08.12.2025, 23:52 ✶
Gabriel uniósł na moment lewą brew w geście zdziwienia na te rewelacje o elfach, zastanawiając się czy swoją pomyłkę zmienić na zagubienie w translacji, czy może fakt, że identycznych słów młogłby użyć w stosunku do mugoli…
Wiedząc jednak, że stosunki w Anglii są dość napięte, a ludzie ochoczo krzyczą o jebaniu mugoli, tylko jedni chcieliby to czynić rekreacyjnie, a drudzy raczej ostatecznie… Wolał milczeć niż narazić się, jeśli jego rozmówczyni należała do skrajności. W końcu dopiero się poznawali, a to co mówiła, to jaka była… daleko temu było do nieznośnego i mało wnoszącego brzęczenia.
- Byłby z niego wspaniały wampir, pozwolę sobie zauważyć. Choć niewątpliwie nasza alergia na słońce nie sprzyja badaniom flory, szczęśliwie ma się od tego pieniądze i ludzi. - Zamyślił się. On nie miał w sumie ani jednego, ani drugiego… - To znaczy, można mieć od tego ludzi i pieniądze. A William zdaje się mógłby zorganizować sobie co najmniej jedno z nich i zpaewnić sobie tym drugie, z resztą… mniejsza. Chciałbym zobaczyć wampira, który udźwignie pełen żołądek tej czarnej krwi. - mimowolnie podostrzyły mu się zęby w uśmiechu, który niósł jednak w sobie więcej lekkości i żartobliwości, aniżeli groźby.
Potem jednak atmosfera stężała. Oranżeria straszyła. Nie żeby się bał, nikt jednak nie lubi oberwać czarnomagicznym gównem w twarz.
- Jesteś pewna, że to nie iluzja? - zamyślił się. Magia rozproszenia niegdyś była jego broszką, ale z czasem i toczącą jego duszę chorobą, opuścił gardę. Jej pewność siebie jednak zachwycała, na swój sposób sprawiając, że mimo, że była tylko człowiekiem nabrał do niej szacunku nieco większego niż łaskawe odroczenie testowania zimnej krwi.
- Ta róża… ktoś tu ją pozostawił? Czy ta doniczka nie jest nieco za mała? - dopytywał, chociaż umiał wyczuć w powietrzu ludzkie zaniepokojenie. Kobieta nie bała się, ale też jej obecne odczucia dalekie były od komfortu toczonej przed momentem rozmowy.
Wiedząc jednak, że stosunki w Anglii są dość napięte, a ludzie ochoczo krzyczą o jebaniu mugoli, tylko jedni chcieliby to czynić rekreacyjnie, a drudzy raczej ostatecznie… Wolał milczeć niż narazić się, jeśli jego rozmówczyni należała do skrajności. W końcu dopiero się poznawali, a to co mówiła, to jaka była… daleko temu było do nieznośnego i mało wnoszącego brzęczenia.
- Byłby z niego wspaniały wampir, pozwolę sobie zauważyć. Choć niewątpliwie nasza alergia na słońce nie sprzyja badaniom flory, szczęśliwie ma się od tego pieniądze i ludzi. - Zamyślił się. On nie miał w sumie ani jednego, ani drugiego… - To znaczy, można mieć od tego ludzi i pieniądze. A William zdaje się mógłby zorganizować sobie co najmniej jedno z nich i zpaewnić sobie tym drugie, z resztą… mniejsza. Chciałbym zobaczyć wampira, który udźwignie pełen żołądek tej czarnej krwi. - mimowolnie podostrzyły mu się zęby w uśmiechu, który niósł jednak w sobie więcej lekkości i żartobliwości, aniżeli groźby.
Potem jednak atmosfera stężała. Oranżeria straszyła. Nie żeby się bał, nikt jednak nie lubi oberwać czarnomagicznym gównem w twarz.
- Jesteś pewna, że to nie iluzja? - zamyślił się. Magia rozproszenia niegdyś była jego broszką, ale z czasem i toczącą jego duszę chorobą, opuścił gardę. Jej pewność siebie jednak zachwycała, na swój sposób sprawiając, że mimo, że była tylko człowiekiem nabrał do niej szacunku nieco większego niż łaskawe odroczenie testowania zimnej krwi.
- Ta róża… ktoś tu ją pozostawił? Czy ta doniczka nie jest nieco za mała? - dopytywał, chociaż umiał wyczuć w powietrzu ludzkie zaniepokojenie. Kobieta nie bała się, ale też jej obecne odczucia dalekie były od komfortu toczonej przed momentem rozmowy.