13.12.2025, 00:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2025, 20:34 przez Lucy Rosewood.)
Londyn był całkiem przyjemnym miejscem. Nie kochała go może swoim całym sercem, a gdy ktoś deklarował, że nie było lepszego miasta pod całym słońcem, Lucy zdecydowanie wzdychała, ale serce Anglii, nawet jeśli obecnie nieco nadpalone, nie było złe i trochę żałowała, że nie mogła jeszcze wrócić do swojej agencji.
Chciała jednak pokazać trochę Londynu Gabrielowi, a jego protesty tylko ją zachęcały, i chociaż nie żałowała swojej decyzji, to szybko zrozumiała, że nie potrafiła jednak tak skutecznie ignorować jego gadania, jak myślała, że potrafi.
Weszli do Dziurawego Kotła. Słysząc słowa drugiego wampira Lucy spojrzała w jego stronę i uraczyła pojedynczym uśmiechem.
– Nie – odpowiedziała krótko. – I nie dąsaj się tak, bo wszyscy uznają cię za marudnego Francuza, którego należy podsiąść.
Gdy wreszcie znaleźli miejsce, Lucy zdjęła swój cieńki płaszcz ukazując beżową bluzkę i długie, brązowe spodnie, które miała na siebie założone.
– To grzaniec. Nie wino – odpowiedziała, przyglądając się próbom degustacjnym Gabriela, a następnie bez żadnego problemu przejęła od niego kubeczek. – To że oni nie potrafią tego odróżnić, to już ich problem.
Upiła trochę błyszczącego się napoju. A potem jeszcze trochę. I znowu trochę. I zanim się zorientowała jeden kubeczek, chociaż mały, był już opróżniony. – Idealne. Jestem zaskoczona, że nie przesadzili z przyprawami.
Gdy spytał się jej o agencję, Lucy spochmurniała nieco i sięgnęła po kolejną próbkę grzańca. Kolejny łyk. Spochmurniała jeszcze bardziej i odsunęła od siebie naczynie. Ten był zdecydowanie zbyt gorzki.
– Remont nie jest problemem – westchnęła ciężko, również przechodząc na angielski. – Ogień jej nie dotknął, ale jest tam dziwna runa. Muszę sprowadzić kogoś, kto na nią zerknie.
Chciała jednak pokazać trochę Londynu Gabrielowi, a jego protesty tylko ją zachęcały, i chociaż nie żałowała swojej decyzji, to szybko zrozumiała, że nie potrafiła jednak tak skutecznie ignorować jego gadania, jak myślała, że potrafi.
Weszli do Dziurawego Kotła. Słysząc słowa drugiego wampira Lucy spojrzała w jego stronę i uraczyła pojedynczym uśmiechem.
– Nie – odpowiedziała krótko. – I nie dąsaj się tak, bo wszyscy uznają cię za marudnego Francuza, którego należy podsiąść.
Gdy wreszcie znaleźli miejsce, Lucy zdjęła swój cieńki płaszcz ukazując beżową bluzkę i długie, brązowe spodnie, które miała na siebie założone.
– To grzaniec. Nie wino – odpowiedziała, przyglądając się próbom degustacjnym Gabriela, a następnie bez żadnego problemu przejęła od niego kubeczek. – To że oni nie potrafią tego odróżnić, to już ich problem.
Upiła trochę błyszczącego się napoju. A potem jeszcze trochę. I znowu trochę. I zanim się zorientowała jeden kubeczek, chociaż mały, był już opróżniony. – Idealne. Jestem zaskoczona, że nie przesadzili z przyprawami.
Gdy spytał się jej o agencję, Lucy spochmurniała nieco i sięgnęła po kolejną próbkę grzańca. Kolejny łyk. Spochmurniała jeszcze bardziej i odsunęła od siebie naczynie. Ten był zdecydowanie zbyt gorzki.
– Remont nie jest problemem – westchnęła ciężko, również przechodząc na angielski. – Ogień jej nie dotknął, ale jest tam dziwna runa. Muszę sprowadzić kogoś, kto na nią zerknie.