14.12.2025, 01:11 ✶
Kobieta w swetrze przedstawiła się jako egzorcystka. O ile Lazarus wiedział, egzorcystów było mniej na rynku, niż klątwołamaczy, więc potencjalnie była użytecznym kontaktem. Choć na pierwszy rzut oka dość… uciążliwym.
Pominął milczeniem uwagę o swoim nazwisku - nie miał pojęcia, jaka była jego geneza i nie widział sensu tego roztrząsać. Wybrał je zamiast mugolskiego nazwiska ojca z czysto pragmatycznych powodów. Nie zdołał za to zignorować ”świetnego kochanka” i prawie zakrztusił się swoim grzańcem, zanim dotarło do niego, że nieznajoma nic nie insynuuje, tylko po prostu nadal żartuje sobie z jego nazwiska. Gra słów nienajwyższych lotów. Dobrze, że Ceolsige zareagowała.
Posłał jej znad kubka nieco bezradne spojrzenie. Wyglądała na rozbawioną. Westchnął cicho, zbierając siły. Kiedy podniósł wzrok na Nordgesim, jego twarz przybrała ten sam spokojny, kontrolowany wyraz, który prezentował codziennie w Ministerstwie Magii.
Dlaczego pajęczaki?
Bo działały zupełnie inaczej, niż ludzie. Bo były fascynująco różnorodną grupą zwierząt. Bo ich sposób poruszania był hipnotyzujący, a kiedy wzięło się je na ręce - delikatny i dziwny. Bo strasznie śmiesznie wyglądały, kiedy były zdenerwowane - nie, żeby kiedykolwiek robił to specjalnie Lethe albo Solowi. Poza tym - to nie były tylko pajęczaki. Lazarus generalnie lubił stawonogi. Owady na przykład, z ich zdolnością do całkowitej przebudowy swojego organizmu i niemalże świadomym sposobem, w jaki działały jako rój…
- Od dziecka lubię je obserwować - powiedział tylko, ledwie dostrzegalnie wzruszając ramionami. To nie odpowiadało na jej pytanie, ale miał wrażenie, że kobieta nie jest zainteresowana. Ludzie czasem robili takie rzeczy - pytali, nie dbając zbytnio o odpowiedź - i Lazarusowi wiele lat zajęło zauważenie tego, ale teraz już wiedział.
Ceolsige jednakże nie miała zwyczaju pytać o sprawy, które jej nie obchodziły.
- Terraria… Doradzono mi kiedyś zaopiekowanie się jakimś zwierzęciem, a pająki pasują do mojego trybu życia - z cieniem uśmiechu zaoferował nieco bardziej treściwą odpowiedź - Niespodziewany wyjazd służbowy nie jest dla nich problemem.
Jaką też mroczną tajemnicę mogła podejrzewać?
Miał sowę, oczywiście, ale sowa doskonale radziła sobie bez niego. I łatwiej było znaleźć kogoś, kto by się nią zaopiekował, gdyby Lazarusa zabrakło.
- Prawdę mówiąc, rozważam dodanie trzeciego - podzielił się, bardziej na użytek swej starej znajomej, niż... nowej.
Pominął milczeniem uwagę o swoim nazwisku - nie miał pojęcia, jaka była jego geneza i nie widział sensu tego roztrząsać. Wybrał je zamiast mugolskiego nazwiska ojca z czysto pragmatycznych powodów. Nie zdołał za to zignorować ”świetnego kochanka” i prawie zakrztusił się swoim grzańcem, zanim dotarło do niego, że nieznajoma nic nie insynuuje, tylko po prostu nadal żartuje sobie z jego nazwiska. Gra słów nienajwyższych lotów. Dobrze, że Ceolsige zareagowała.
Posłał jej znad kubka nieco bezradne spojrzenie. Wyglądała na rozbawioną. Westchnął cicho, zbierając siły. Kiedy podniósł wzrok na Nordgesim, jego twarz przybrała ten sam spokojny, kontrolowany wyraz, który prezentował codziennie w Ministerstwie Magii.
Dlaczego pajęczaki?
Bo działały zupełnie inaczej, niż ludzie. Bo były fascynująco różnorodną grupą zwierząt. Bo ich sposób poruszania był hipnotyzujący, a kiedy wzięło się je na ręce - delikatny i dziwny. Bo strasznie śmiesznie wyglądały, kiedy były zdenerwowane - nie, żeby kiedykolwiek robił to specjalnie Lethe albo Solowi. Poza tym - to nie były tylko pajęczaki. Lazarus generalnie lubił stawonogi. Owady na przykład, z ich zdolnością do całkowitej przebudowy swojego organizmu i niemalże świadomym sposobem, w jaki działały jako rój…
- Od dziecka lubię je obserwować - powiedział tylko, ledwie dostrzegalnie wzruszając ramionami. To nie odpowiadało na jej pytanie, ale miał wrażenie, że kobieta nie jest zainteresowana. Ludzie czasem robili takie rzeczy - pytali, nie dbając zbytnio o odpowiedź - i Lazarusowi wiele lat zajęło zauważenie tego, ale teraz już wiedział.
Ceolsige jednakże nie miała zwyczaju pytać o sprawy, które jej nie obchodziły.
- Terraria… Doradzono mi kiedyś zaopiekowanie się jakimś zwierzęciem, a pająki pasują do mojego trybu życia - z cieniem uśmiechu zaoferował nieco bardziej treściwą odpowiedź - Niespodziewany wyjazd służbowy nie jest dla nich problemem.
Jaką też mroczną tajemnicę mogła podejrzewać?
Miał sowę, oczywiście, ale sowa doskonale radziła sobie bez niego. I łatwiej było znaleźć kogoś, kto by się nią zaopiekował, gdyby Lazarusa zabrakło.
- Prawdę mówiąc, rozważam dodanie trzeciego - podzielił się, bardziej na użytek swej starej znajomej, niż... nowej.