14.12.2025, 15:48 ✶
-Nie trzeba - machnął ręką. -Jego roztrzaskane szczątki są nawet satysfakcjonującym widokiem.
Nawet gdyby znaleźli jakieś inne krzesło, które nie rozpadłoby się po pierwszym dotyku, nie byłoby to to samo. To nie byłoby to krzesło i tak, mogli je poskładać transmutacją, ale widok zaklęcia, lecącego wprost na to krzesło i moment, w którym to się roztrzaskało, sprawił, że chęć wyżycia się na nim zaczęła z Jessiego po prostu uchodzić. I może było mu odrobinę przykro, że nie mógł go sam wyrzucić przez okno, ale nie aż tak, żeby nad tym ubolewać dłużej, niż dwie sekundy.
Niestety, utrzymanie Londynu w stanie przynajmniej takim, w jakim był teraz, a najlepiej w stanie lepszym, bez kolejnych pożarów, bez kolejnych katastrof, bez kolejnej paniki, umierających ludzi, wzajemnej nienawiści i niszczenia dobytku było poza zasięgiem możliwości nie tylko Charlotte. Zdarzenie z początku września pokazało, że niczego nie można było być pewnym. Szczególnie własnego bezpieczeństwa.
-Co miałbym niby z nią zrobić, gdybyś mogła mi ją ofiarować? Nie sądzę, żeby była gustownym przyciskiem do papieru. Niby można by ją ususzyć i powiesić na drzwiach, ale chyba nie chcemy straszyć potencjalnych gości - powiedział z lekkim uśmiechem.
Pomysł sprzedania tego mieszkania i kupienia czegoś gdzieś indziej nie brzmiał źle, ale... nie napawał również entuzjazmem. Był neutralny i Jessie rozejrzał się dookoła, zastanawiając się nad tym.
Wcześniej, jeszcze przed wyjazdem z wujkami do Egiptu, zaczął zastanawiać się, czy nie powinien wreszcie zacząć szukać czegoś na własność, na wynajem, i się wyprowadzić. Ta myśl plątała mu się w głowie, kiedy z rodzeństwem nocował w domu cioci Amelii, w Egipcie, przed spotkaniem z Electrą... Ostatnio ta myśl wróciła do niego, ale musiał sam sobie powiedzieć "nie", bo po pożarze ceny mieszkań poszły w górę, a jeszcze dużo wydatków było przed nimi. To nie był dobry moment na myślenie o wyprowadzce od rodziny. Może kiedyś...
-Nie musimy wracać... - powtórzył po matce i westchnął -ale nie musimy też uciekać. Jeżeli Rita albo Theo będą woleli się przenieść, nie będę naciskał, żeby zostać, ale jeśli o mnie chodzi, możemy spokojnie tu wrócić.
Jako prezent dla Rity myślał właśnie o kupieniu jej sukienki - w końcu w pożarze straciła tyle ubrań, i chociaż mogła wytrzymać trochę dłużej bez kolczyków (prawda?), tak ubrań powinna mieć więcej, niż tylko na kilka dni.
-Myślałem właśnie o jakiejś sukience, żeby prezent był też praktyczny, ale myślałem, żeby jej kupić coś, co będę mógł wybrać sam, bez obawy, że... no wiesz... kolor będzie nieodpowiedni, ale zawsze wraca temat sukienki, więc kolejny raz muszę cię poprosić, żebyś mi pomogła i uchroniła nas przed kolorystyczną tragedią.
Nawet gdyby znaleźli jakieś inne krzesło, które nie rozpadłoby się po pierwszym dotyku, nie byłoby to to samo. To nie byłoby to krzesło i tak, mogli je poskładać transmutacją, ale widok zaklęcia, lecącego wprost na to krzesło i moment, w którym to się roztrzaskało, sprawił, że chęć wyżycia się na nim zaczęła z Jessiego po prostu uchodzić. I może było mu odrobinę przykro, że nie mógł go sam wyrzucić przez okno, ale nie aż tak, żeby nad tym ubolewać dłużej, niż dwie sekundy.
Niestety, utrzymanie Londynu w stanie przynajmniej takim, w jakim był teraz, a najlepiej w stanie lepszym, bez kolejnych pożarów, bez kolejnych katastrof, bez kolejnej paniki, umierających ludzi, wzajemnej nienawiści i niszczenia dobytku było poza zasięgiem możliwości nie tylko Charlotte. Zdarzenie z początku września pokazało, że niczego nie można było być pewnym. Szczególnie własnego bezpieczeństwa.
-Co miałbym niby z nią zrobić, gdybyś mogła mi ją ofiarować? Nie sądzę, żeby była gustownym przyciskiem do papieru. Niby można by ją ususzyć i powiesić na drzwiach, ale chyba nie chcemy straszyć potencjalnych gości - powiedział z lekkim uśmiechem.
Pomysł sprzedania tego mieszkania i kupienia czegoś gdzieś indziej nie brzmiał źle, ale... nie napawał również entuzjazmem. Był neutralny i Jessie rozejrzał się dookoła, zastanawiając się nad tym.
Wcześniej, jeszcze przed wyjazdem z wujkami do Egiptu, zaczął zastanawiać się, czy nie powinien wreszcie zacząć szukać czegoś na własność, na wynajem, i się wyprowadzić. Ta myśl plątała mu się w głowie, kiedy z rodzeństwem nocował w domu cioci Amelii, w Egipcie, przed spotkaniem z Electrą... Ostatnio ta myśl wróciła do niego, ale musiał sam sobie powiedzieć "nie", bo po pożarze ceny mieszkań poszły w górę, a jeszcze dużo wydatków było przed nimi. To nie był dobry moment na myślenie o wyprowadzce od rodziny. Może kiedyś...
-Nie musimy wracać... - powtórzył po matce i westchnął -ale nie musimy też uciekać. Jeżeli Rita albo Theo będą woleli się przenieść, nie będę naciskał, żeby zostać, ale jeśli o mnie chodzi, możemy spokojnie tu wrócić.
Jako prezent dla Rity myślał właśnie o kupieniu jej sukienki - w końcu w pożarze straciła tyle ubrań, i chociaż mogła wytrzymać trochę dłużej bez kolczyków (prawda?), tak ubrań powinna mieć więcej, niż tylko na kilka dni.
-Myślałem właśnie o jakiejś sukience, żeby prezent był też praktyczny, ale myślałem, żeby jej kupić coś, co będę mógł wybrać sam, bez obawy, że... no wiesz... kolor będzie nieodpowiedni, ale zawsze wraca temat sukienki, więc kolejny raz muszę cię poprosić, żebyś mi pomogła i uchroniła nas przed kolorystyczną tragedią.