Ta rozmowa ją wciągnęła, chociaż nie powinna. Okazała się być całkiem wyjątkową rozrywką jak na to miejsce, ten wieczór, bawiła się dobrze, chociaż starała się tego po sobie nie pokazywać, jeszcze tylko brakowało, aby inni w obozie dowiedzieli się o jej ukrytej pasji jaką była ornitologia... tak właściwie to sama jeszcze przed chwilą nie miała pojęcia, że może się, aż tak zaangażować w rozmowę o ptakach, a przecież chodziło o ich pieczenie, co również nie było jej pasją. Ta, jasne, bo wzbudziłoby w niej to takie emocje gdyby chodziło tylko i wyłącznie o pieczenie indyka.
Starała się jednak w tych swoich słowach brzmieć poważnie, jakby naprawdę znała się na rzeczy (co, też chyba nie było najlepszym pomysłem zważając na całą tę sytuację). Nie miała pojęcia, że nie powinna w tym miejscu wyrażać się w ten sposób, że mogło to być dla niej niebezpieczne, bardzo łatwo pozwoliła sobie przekraczać granice, chociaż samym słowem, nie miała pojęcia dokąd ją to doprowadzi, ale summa summarum mogła udawać, że nie widzi tych wszystkich podtekstów, na pewno by w to uwierzył, przecież była taka niewinna.
Przyznał jej rację, co uważała za swój spory sukces, najwidoczniej jej wywód o technice nieco do niego przemówił, tyle, że później, później założył, że ona jest fanką małego drobiu, a nie o to jej chodziło, chciała być po prostu tolerancyjna, zasugerować, że każdy może znaleźć swoją niszę, czy coś. Nie wiedzieć czemu, postanowiła się odezwać, a nawet dość mocno zaprzeczyć jego słowom. - Nie wolę perliczek... - Powiedziała nieco zbyt głośno, jakby obawiała się, że nie wybrzmi to odpowiednio. - To znaczy lubię i perliczki i indyki, do tego zmierzałam, trzeba dawać szansę każdemu mięsu, tak po prostu, bo zawsze można się zaskoczyć bardzo pozytywnie, negatywnie pewnie też, jednakże nie ma sensu skreślać drobiu tylko ze względu na gabaryty, do tego zmierzałam. Na końcu liczy się tylko i wyłącznie smak, a każde może smakować dobrze. - Zaczęła się plątać coraz bardziej w swoich zeznaniach, robiło jej się ciepło, nie wiedziała, czy to z nerwów, czy dlatego, że ta rozmowa obrała taki obrót. Nic nie szło po jej myśli, może powinna odpuścić, ale nie miała w zwyczaju odpuszczać, co z tego, że mogło ją to zgubić.
- Cieszę się, że nie zamierzasz podważać moich preferencji, być może kiedyś Ci pokażę trochę więcej i do czegoś przekonam. - Dlaczego w ogóle to powiedziała? Przecież już dawno przestali rozmawiać o gustach smakowych, doskonale zdawała sobie z tego sprawę, a i tak nadal w to brnęła, jakby przekaz był bardzo jasny i klarowny.
- Czyli tak właściwie, mamy podobne zdanie? Nie ma sensu zamykać się na nowe doznania, ograniczenia są bez sensu, trzeba mieć otwarty umysł, bo nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę do końca nam podejdzie, zresztą to też może się zmieniać przez całe życie, nigdy nie wiesz, co może obudzić w Tobie największe odczucia. - Wydawała się być zadowolona z tego, że jakoś udało im się ustalić w miarę logiczną wersję, a przynajmniej tak się Prue wydawało. Nie miała pojęcia ile w tym było prawdy i do czego właściwie zmierzali, ale znaleźli jakiś wspólny grunt, czy coś, tolerancja dla drobiu, bez względu na rozmiar.
