Prudence naprawdę starała się podchodzić do swojego zadania profesjonalnie, wszystkie instrukcje, które dawała swojemu nowemu towarzyszowi były dokładne, jasne, tylko te słowa nie brzmiały najlepiej. Tylko jak niby inaczej miała instruować go w jaki sposób nadziewać indyka? Dało się w ogóle inaczej? Naprawdę bardzo mocno się starała, aby wszystko wyszło dobrze. Była tutaj nowa, zależało jej na tym, żeby chociaż odrobinę ją zaakceptowano, a jak wiadomo łatwo było się wkupić w grupę poprzez smaczne jedzenie, niby to tylko posiłki, ale raczej większość osób lubiła zjeść dobrze. No i skoro już została oddelegowana właśnie do tego zadania, to jak zawsze dawała z siebie wszystko.
Tak było i tym razem, chociaż to zdecydowanie nie było miejsce, w którym chciała się znaleźć, w którym dobrze się czuła, ale robiła, co mogła, żeby to zmienić. Najwyraźniej jednak wychodziło jej to raczej średnio, może z czasem będzie lepiej, musiało być lepiej, kiedyś skończy się kompromitować, na pewno.
- Czy ja wiem, czy zawsze, czasem te mniejsze ptaki mają do zaoferowania więcej smaku, nie zgadzam się z tym, że gabaryty mają znaczenie, wszystko zależy od tego, jak się ktoś za to weźmie. Wystarczy odrobina zaangażowania, odpowiednie przygotowanie, a bez względu na rozmiar można osiągnąć coś co będzie dawało satysfakcję. - Oczywiście, w grę wchodziły jeszcze inne czynniki, mały ptak, to mniej mięsa, mniej mięsa, to mniej ludzi, którzy będą mogli je zjeść, jednak nie wydawało jej się słuszne stawianie wielkich ptaszysk ponad te mniejsze, bo przecież rozmawiali o drobiu, prawda?
- Ale bez techniki i odpowiedniego podejścia i z dużego ptaka nie da się nic wycisnąć, jak bardzo soczysty by nie był. - Najwyraźniej miała swoje zdanie, jeśli chodziło o ten temat. Dla Prudence technika, teoria była bardzo istotna, co zresztą nadal podkreślała. - Można też dużo bardziej spektakularnie sobie z nimi nie poradzić, porażka jest bardziej widoczna, nie zmienię zdania, mały, czy duży warto się przyłożyć i dokładnie zaplanować jak się za niego zabrać. - Nie zamierzała oceniać drobiu ze względu na jego rozmiar.
Ta rozmowa zmierzała w naprawdę złym kierunku i chyba sama to spowodowała, następnym razem zastanowi się zanim zacznie podobną dyskusję, teraz jednak nie mogła się wycofać, bo to świadczyłoby o tym, że się miota, a nadal próbowała być bardzo merytoryczna i poważna, bo w końcu dyskutowali o ich kolacji, tym bardziej, że poza krótkim parsknięciem ze strony swojego towarzysza nie widziała żadnego rozbawienia, najwyraźniej miał doświadczenie w rozmowach o ptakach.
- To jesteśmy umówieni, jaki by nie był ten Twój ptak, myślę, że poradzę sobie z każdym. - Naprawdę to powiedziała, to naprawdę padło z jej ust. Dobrze, że było ciemno, to nie mógł dostrzec tego, że z każdym, kolejnym zdaniem które wypowiadała jej policzki robiły się coraz bardziej różowe.
No i wtedy jej nowy znajomy postanowił zająć się sprawą. Tyle, że chyba nie do końca to przemyślał, bo złapał indyka, który znajdował się nad ogniem, no jak nic musiał być gorący, niby jak miałby nie być? To było bardzo proste, dzieciak by się domyślił, że jak coś znajdowało się nad ogniskiem, to musiało się nagrzewać.
Stanął przed nią, widziała, że jest zirytowany, ale sam to sobie przecież zrobił, sam się poparzył. Nie wsadziła mu łapy w ognisko.
- Pannico? - Uniosła głos jeszcze bardziej. Naprawdę? Pannico? Nie miała piętnastu lat, co on sobie właściwie wyobrażał, teraz to i ona była zirytowana.
- Fakt, zapomniałam o tym, że każdego mam traktować jak debila, następnym razem nie zapomnę wspomnieć Ci o tym, że ogień może poparzyć, że jeśli coś się nad nim znajduje to się nagrzewa, jak widać nie jest to tak elementarna wiedza, jak może się wydawać. - Przewróciła oczami, zadarła też głowę do góry, bo ją zaatakował, a nie miała w zwyczaju uciekać od konfrontacji, kiedy już do nich dochodziło. Oczy jej błyszczały, widać było w nich iskrę, najwyraźniej coś w niej obudził, oby nie był to demon.
Jak na złość z nieba zaczął sypać się śnieg, bardzo grube płatki, jakby te zaspy, które się wokół nich znajdowały nie były wystarczająco wielkie, do tego wszystkiego usłyszała huk, u podnóża góry, a może to gdzieś nad nią, nie był to jednak zwyczajny huk, coś zaczęło trzaskać, dudnieć i świszczyć, bardzo głośno, tak, że nie dało się tego ignorować. Spojrzała w tamtym kierunku i miała wrażenie, że warstwa śniegu zaczyna powoli, bardzo powoli osypywać się w dół, sunąć w dół? Masy śniegu, który gromadził się tam od kilku dni.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control