10.12.2025, 21:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.12.2025, 21:16 przez Brenna Longbottom.)
W pobliżu drinków z Atreusem
Wizyta u Philippy Barclay uczyniła cuda, wyjaśniła krótko, w myślach, gdy posłał jej krzywe spojrzenie, już nie wdając się w niewątpliwie mało interesujące szczegóły czyli że wymagało to od niej pozbycia się części wspomnień, że podpaliła Phil biurko i popłakała się na środku gabinetu ani że jeszcze przez kolejny tydzień czasem wracały halucynacje. Chyba Brenna była trochę zaskoczona, że w ogóle zwrócił uwagę na to, co powiedziała na weselu – a i sama, może z uwagi na bimber Geralta, niektórych elementów uroczystości nie zapamiętała zbyt dobrze…
– Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna. Zresztą raczej nie wpadamy na siebie za często.
Owszem, Anthony był, jak to ujął Morpheus drugą częścią jego duszy, ale Shafiq nie bywał w Warowni za jej pamięci, a chociaż zdarzyło się im parę razy rozmawiać, trudno było mówić tutaj o jakiejkolwiek znajomości i Brenna raczej nie przewidywała, aby miało się to w przyszłości zmienić, bo dzielił ich wiek, odmienne ścieżki zawodowe i nawet inne grona znajomości.
– Co w takim razie wolisz? Poza magicznymi drinkami? Czekaj, może zgadnę: piwo z Rejwachu, koniecznie z nieumytej szklanki… – rzuciła cicho, żartobliwie, przesuwając się nieco, by przepuścić jakąś parę. – Hej, ogień był nieszkodliwy. I w ogóle musisz przyznać, że efekty były dużo łagodniejsze niż zmiana w elfa. Inna sprawa, że barman, którego zatrudniłam, pewnie nie umiałby takich przygotować… Przysięgam, że ten niedźwiedź pojawił się tam sam z siebie – dodała jeszcze szybko, jakby nagle do niej dotarło, że mogło to wyglądać, jakby tamtą przemianę wywołał któryś drink. Te tymczasem głównie dodawały energii podczas tańca, mogły wywołać chęć do śpiewu – ale możliwą do zwalczenia – czy sprawić, że ktoś stawał się bardziej sprawny fizycznie… no i dobrze, zionął niebieskim ogniem.
Zamilkła, gdy tuż obok, para też biorąca drinki, zaczęła rozmawiać na tyle głośno, że Brenna wyłapała nazwisko Lestrange. Obejrzała się za kobietą, a chociaż maska dobrze skrywała wyraz jej twarzy, to uśmiech spełzł jej z ust. Czy cierpiała na pewnego rodzaju paranoję? Zapewne. Ale jeżeli Laurence Lestrange wyjechał akurat na Spaloną Noc… czy mogło się tak stać, bo inaczej natychmiast wezwano by go do Ministerstwa…? A potrzebował pretekstu, by tam nie być tej nocy…?
Wizyta u Philippy Barclay uczyniła cuda, wyjaśniła krótko, w myślach, gdy posłał jej krzywe spojrzenie, już nie wdając się w niewątpliwie mało interesujące szczegóły czyli że wymagało to od niej pozbycia się części wspomnień, że podpaliła Phil biurko i popłakała się na środku gabinetu ani że jeszcze przez kolejny tydzień czasem wracały halucynacje. Chyba Brenna była trochę zaskoczona, że w ogóle zwrócił uwagę na to, co powiedziała na weselu – a i sama, może z uwagi na bimber Geralta, niektórych elementów uroczystości nie zapamiętała zbyt dobrze…
– Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna. Zresztą raczej nie wpadamy na siebie za często.
Owszem, Anthony był, jak to ujął Morpheus drugą częścią jego duszy, ale Shafiq nie bywał w Warowni za jej pamięci, a chociaż zdarzyło się im parę razy rozmawiać, trudno było mówić tutaj o jakiejkolwiek znajomości i Brenna raczej nie przewidywała, aby miało się to w przyszłości zmienić, bo dzielił ich wiek, odmienne ścieżki zawodowe i nawet inne grona znajomości.
– Co w takim razie wolisz? Poza magicznymi drinkami? Czekaj, może zgadnę: piwo z Rejwachu, koniecznie z nieumytej szklanki… – rzuciła cicho, żartobliwie, przesuwając się nieco, by przepuścić jakąś parę. – Hej, ogień był nieszkodliwy. I w ogóle musisz przyznać, że efekty były dużo łagodniejsze niż zmiana w elfa. Inna sprawa, że barman, którego zatrudniłam, pewnie nie umiałby takich przygotować… Przysięgam, że ten niedźwiedź pojawił się tam sam z siebie – dodała jeszcze szybko, jakby nagle do niej dotarło, że mogło to wyglądać, jakby tamtą przemianę wywołał któryś drink. Te tymczasem głównie dodawały energii podczas tańca, mogły wywołać chęć do śpiewu – ale możliwą do zwalczenia – czy sprawić, że ktoś stawał się bardziej sprawny fizycznie… no i dobrze, zionął niebieskim ogniem.
Zamilkła, gdy tuż obok, para też biorąca drinki, zaczęła rozmawiać na tyle głośno, że Brenna wyłapała nazwisko Lestrange. Obejrzała się za kobietą, a chociaż maska dobrze skrywała wyraz jej twarzy, to uśmiech spełzł jej z ust. Czy cierpiała na pewnego rodzaju paranoję? Zapewne. Ale jeżeli Laurence Lestrange wyjechał akurat na Spaloną Noc… czy mogło się tak stać, bo inaczej natychmiast wezwano by go do Ministerstwa…? A potrzebował pretekstu, by tam nie być tej nocy…?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.