Gdyby jednak chodziło wyłącznie o drób, nie zaróżowiłaby się, nie spięła by się tak bardzo, próbowała nie dawać po sobie poznać, jak bardzo mieszało jej to w głowie. Nie powinno, nie w tym miejscu, musiała się ogarnąć, bo przecież miała spędzić tu jeszcze sporo czasu, a skoro już wszystko szło tak nieodpowiednio to co będzie dalej? Wolała nie wiedzieć.
- Tak, lepiej eksperymentować z jednym na raz, bo inaczej może zostać nieodpowiednio potraktowany, co może zakończyć się niepowodzeniem, a tego przecież nie chcemy. Nic nie powinno odciągać uwagi w tym wypadku. - Zdecydowanie sama wpadła w swoje sidła, nie miała pojęcia na co właściwie się z nim umówiła, na wspólne gotowanie, na oglądanie ptaków? Na seks? Mogło być bardzo wiele odpowiedzi. Cóż, dowie się tego, gdy nadejdzie ten wieczór, albo inna pora dnia.
Bardzo szybko jednak ton rozmowy się zmienił, oczywiście, że stało się to przez tego głupiego ptaka, którego to nie udało mu się nadziać przez własną głupotę. Nie widziała w tym swojej winy, wcale, chociaż chyba chciał jej zasugerować, że instrukcje były nieodpowiednie. Nie sądziła jednak, że powinna przedstawiać mu poczynania krok po kroku, miała go za nieco inteligentniejszego - jak widać zupełnie niepotrzebnie, to ta rozmowa o ptakach ją rozproszyła, powinna wiedzieć, że w tym wypadku musiała instruować łopatologicznie.
Ogień błyszczał w ciemności, tak samo jak jej oczy, w których pojawiły się iskry, przez tą zupełnie niespodziewaną irytację, powinna spojrzeć mu na ręce, tym bardziej, że teraz jedna i druga była poparzona, ale najpierw musieli sobie wyjaśnić tę niesnaskę, nie mogła pozostać obojętna na jego zarzuty. Znalazł się bliżej niej, nie zrobiło to jednak na niej wrażenia, chociaż powinno, dopiero w tej chwili dostrzegała jak nad nią górował, bez mniejszego problemu mógł jej zrobić krzywdę, ale nie wydawała się tym przejmować, bo to on pierwszy się na nią wkurzył? No nie, nie miała zamiaru się cofać, wiedziała, że miał przewagę, ale było jej to obojętne. W małym ciele duży duch, czy coś.
Powtórzył to nieszczęsne słowo. Zrobił to specjalnie. Przygryzła dolną wargę, żeby na niego nie pisnąć, albo nie zawarczeć, widziała palec, który znalazł się zbyt blisko jej twarzy, nie drgnęła nawet jednak o milimetr, nie zamierzała pokazywać, że ją to w jakikolwiek sposób ruszyło, chociaż w środku zaczynała się gotować, była naprawdę bliska eksplozji.
- Jak widać był za mało edukacyjny, zbyt wiele materiału do opanowania, co? - Nie opuszczała głowy, nie przestawała na niego spoglądać, skrzyżowała również ręce na piersiach, aby poczuć się pewniej, nie pamiętała nawet kiedy gdzieś odłożyła tackę z warzywami, ale ta już dawno zniknęła z jej rąk.
Tak się składa, że to on nie wpadł na to, że mięso nad ogniskiem było gorące, to on zjebał, a teraz próbował wyżywać się na niej, chciał jej grozić, niech próbuje, czy naprawdę sądził, że ją to ruszy? Dobre sobie. Nie takich idiotów spotkała już na swojej drodze, z każdym jakoś sobie poradziła.
- Nie musiałabym Cię pouczać, gdybyś wykazał się odrobiną logicznego myślenia. - Mówiła przez zęby, właściwie to cedziła słowa, każde wylewało się z niej po kolei. - Jeśli myślałeś, że będziesz mógł na mnie fukać obrażony, to się mylisz. Zachowujesz się jak rozkapryszona nastolatka, która nie panuje nad emocjami, naprawdę sądzisz, że obawiam się Twojej reakcji, dobre sobie. Nie sprawdzam jak daleko mogę się posunąć, jak mam ochotę to po prostu się posuwam. - Wyrzuciła jeszcze. Nie miała zamiaru się z nim kłócić, bo to nie była gra warta świeczki, bardzo łatwo można było go podjudzić, to już zdołała zobaczyć, w sumie chętnie doprowadziłaby go na skraj, by zobaczyć jak się miota, bo i tak nie mógł jej zrobić krzywdy, chyba? Tym będzie martwiła się później.
