06.12.2025, 22:43 ✶
Tegoroczne Yule było naprawdę dziwne.
Choć może Prewettówna powinna się była tego spodziewać, ponieważ od czasu pogrzebu ojca wszystko było dziwne. Matka bardzo przeżyła to wydarzenie, ale jej emocje ciężko byłoby nazwać wyłącznie smutkiem. Icarus zaczął pić, Basil musiał ogarniać nowe rzeczy, a Electra... Czuła się w tym wszystkim zagubiona. Widziała, że świat jej bliskich stanął na głowie, ale nie mogła nic z tym zrobić. Pewnie nie byłaby nawet w stanie ich pocieszyć, bo szczerze mówiąc sama nie odczuła straty Dedalusa aż tak jak oni. Ten fakt czasami napawał ją niepokojem i nasuwał natrętne myśli w stylu Czy ja jestem dobrą osobą?
Nic więc dziwnego, że tegoroczne święta u Prewettów przebiegły w dość specyficznej atmosferze. Matka wolała zrezygnować z rodzinnych obchodów w Keswick na rzecz skromniejszego obiadu z dziećmi. Takie kameralne Yule mogłoby być całkiem przyjemne, gdyby nie fakt, że brak Ariego był jeszcze bardziej odczuwalny. Elise wysyłała jasny sygnał, że bękart nie miał co liczyć na podobne traktowanie co jej dzieci. Basilowi i Electrze oczywiście się to nie spodobało, więc później zorganizowali kolację dla całej trójki rodzeństwa. Ostatecznie było miło, ale napięta atmosfera w domu utrzymywała się przez całe święta.
W pewnym momencie Prewettówna zaczęła mieć po prostu dość, więc chwyciła miotłę i poleciała przed siebie. Latanie zawsze pomagało jej oczyścić myśli, bo musiała skupić się na tym, co ma przed sobą, a nie na przyziemnych problemach. Alternatywą było szycie, ale im dłużej siedziała w pokoju, tym trudniej było nie zwracać uwagi na leżące w kącie książki do owutemów (które do tej pory przeglądała sporadycznie). Miotła była więc tą przyjemniejszą opcją.
Ponieważ pogoda nie była najlepsza, Electra leciała dość nisko. Na tyle nisko, że w pewnym momencie poczuła niezwykle kuszący zapach gorącej czekolady... I nabrała ogromnej ochoty na słodycze. Bez zastanowienia wylądowała, a miotłę rzuciła gdzieś przed wejście do cukierni. Planowała szybko wypić czekoladę i wrócić, ale och, jakie to było pyszne! Pyszne oraz gorące, więc ostatecznie spędziła chwilę w cukierni, delektując się napojem.
Kiedy już wyszła z lokalu, zauważyła kogoś stojącego obok jej miotły. Widząc mundur brygadzisty w pierwszej chwili się przestraszyła, przeklinając w duchu własną bezmyślność. Jednak zaraz potem się uspokoiła, rozpoznając znajomą twarz.
– Hesia! – wykrzyknęła i podeszła do znajomej. – Tak dawno się widziałyśmy! Co tam u ciebie? Już oficjalnie jesteś w brygadzie? – bynajmniej nie próbowała odwrócić uwagi Bletchley, po prostu szczerze się za nią stęskniła. – A to jest moja miotła... Um, przepraszam, że ją tak zostawiłam. Ale chyba nic się nie stało? – spytała z miną niewiniątka.
Choć może Prewettówna powinna się była tego spodziewać, ponieważ od czasu pogrzebu ojca wszystko było dziwne. Matka bardzo przeżyła to wydarzenie, ale jej emocje ciężko byłoby nazwać wyłącznie smutkiem. Icarus zaczął pić, Basil musiał ogarniać nowe rzeczy, a Electra... Czuła się w tym wszystkim zagubiona. Widziała, że świat jej bliskich stanął na głowie, ale nie mogła nic z tym zrobić. Pewnie nie byłaby nawet w stanie ich pocieszyć, bo szczerze mówiąc sama nie odczuła straty Dedalusa aż tak jak oni. Ten fakt czasami napawał ją niepokojem i nasuwał natrętne myśli w stylu Czy ja jestem dobrą osobą?
Nic więc dziwnego, że tegoroczne święta u Prewettów przebiegły w dość specyficznej atmosferze. Matka wolała zrezygnować z rodzinnych obchodów w Keswick na rzecz skromniejszego obiadu z dziećmi. Takie kameralne Yule mogłoby być całkiem przyjemne, gdyby nie fakt, że brak Ariego był jeszcze bardziej odczuwalny. Elise wysyłała jasny sygnał, że bękart nie miał co liczyć na podobne traktowanie co jej dzieci. Basilowi i Electrze oczywiście się to nie spodobało, więc później zorganizowali kolację dla całej trójki rodzeństwa. Ostatecznie było miło, ale napięta atmosfera w domu utrzymywała się przez całe święta.
W pewnym momencie Prewettówna zaczęła mieć po prostu dość, więc chwyciła miotłę i poleciała przed siebie. Latanie zawsze pomagało jej oczyścić myśli, bo musiała skupić się na tym, co ma przed sobą, a nie na przyziemnych problemach. Alternatywą było szycie, ale im dłużej siedziała w pokoju, tym trudniej było nie zwracać uwagi na leżące w kącie książki do owutemów (które do tej pory przeglądała sporadycznie). Miotła była więc tą przyjemniejszą opcją.
Ponieważ pogoda nie była najlepsza, Electra leciała dość nisko. Na tyle nisko, że w pewnym momencie poczuła niezwykle kuszący zapach gorącej czekolady... I nabrała ogromnej ochoty na słodycze. Bez zastanowienia wylądowała, a miotłę rzuciła gdzieś przed wejście do cukierni. Planowała szybko wypić czekoladę i wrócić, ale och, jakie to było pyszne! Pyszne oraz gorące, więc ostatecznie spędziła chwilę w cukierni, delektując się napojem.
Kiedy już wyszła z lokalu, zauważyła kogoś stojącego obok jej miotły. Widząc mundur brygadzisty w pierwszej chwili się przestraszyła, przeklinając w duchu własną bezmyślność. Jednak zaraz potem się uspokoiła, rozpoznając znajomą twarz.
– Hesia! – wykrzyknęła i podeszła do znajomej. – Tak dawno się widziałyśmy! Co tam u ciebie? Już oficjalnie jesteś w brygadzie? – bynajmniej nie próbowała odwrócić uwagi Bletchley, po prostu szczerze się za nią stęskniła. – A to jest moja miotła... Um, przepraszam, że ją tak zostawiłam. Ale chyba nic się nie stało? – spytała z miną niewiniątka.
The older you get the more rules they're gonna try to get you to follow.
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N