo przyszedł im powrót do tej rutyny. Wystarczył jeden jej gest, a on reagował i wiedziała, że nie jest to wymuszone, po prostu tak miał. Byli idealnie kompatybilni, na szczęście już nie musieli udawać, że nie są.
Parsknął na jej komentarz, co spowodowało, że na jej twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech, wiedziała, że zrozumie jej przekaz, zawsze rozumiał, tak już mieli. Najlepsze było to, że już nie musieli nigdy udawać, że tak nie było, że do siebie nie pasowali, że nie potrafią rozumieć się bez słów, teraz wręcz mogli pokazywać jak doskonale się znają, już nikt, ani nic nie stało im na przeszkodzie. Niby po drodze wiele się wydarzyło, oni się zmienili, ale to, co było między nimi było takie same, a może nawet silniejsze, i nic, ani nikt nie mogło tego popsuć. Ta myśl nie dawała jej spokoju, ciągle do niej wracała, zawsze było naprawdę niesamowitym słowem, które brzmiało okropnie potężnie, dlatego je sobie powtarzała w głowie, chociaż już przecież nieraz zostało wypowiedziane na głos, wybrzmiało.
Nie było osoby przy której czułaby się lepiej, to było niesamowite, jakby w końcu naprawdę mogła być sobą, nie musiała udawać, uważać, zastanawiać się, mogła mówić to, co tylko przyszło jej na myśl, mogła robić to, na co miała ochotę i wiedziała, że on będzie przy niej, że zawsze ją wesprze, że zaakceptuje każdą podjętą przez nią decyzję, tak jak i ona podchodziła do niego. Nie analizowała, nie zadawała niepotrzebnych pytań, no, może czasem spoglądała sekundę za długo, jakby chciała coś powiedzieć, ale tego nie robiła, zgadzała się na wszystko. Byli przy sobie szczęśliwi, miała wrażenie, że wręcz byli swoimi najlepszymi wersjami, kiedy znajdowali się obok siebie, to było naprawdę niesamowitym doświadczeniem i miało tak już być ciągle, to było chyba jeszcze lepsze.
Przystanął obok niej, gdy składała zamówienie, pilnował, aby nikt przypadkiem w nią nie uderzył, nie zaczepił, nie musiała się o nic martwić, bo był tuż obok, to nie było wcale dla niej normą, bo raczej zawsze martwiła się o wszystko i rozważała w głowie miliony możliwych scenariuszy, teraz nie musiała tego robić, nie gdy był obok niej.
Grzaniec pojawił się przed nią, złapała kubki w dłoń, on zdążył odejść, zorientować się, czy jest dla nich miejsce i wrócić. Trwało to krótką chwilę, bardzo krótką, wiedziała, że odpowiedzialne były za to te jego specjalne umiejętności, które okropnie jej imponowały, nie bez powodu to jego oddelegowała do tej trudnej misji. Nikt nie poradziłby sobie z nią równie dobrze.
Wrócił po nią, mogli udać się do stolika, tym razem jednak nie skradał się między ludźmi, nie wyłaniał się z cienia, tylko szedł przodem, aby i ona mogła bez problemu się między nimi przemieszczać, splótł ponownie ze sobą ich palce i wiedziała, że jest na swoim miejscu.
Znaleźli się przy zorganizowanym przez niego stole, wtedy postawiła na nim kubki, udało się jej nie rozlać ani odrobiny ciepłego trunku, to był jej sukces, też całkiem spory. - Najlepszy z możliwych omenów, przewiduje, że może odrobinę się dzisiaj wstawimy, to znaczy ja, Ty pewnie nie, musiałbyś wypić z takich dziesięć, żeby coś poczuć. - Jej wystarczyłby pewnie jeden na poprawę humoru, przy trzech mogła mieć już napady śmiechu, przy czterech? Możliwe problemy z równowagą.
Usiadła, gdy osunął jej krzesło, widziała, co zrobił, posadził ją z dala od ludzi, sam zaś usiadł tyłem do sali, wcześniej jeszcze spojrzał przez ramię, aby upewnić się, że nic im nie grozi, ciągle pozostawał czujny, to dobrze, musiał uważać, dobrze, że tak się pilnował, w końcu zależało jej na tym, aby nie stała mu się krzywda, nigdy.
Poprawiła się powoli na krześle, aż w końcu sięgnęła po jeden z kubków. Zdjęła wcześniej płaszcz, ale i tak zdążyło jej się już zrobić ciepło, w Dziurawym Kotle było zdecydowanie cieplej niż na zewnątrz, a że w środku był spory tłum to powodowało, że robiło się też nieco duszniej, a to również sprawiało wrażenie podwyższonej temperatury. Policzki zrobiły jej się od tego różowe, oczy błyszczały, a na ustach miała ogromny uśmiech, kolejny pierwszy raz zaliczony. Testowanie nowej receptury grzańca. Brzmiało to nie najgorzej.
Dostrzegła ten jego krzywy uśmiech, nie umknęło jej to, bo cała jej uwaga była skupiona na mężu, trudno jej było oderwać od niego wzrok.
Zawtórowała mu, uniosła swój kubek, by dołączyć do toastu.
Później upiła niewielki łyk trunku. Przymknęła oczy na krótką chwilę, jakby miało to pomóc jej skupić się na jednym zmyśle, którym w tej chwili był smak. Starała się wyczuć wszystkie składniki, jakie zostały dodane do grzańca. Szło jej to raczej średnio, otworzyła więc oczy. - No, nie jest najgorszy, chyba nie będziemy mieli kolejnego traumatycznego przeżycia do kolekcji. - Może to i lepiej, przynajmniej jej sarnie spojrzenie z którego wcześniej skorzystała nie zostało wykorzystane na marne.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control