- Obrażalski debil nie chce już ze mną pracować, co ja teraz zrobię? Powinnam się rozpłakać? - Niespecjalnie skupiała się na słowach, które rzucała, przez chwilę naprawdę miała wrażenie, że może być tutaj nie najgorzej, ale dosyć szybko czar prysnął, wszystko wróciło do normy.
- Oj, znajdę sobie inne ręce do trzymania ptaka, i innego ptaka, na pewno nie będzie to problematyczne. Twoja strata. - Nie zamierzała zabiegać o jego towarzystwo, nie zniży się do czegoś takiego, to, że z nikim wcześniej praktycznie nie udało jej się zamienić słowa nie musiało jeszcze nic znaczyć.
- Rzeczywiście, bo ktoś Cię zmuszał do słuchania wykładów i do pomocy, nieprawdaż? Nie chcesz to nie, jak sam zauważyłeś nie jesteś jedynym ptakiem w tym karmniku, droga wolna. - Słowa, które padały z jej ust były naprawdę abstrakcyjne, dawno nie przeżyła podobnej rozmowy, niby się wkurzała, ale okropnie ją to bawiło, dawno nie czuła się taka żywa, jak tej nocy, wzbudził w niej całą gamę emocji, których nie spodziewała się tutaj przeżyć.
- Próbujesz przekonać siebie, czy mnie, że nie chcesz tutaj być? Bo chyba, ani jedno, ani drugie Ci nie wychodzi. - Dodała jeszcze unosząc podbródek w górę jeszcze bardziej, chociaż było to ledwie możliwe.
Nie mieli jednak skończyć tej rozmowy, nie było to im dane, bo coś zaczęło się dziać. Sama jeszcze nie wiedziała, co dokładnie to było, dlaczego do ich uszu dochodziły te głośne dźwięki, nigdy nie widziała spadającej lawiny, czytała o tym, jednakże nie spodziewała się, że miało ją to spotkać. Kto bowiem zakładałby, że może go spotkać coś takiego?
Poczuła dłoń zaciskającą się jej na ramieniu, to wyrwało ją z zamyślenia, przestała wpatrywać się w tamtym kierunku. - Jak się puści? - Musiała się o to zapytać, chociaż przecież już ustaliła w swojej głowie co mogło się dziać, nie chciało jej się jednak wierzyć, że mogło ją spotkać coś takiego, w sumie to chyba nie było innego wyjścia, musiała uwierzyć, nie chciała umrzeć pod grubą warstwą śniegu.
Nachylił się nad nią, mówił do niej, skupiła się na jego głosie, by nie zacząć panikować. Wydawało jej się, że wie, co robi, musiał wiedzieć, prawda? Może jednak dzisiaj nie umrze. - Jasne. - Tylko to krótkie słowo przeszło jej przez gardło, nie było już czasu na zadawanie pytań, na zastanawianie się nad czymkolwiek, sekundy mogły zadecydować o tym, czy uda im się stąd zwiać. Nie miała w zwyczaju być potulną, ale czasem sytuacja tego wymagała, to była jedna z tych sytuacji.
Dźwięk wydawał się być coraz głośniejszy, nie spoglądała jednak w tamtym kierunku, nie chciała tego robić, obawiała się tego, co może zobaczyć. Odezwał się znowu. Szalik, miała szalki. Proste polecenie, miała wykonywać polecenia. Zdjęła go ze swojej szyi, przez co poczuła na twarzy silniejszy powiew wiatru, nie skrzywiła się nawet, wręczyła mu w dłoń ten nieszczęsny szalik, który mógł okazać się kluczowy podczas ucieczki przed żywiołem.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control