15.12.2025, 01:29 ✶
Gdyby stworzyć listę osób, które kiedyś budzono wiadrem wody po tym jak zasnęli na chodniku w portowej dzielnicy zalani w trzy dupy, Dægberht znalazłby się zadziwiająco wysoko na tej liście. No, zadziwiająco dla kogoś, kto do ocenienia jego stanu miał tyle poszlak co Cassandra Cavendish. Mężczyzna był... Nietuzinkowej urody. Lekki zarost i poplątane od upadku włosy nie odebrały mu wcale uroku i eteryczności, jakiej nie powstydziłyby się potomkinie wił, a do tego kiedy przestał mamrotać bez ładu i składu, okazało się, że i głos miał przyjemny dla ucha. Jeden z tych mężczyzn, których nie nazywano przystojnymi, tylko ładnymi. Niby nie był chuderlawy, a jego dłonie nosiły na sobie znamiona pracy, ale wciąż – to była uroda, której doszukiwano się na obrazach i antycznych rzeźbach. Do tego palce miał brudne od atramentu i najwyraźniej niósł ze sobą jakiś zeszyt. Przygniótł go swoim ciałem, więc luźne kartki nie wysypały się na ulicę.
Gdyby jeszcze nie runął na bruk jak worek kartofli...
– Hę? – Zapytał inteligentnie. – Ah. – Dodał, kiedy spontaniczny przebłysk myśli przebiegł po jego zamroczonym umyśle i mógł powiedzieć i tej sytuacji cos więcej niż żono moja i przepraszam, pomyłka, wypadło mi z pamięci, że zostawiła mnie kilka lat temu.
Zamarł w bezruchu. Chwilę zajęło mu przeanalizowanie sytuacji jeszcze raz, ale ostatecznie dał sobie pomóc. Łagodna uroda najwyraźniej szła w parze z łagodnym usposobieniem... a przynajmniej takie na wpół przytomny robił pierwsze wrażenie. Niestety nawet siedząc na ławce i zaciskając dłoń na wcześniej wspomnianym zeszycie, wpatrywał się w nią tak, jakby chciał iść spać.
– Zadajesz naprawdę dużo pytań – stwierdził oceniająco. – Ja też mam jedno. Możesz mi przypomnieć czy bernikla to kwiat czy ptak?
Pijany lub niespełna rozumu? Otóż nie. Zadał to pytanie bardzo, ale to bardzo świadomie, w pierwszym akcie czystości umysłu. Dlaczego? Bo kiedy ktoś zadawał tyle pytań, to zwykle był z policji. A policja oznaczała kłopoty. Nie musiał być zbójem żeby to wiedzieć, wystarczyło mu bycie nekromantą.
Gdyby jeszcze nie runął na bruk jak worek kartofli...
– Hę? – Zapytał inteligentnie. – Ah. – Dodał, kiedy spontaniczny przebłysk myśli przebiegł po jego zamroczonym umyśle i mógł powiedzieć i tej sytuacji cos więcej niż żono moja i przepraszam, pomyłka, wypadło mi z pamięci, że zostawiła mnie kilka lat temu.
Zamarł w bezruchu. Chwilę zajęło mu przeanalizowanie sytuacji jeszcze raz, ale ostatecznie dał sobie pomóc. Łagodna uroda najwyraźniej szła w parze z łagodnym usposobieniem... a przynajmniej takie na wpół przytomny robił pierwsze wrażenie. Niestety nawet siedząc na ławce i zaciskając dłoń na wcześniej wspomnianym zeszycie, wpatrywał się w nią tak, jakby chciał iść spać.
– Zadajesz naprawdę dużo pytań – stwierdził oceniająco. – Ja też mam jedno. Możesz mi przypomnieć czy bernikla to kwiat czy ptak?
Pijany lub niespełna rozumu? Otóż nie. Zadał to pytanie bardzo, ale to bardzo świadomie, w pierwszym akcie czystości umysłu. Dlaczego? Bo kiedy ktoś zadawał tyle pytań, to zwykle był z policji. A policja oznaczała kłopoty. Nie musiał być zbójem żeby to wiedzieć, wystarczyło mu bycie nekromantą.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr