Nora dbała o swoich bliskich i o bliskich swoich bliskich. Bardzo łatwo jej to przychodziło, a skoro Ambroise polecił jej usługi Fenwicka, to spodziewała się, że się znają, więc całkiem proste było to, że starała się być dla niego po prostu miła. Nie miała pojęcia, czy miał kogoś, kto mu robił kanapki, ale jedzenia w drodze nigdy zbyt wiele, szczególnie takiego od serca, a kiedy sama już coś przygotowywała dla kogoś, to zawsze było to odpowiednio dopieszczone.
- To wspaniale, będę pamiętać na przyszłość. - Być może kiedyś znowu się dowie o tym, że miał wyruszyć w drogę, nie spodziewała się jednak, że dojdzie do tego tak szybko... Teraz przynajmniej nie musiała się będzie zastanawiać nad jego upodobaniami smakowymi, chociaż czasem lubiła zaskakiwać osoby, którym szykowała jedzenie i sprawdzać ich reakcje na nowe przysmaki.
- Cóż, niestety dosyć szybko zdałam sobie sprawę z tego, że nic, nigdy nie zrobi się samo. Trzeba poświęcić temu odpowiednią ilość czasu i pracy, ale jest warto, warto kiedy widać efekty. - Figgówna była okropnie pracowita, już za czasów kiedy pomagała babci w karczmie w Dolinie, gdy jednak otworzyła swój własny lokal musiała dawać z siebie jeszcze więcej, bo tylko i wyłącznie od niej samej zależało to, czy wszystko jej się powiedzie. Niosło to za sobą pewne wyrzeczenia, rzadko kiedy można było ją spotkać poza cukiernią, ale przynosiło to oczekiwane efekty. Ludzie lubili tu przychodzić, a ona lubiła ludzi, lubiła ich uszczęśliwiać swoimi wypiekami, więc wszyscy byli zadowoleni.
- Wiesz, zainwestowałam w to miejsce tyle pieniędzy, że po prostu musi mi na tym zależeć. - Jak wiadomo nieruchomości w tym miejscu... były okropnie drogie, nie miała za bardzo innego wyboru, żeby trzymać wszystko w ryzach.
Skinęła tylko głową, gdy potwierdził, że wszystko się udało. Nie pytała co, nie musiała tego wiedzieć, z grzeczności chyba w ogóle padło z jej ust to pytanie. Nie było w nim niczego nadzwyczajnego, ktoś wyjeżdżał, w jego przypadku wiązało się to jeszcze z dość niebezpiecznym zawodem, więc gdy wracał to miała w zwyczaju pytać o to, czy wypad się udał. Gdyby się nie udał, to spytałaby jak bardzo, próbowała nieco pocieszyć, jeśli jednak się udał to nie musiała nic mówić.
Obrączka była całkiem wymownym symbolem. Najwyraźniej postanowił tutaj zostać ze względu na to, że miał kogoś bliskiego, to był bardzo dobry powód do tego, by nie ruszać w drogę. Miała ochotę zapytać go, dlaczego nie poprosił ją o tort na ślub, a może zamówił gdzieś indziej? Nie zrobił by jej chyba tego... musiał być tort na ślubie, na pewno jakiś był. Odsunęła jednak od siebie te myśli.
- Skoro tak mówisz, mam wrażenie, że dla Was klątwołamaczy pojęcie dzikości jest nieco inne od ludzi takich, jak ja. - Dla Nory nawet głupi wypad na weekend do Paryża był dziki, bo całe swoje życie spędziła w Wielkiej Brytanii, był taki moment, kiedy miała wyprowadzić się tam na czas stażu, ale nic z tego nie wyszło, bo trafiło jej się dziecko niespodzianka.
- W takim wypadku życzę powodzenia. - No, żeby klient nie był za bardzo uparty, czy coś.
Musiała zadać to pytanie o słodycze, nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła, zawsze, kiedy zaczynała nawiązywać z kimś relację to pytanie padało. Musiała wiedzieć, co może im podsyłać w listach, aby chociaż odrobinę umilić dzień.
Przewróciła oczami. - No dobra, to dlatego, że nie jesteś stąd, dla Ciebie to klasyka, przy tym co tutaj tworzę to egzotyka, czy tego chcesz, czy nie ten wybór wyróżnia Cię na tle moich innych znajomych. - Musiała najwyraźniej nieco wytłumaczyć mu swój punkt widzenia.
- Tak, może zanim zrobię to oficjalnie wyślę Ci kilka próbek, wiesz, pójdziesz na pierwszy ogień jako specjalista. - Często wykorzystwała najbliższych do tego, aby testowali jej wypieki, w tym wypadku zdecydowanie nie mogła zmarnować jego potencjału.
- Coś jeszcze lubisz jeść z takich egzotycznych słodyczy, które raczej trudno tutaj dostać? - Zapytała bardzo niewinnie, a w głowie już widziała te wszystkie nowe smaki, którymi będzie mogła zacząć niedługo raczyć swoich klientów.