Nie był to chyba jej wieczór. Naprawdę wydawało się jej, że radzi sobie nie najgorzej jak na panujące wokół warunki, dość szybko jednak życie ją zweryfikowało, rożen ją zweryfikował, tkwiła w rozkroku jedną ręką trzymając te prowizoryczne urządzenie, które do końca nie spełniło swoją roli, a w drugiej tacę z warzywami, bo nie chciała wypuścić jej z rąk, żeby jej kompani mieli co zeżreć na kolację, ryzykowała własnym życiem - jej głowa znajdowała się trochę zbyt blisko ognia, ale tylko trochę. Dym otaczał jej twarz, co ograniczało pole widzenia Prue i robiło się coraz cieplej, a to oznaczało, że naprawdę znajdowała się blisko płomieni tańczących w ognisku. Wspaniale, naprawdę niesamowity początek. Brakowało, aby tylko ktoś jej zaklaskał, bo tak wyśmienicie sobie radziła.
W pewnej chwili ciężar wydał jej się być zdecydowanie mniejszy, nie dostrzegła ruchu, była skupiona na stabilizacji swojego ciała, która miała jej pomóc utrzymać jakoś równowagę i nie utracić pożywienia w ogniu piekielnym.
Dopiero po chwili dostrzegła sylwetkę, najwyraźniej ktoś widział jak świetnie sobie radzi w tej polowej kuchni. Wolałaby, by nikt nie miał świadomości o tym, co się przed chwilą wydarzyło. Nie znosiła kiedy coś nie szło po jej myśli, gdy się jej nie udawało. To nie tak, że nie była wdzięczna za uratowanie z opresji, jednak zdecydowanie wolałaby, aby nie doszło do tej całej sytuacji.
- To indyk, nie kura. - Powiedziała cicho. Gdyby to była kura, to by sobie z nią sama poradziła, ale to był wielki indor, ważący niewiele mniej od niej. Może chciał powiedzieć kurwa? Zawiesiła się na krótką chwilę, wybrała sobie na to bardzo zły moment, ale od kury do kurwy było naprawdę blisko. Mrugnęła, musiała wrócić do rzeczywistości. Nie zastanawiać się nad tym, czy nie zrobiła z siebie idiotki, nie było teraz na to czasu.
Puść. Dotarło do niej polecenie, powinna to zrobić? Co jeśli nie uda mu się uratować tego nieszczęsnego mięsa, nie, założyła, że sobie poradzi, wydawał się być wielki, więc mogła mu co do tego zaufać, chyba lepiej od niej wiedział co robił. Puściła więc swój koniec, albo jej się wydawało albo złapał nagrzany, kawałek metalu, być może będzie miała okazję wykorzystać te ze swoich umiejętności, które faktycznie posiadała, szkoda tylko, że typ poparzył się przez nią, ale no - takie rzeczy na pewno zdarzały się tu często, zważając na warunki w jakich musieli bytować.
Nie ruszyła się z miejsca, nadal stała blisko niego, trzymają nadal w ręku tacę z warzywami, miała coś z nią zrobić, nie pamiętała tylko co, obserwowała w tej chwili mężczyznę, który poradził sobie dużo lepiej od niej z walką z tym nieszczęsnym rożnem, udało mu się ustabilizować to narzędzie szatana. Nieźle, widać, że miał wprawę.
Znajdował się bardzo blisko niej, póki co jednak nie była w stanie zobaczyć jego twarzy, nie mogła tego zrobić bez chamskiego odwrócenia się w jego stronę i uniesienia głowy, chciałaby wiedzieć, kto jej pomógł, kogo powinna unikać, bo narobiła sobie wstydu. Teraz w ogóle będą mogli się tutaj z niej nabijać i mówić, że się do niczego nie nadaje.
Do tego wszystkiego, kiedy poczuła krótkie muśnięcie, ich ciała musiały na chwilę się dotknąć przeszedł przez nią dziwny dreszcz, nie miała pojęcia skąd nagle się to wzięło, nie analizowała tego, musiała się skupić na swoim zadaniu.
- Trudno jest na pierwszy rzut oka stwierdzić kto jest debilem, a kto nie. - Mruknęła cicho, bo to wcale nie było takim prostym zadaniem, skąd mogła wiedzieć, że ktoś spierdolił robotę? Zakładała, że znajduje się w gronie osób, które potrafiły jakoś sobie radzić, były to błędne założenia, już wiedziała, że będzie musiała dokładnie wszystko sama kontrolować, bo inaczej będzie się wszystko mogło skończyć katastrofą.
- Dzięki. - Powiedziała jeszcze w końcu, bo wypadało podziękować za tę dramatyczną akcję, bez której nie mieliby co zjeść na kolację. Mężczyzna cofnął się o krok, dopiero wtedy kątem oka spojrzała w jego kierunku, włożył rękę w śnieg, przez co zadrżała, tak się nie robi. - Zakażenie, może Ci odpaść ręka. - Wiedziała, że najlepiej działały te najbardziej konkretne groźby, nie wspominała o tym, że nie może mieć pewności, że ktoś z jego kompanów wcześniej nie nasikał na ten śnieg...
- Jeśli pomożesz mi go nadziać, to mogę spojrzeć na rękę. - Najpierw kolacja, później przyjemności, czy coś. Musiała jakoś określić swoje priorytety na tę chwilę, wolałaby zacząć od ręki, to przynajmniej wiedziała jak zrobić, ale w tym wypadku ci wszyscy głodni mężczyźni jednak znaleźli się na szczycie listy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control