06.12.2025, 23:12 ✶
Mężczyzna zaciągnął się wszechobecnym smrodem spalenizny i przekroczył próg domostwa Helloise, ulegając niezwerbalizowanemu ponagleniu. Obejrzał się nawet za siebie, ale sam nie był pewien tego, czego tam szukał prócz zamkniętych drzwi.
- Niechaj będzie pochwalone imię Matki - skinął do niej głową, od razu grzebiąc w podróżnej, skórzanej torbie, jaką miał przewieszoną przez ramię. - Przyszedłem nie w porę? Nie bój się mnie wygonić jeśli tak, nie lubię się narzucać. - Czasami nie lubił w ogóle być z ludźmi i chyba za bardzo do tego nawykł. Odkąd wrócił ze swojej najdłuższej zamorskiej wyprawy, miał wrażenie, że... zdziczał. Jakby zostawił tam za wielką wodą część siebie. Teraz może nie było go aż tak długo, ale to wciąż było coś, co obarczyło jego duszę skutkami długiej rozłąki. Na statku nikt się z nim nie witał. Nikt go nie obejmował na powitanie, nikt się nie uśmiechał, nikt nie łapał go za rękę i nie prowadził w miejsca. Okazywało się, że charyzmatyczność mogła zawierać w sobie absurdalnie wielkie pokłady dziwactwa i niezręczności. - Przyniosłem ci coś w prezencie. Dzięki bogom moje zapasy nie spłonęły w pożarach, więc mogłem dalej eksperymentować. - To powiedziawszy wyciągnął spory flakon z ukiszonym syropem, który wręczył jej już teraz, jeszcze zanim wszedł w głąb izby.
- Niechaj będzie pochwalone imię Matki - skinął do niej głową, od razu grzebiąc w podróżnej, skórzanej torbie, jaką miał przewieszoną przez ramię. - Przyszedłem nie w porę? Nie bój się mnie wygonić jeśli tak, nie lubię się narzucać. - Czasami nie lubił w ogóle być z ludźmi i chyba za bardzo do tego nawykł. Odkąd wrócił ze swojej najdłuższej zamorskiej wyprawy, miał wrażenie, że... zdziczał. Jakby zostawił tam za wielką wodą część siebie. Teraz może nie było go aż tak długo, ale to wciąż było coś, co obarczyło jego duszę skutkami długiej rozłąki. Na statku nikt się z nim nie witał. Nikt go nie obejmował na powitanie, nikt się nie uśmiechał, nikt nie łapał go za rękę i nie prowadził w miejsca. Okazywało się, że charyzmatyczność mogła zawierać w sobie absurdalnie wielkie pokłady dziwactwa i niezręczności. - Przyniosłem ci coś w prezencie. Dzięki bogom moje zapasy nie spłonęły w pożarach, więc mogłem dalej eksperymentować. - To powiedziawszy wyciągnął spory flakon z ukiszonym syropem, który wręczył jej już teraz, jeszcze zanim wszedł w głąb izby.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr