Guinevere odznaczała się prawdziwie anielską cierpliwością, jeśli chodziło o jej pacjentów – widziała wszak już chyba wszystko, każdą możliwą reakcje, i ta Olivera/Marcusa zupełnie jej nie zaskoczyła. Wypuściła powietrze przez nos trochę głośniej, powstrzymując się przy tym od przewrócenia oczami.
– Nawet jeśli to dym, to masz podrażnione oczy i powieki. Oczy od dymu, a powieki od szkła. Dam ci na to maści, żeby to się ładnie zagoiło, ale chyba nie chcesz, żeby skóra zarosła ze szkłem w środku, co? – ludzie potrafili być strasznie niemądrzy, jeśli się czegoś bali. A potem Oliver zaczął trzeć oczy, co spotkało się już z reakcja Ginny. W jednej dłoni trzymała kubek z wodą, ale drugą złapała jego dłoń, by go powstrzymać. – Nie rób tego. Możesz jakieś odłamki wprowadzić do środka – tak, celowo mówiła mu takie okropne rzeczy, żeby go wystraszyć i zszokować. Zwykle to na ludzi działało. – Możesz sobie sam oczy przepłukać, jeśli to ci jakoś pomoże. Tę wodę dopiero co wyczarowałam – i gotowa mu była wsadzić w rękę ten kubek.