09.12.2025, 16:48 ✶
W dłoni Dory zaigrało światło, dziwnie słabe: może przez zestresowanie, a może dlatego, że jej palce zgrabiały wręcz z zimna. Rzucało blask na najbliższą okolicę, wyciągając z mroku ściany, podłogę… żadnych okien. Musiała skręcić albo od jakiegoś odizolowanego korytarza, albo w swojej ślepej ucieczce zbiegła w dół, do podziemi. Nieprzyjemny zapach wwiercał się w nozdrza, charakterystyczny dla miejsc, do których bardzo długo wdzierała się wilgoć i zimno, i w których nikt raczej regularnie nie wietrzył.
Krok i blask padł na kości, leżące w korytarzu.
Kości bez wątpienia ludzkie. Dora nie była może uzdrowicielką, ale kiedyś pragnęła nią zostać i mogła to rozpoznać, podobnie jak to, że po pierwsze, leżały tutaj od dawna, po drugie, że gdyby ktoś po prostu tu umarł… nie wyglądałyby w ten sposób. Rozwleczono je po korytarzu, i wyglądały na poobgryzane, ale tu nie mogła mieć pewności, i przez ich wiek, i to, że nie ukończyła edukacji. Obok nich leżała jakaś szmata w strzępach… która po bliższym przyjrzeniu okazałaby się gobelinem, który zdarto ze ściany albo spadł ze starości (choć po co komuś gobelin w podziemiach…?) A rozglądając się nie była pewna, z której strony przyszła – miała do wyboru tylko dwa kierunki, więc w teorii nie robiło to wielkiej różnicy, ale równie dobrze mogła wejść w głąb trzewi zamku McClivertów, jak i wrócić na górę.
Potem jej wzrok padł na mur, pod którym leżała największa ilość kości: i zdało się jej, że dostrzega na nim jakieś znaki, ale tak zatarte, że nie była pewna, co miały oznaczyć.
Byli potworami, więc w potwory je zamieniliśmy.
Czyjś głos rozbrzmiał w korytarzu, choć nikogo nie widziała.
*
Gdy Thomas dotarł do krańca korytarza, dostrzegł już tylko schody, wiodące w dół. Ktokolwiek tędy przebiegł – jeżeli to zrobił – poruszał się szybciej od niego i zdążył się oddalić. Zdało mu się jeszcze, że usłyszał kroki, ale było to gdzieś niżej, i zaraz umilkło.
Za to sekundę później rozbrzmiał śmiech. A chwilę później, dobiegające śpiewnym tonem.
Konsi, konsa, ta dziewczyna jest już nasza!
Ogarnęło go zimno. Duch przemknął przez niego i błyskawicznie zfrunął w dół, po schodach, a potem znikł mu z oczu, zanosząc się śmiechem. Nie zdołał się mu przyjrzeć, ale to raczej nie jego wcześniej widział - tamta osoba zdawała się nieco bardziej... materialna.
/Odpisy do 13.12/
Krok i blask padł na kości, leżące w korytarzu.
Kości bez wątpienia ludzkie. Dora nie była może uzdrowicielką, ale kiedyś pragnęła nią zostać i mogła to rozpoznać, podobnie jak to, że po pierwsze, leżały tutaj od dawna, po drugie, że gdyby ktoś po prostu tu umarł… nie wyglądałyby w ten sposób. Rozwleczono je po korytarzu, i wyglądały na poobgryzane, ale tu nie mogła mieć pewności, i przez ich wiek, i to, że nie ukończyła edukacji. Obok nich leżała jakaś szmata w strzępach… która po bliższym przyjrzeniu okazałaby się gobelinem, który zdarto ze ściany albo spadł ze starości (choć po co komuś gobelin w podziemiach…?) A rozglądając się nie była pewna, z której strony przyszła – miała do wyboru tylko dwa kierunki, więc w teorii nie robiło to wielkiej różnicy, ale równie dobrze mogła wejść w głąb trzewi zamku McClivertów, jak i wrócić na górę.
Potem jej wzrok padł na mur, pod którym leżała największa ilość kości: i zdało się jej, że dostrzega na nim jakieś znaki, ale tak zatarte, że nie była pewna, co miały oznaczyć.
Byli potworami, więc w potwory je zamieniliśmy.
Czyjś głos rozbrzmiał w korytarzu, choć nikogo nie widziała.
*
Gdy Thomas dotarł do krańca korytarza, dostrzegł już tylko schody, wiodące w dół. Ktokolwiek tędy przebiegł – jeżeli to zrobił – poruszał się szybciej od niego i zdążył się oddalić. Zdało mu się jeszcze, że usłyszał kroki, ale było to gdzieś niżej, i zaraz umilkło.
Za to sekundę później rozbrzmiał śmiech. A chwilę później, dobiegające śpiewnym tonem.
Konsi, konsa, ta dziewczyna jest już nasza!
Ogarnęło go zimno. Duch przemknął przez niego i błyskawicznie zfrunął w dół, po schodach, a potem znikł mu z oczu, zanosząc się śmiechem. Nie zdołał się mu przyjrzeć, ale to raczej nie jego wcześniej widział - tamta osoba zdawała się nieco bardziej... materialna.
/Odpisy do 13.12/