06.12.2025, 05:00 ✶
Zamek wydawał się pusty - pomijając oczywiście ich niewielką grupkę. Brakowało w nim rozzłoszczonych kwintopend, ale też Finna czy Cormaca, z których powodu w ogóle się tutaj pojawili. Ale chęć znalezienia mężczyzn nie mogła im przeszkodzić w podłapaniu chociaż odrobiny snu, dlatego kiedy przyszła noc znaleźli zabezpieczoną przestrzeń i poszli spać.
Było spokojnie i pewnie żadne z nich nie spodziewało się problemów, a przynajmniej nie takich, które po cichu i kiedy nikt nie patrzył, zakradłyby się do nich. Lunatykującą dziewczynę natomiast, nawet łatwo przeoczyć, kiedy miało się do pilnowania też inne drzwi zza których dochodziło chrapanie.
Nawet, jeśli ta dziewczyna biegła boso w popłochu po kamiennej posadzce, uciekając przed nie wiadomo czym. Goniły ją różne rzeczy i w pewnym momencie chyba nawet nie wiedziała już, co dokładnie. Wiedziała natomiast, że do przodu pchał ją przede wszystkim strach, a to co było za nią, czy to kwintopenda czy to własna rodzina, było dokładnie tak samo przerażające. Chciało ją złapać, pożreć lub zakończyć życie w zupełnie inny sposób.
Ale nagle nie było ani głosów, ani brzmienia czyichś pazurów na posadzce. Zamiast tego stała pośród nocnej ciszy, zwyczajnie się trzęsąc. Czuła jak chłód dotyka stóp, przenika je i wspina się wyżej, obejmując całe ciało. Uspokoiło ją to chyba nieco, bo rzeczywistość była jak kubeł zimnej wody i jej niewygoda sprawiała, że myśli szybko stanowczo odsunęły od siebie wcześniej obecny strach.
Różdżka. Różdżka była pierwszym jej odruchem, ale nie miała jej przecież przy sobie. Została przy posłaniu, ułożona tak by łatwo było ją znaleźć i złapać w razie czego. Na szczęście jej nie potrzebowała. Uniosła dłoń i poruszyła nadgarstkiem, chcąc stworzyć niewielką kulę mlecznego światła i rozświetlić nią sobie korytarz.
Było spokojnie i pewnie żadne z nich nie spodziewało się problemów, a przynajmniej nie takich, które po cichu i kiedy nikt nie patrzył, zakradłyby się do nich. Lunatykującą dziewczynę natomiast, nawet łatwo przeoczyć, kiedy miało się do pilnowania też inne drzwi zza których dochodziło chrapanie.
Nawet, jeśli ta dziewczyna biegła boso w popłochu po kamiennej posadzce, uciekając przed nie wiadomo czym. Goniły ją różne rzeczy i w pewnym momencie chyba nawet nie wiedziała już, co dokładnie. Wiedziała natomiast, że do przodu pchał ją przede wszystkim strach, a to co było za nią, czy to kwintopenda czy to własna rodzina, było dokładnie tak samo przerażające. Chciało ją złapać, pożreć lub zakończyć życie w zupełnie inny sposób.
Ale nagle nie było ani głosów, ani brzmienia czyichś pazurów na posadzce. Zamiast tego stała pośród nocnej ciszy, zwyczajnie się trzęsąc. Czuła jak chłód dotyka stóp, przenika je i wspina się wyżej, obejmując całe ciało. Uspokoiło ją to chyba nieco, bo rzeczywistość była jak kubeł zimnej wody i jej niewygoda sprawiała, że myśli szybko stanowczo odsunęły od siebie wcześniej obecny strach.
Różdżka. Różdżka była pierwszym jej odruchem, ale nie miała jej przecież przy sobie. Została przy posłaniu, ułożona tak by łatwo było ją znaleźć i złapać w razie czego. Na szczęście jej nie potrzebowała. Uniosła dłoń i poruszyła nadgarstkiem, chcąc stworzyć niewielką kulę mlecznego światła i rozświetlić nią sobie korytarz.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.