15.12.2025, 21:12 ✶
Przygotowując się w swojej głowie do rozmowy, która go czekała w gabinecie, wyobrażał sobie uzdrowiciela jako kogoś i aż przesadnie przewyższającej go posturze, nieprzyjemnej twarzy, która potrafiłaby go przeskanować, zanim jeszcze otworzyłby usta, i szorstkim głosie. Wyobrażał sobie kogoś, przed kim samo pomyślenie o skłamaniu albo zatajeniu czegokolwiek było złym pomysłem i było to trochę głupie, bo nawet nie wiedział, skąd mu się takie wyobrażenie wzięło. Było jednak w głowie i w myślach zaczął prowadzić rozmowę między sobą i wyimaginowanym uzdrowicielem, który mógłby być twarzą plakatów, zniechęcających więźniów Azkabanu do uciekania, dopóki nie został zaproszony do gabinetu.
I to było pierwsze zdziwienie - głos był właściwie przyjemny dla ucha, kobiecy.
Uzdrowicielka, która zaprosiła go do gabinetu, była uśmiechnięta, była profesjonalna i w żaden sposób nie sprawiała, że czuł się osaczony. Że czuł się winny temu, że miał powód, by się tu zjawić.
-Tak, Jasper Kelly - odpowiedział, odpowiadając na przywitanie.
Przy wypowiadaniu własnego nazwiska głos uwiązł mu w gardle, jakby to jedno słowo stało się gulą, której nie mógł odkrztusić.
Lestrange...
Biały kitel...
"Uzdrowicielka"...
Lestrange...!
Gabinet...
Lecznica Dusz...
Lestrange!
Jego dłoń zadrżała, gdy położył ją na oparciu krzesła. Odchrząknął i odetchnął, próbując uspokoić własne myśli, które zaczęły galopować w jego głowie. Był sam. Był sam, zamknięty w gabinecie z czystokrwistą czarownicą. Z czystokrwistą czarownicą z konkretnym nazwiskiem.
Z czystokrwistą czarownicą, która mogła mu namieszać w głowie.
A jeśli to zrobi? Co jej staje na przeszkodzie?
A jeśli on nie zdoła się obronić?
A jeśli ona wedrze się do jego wspomnień?
Jeśli zobaczy coś, czego nie powinna widzieć?
Jeśli to wykorzysta?
A jeśli przez to zostanie skrzywdzony ktoś z bliskich Jaspera? Przez to, że dał się zamknąć w tym gabinecie z tą czarownicą?
Krew szumiała mu w uszach, serce waliła w jego piersi i nie mógł złapać spokojnego oddechu, a kiedy jego gardło wreszcie pozwoliło mu mówić, z jego ust wyrwały się nie te słowa, które chciał powiedzieć.
-Przyjmijcie ten porządek, a odnajdziecie sens; sprzeciwcie się, a zostaniecie wymazani z kart historii... - powiedział jakby nieswoim głosem.
Trwały to jeszcze kilka, kilkanaście sekund, może parę minut, kiedy powoli wracał do siebie, jego ciało wyrywało się z odrętwienia i poczuł, że znowu mógł oddychać.
Dlaczego się bał? Skąd ten strach? Uzdrowicielka Lestrange nie dała mu żadnego powodu, by się jej obawiać. Dlaczego więc ogarnął go taki niepokój?
-P-przepraszam... - powiedział po chwili, odchrząknął i odetchnął. -To... to się dzieje od Spalonej Nocy. Nie mogę... Nie mogę wymówić imienia Vol-... - znowu go zatkało - Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać... I jeszcze to... Czasami jakiś obraz albo jakaś myśl wywołuje u mnie prawie paniczny strach i mówię... Mówię wtedy różne rzeczy... To nie jest coś, co powiedziałbym z własnej, nieprzymuszonej woli. To tak jakby... coś wkładało mi te słowa w usta i nie pozwoliło mi ich nie wymówić...
I to było pierwsze zdziwienie - głos był właściwie przyjemny dla ucha, kobiecy.
Uzdrowicielka, która zaprosiła go do gabinetu, była uśmiechnięta, była profesjonalna i w żaden sposób nie sprawiała, że czuł się osaczony. Że czuł się winny temu, że miał powód, by się tu zjawić.
-Tak, Jasper Kelly - odpowiedział, odpowiadając na przywitanie.
Przy wypowiadaniu własnego nazwiska głos uwiązł mu w gardle, jakby to jedno słowo stało się gulą, której nie mógł odkrztusić.
Lestrange...
Biały kitel...
"Uzdrowicielka"...
Lestrange...!
Gabinet...
Lecznica Dusz...
Lestrange!
Jego dłoń zadrżała, gdy położył ją na oparciu krzesła. Odchrząknął i odetchnął, próbując uspokoić własne myśli, które zaczęły galopować w jego głowie. Był sam. Był sam, zamknięty w gabinecie z czystokrwistą czarownicą. Z czystokrwistą czarownicą z konkretnym nazwiskiem.
Z czystokrwistą czarownicą, która mogła mu namieszać w głowie.
A jeśli to zrobi? Co jej staje na przeszkodzie?
A jeśli on nie zdoła się obronić?
A jeśli ona wedrze się do jego wspomnień?
Jeśli zobaczy coś, czego nie powinna widzieć?
Jeśli to wykorzysta?
A jeśli przez to zostanie skrzywdzony ktoś z bliskich Jaspera? Przez to, że dał się zamknąć w tym gabinecie z tą czarownicą?
Krew szumiała mu w uszach, serce waliła w jego piersi i nie mógł złapać spokojnego oddechu, a kiedy jego gardło wreszcie pozwoliło mu mówić, z jego ust wyrwały się nie te słowa, które chciał powiedzieć.
-Przyjmijcie ten porządek, a odnajdziecie sens; sprzeciwcie się, a zostaniecie wymazani z kart historii... - powiedział jakby nieswoim głosem.
Trwały to jeszcze kilka, kilkanaście sekund, może parę minut, kiedy powoli wracał do siebie, jego ciało wyrywało się z odrętwienia i poczuł, że znowu mógł oddychać.
Dlaczego się bał? Skąd ten strach? Uzdrowicielka Lestrange nie dała mu żadnego powodu, by się jej obawiać. Dlaczego więc ogarnął go taki niepokój?
-P-przepraszam... - powiedział po chwili, odchrząknął i odetchnął. -To... to się dzieje od Spalonej Nocy. Nie mogę... Nie mogę wymówić imienia Vol-... - znowu go zatkało - Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać... I jeszcze to... Czasami jakiś obraz albo jakaś myśl wywołuje u mnie prawie paniczny strach i mówię... Mówię wtedy różne rzeczy... To nie jest coś, co powiedziałbym z własnej, nieprzymuszonej woli. To tak jakby... coś wkładało mi te słowa w usta i nie pozwoliło mi ich nie wymówić...