06.12.2025, 00:37 ✶
Aidan rzucił mu spojrzenie, mówiące że jeszcze jedno słowo, a sami pójdą na hot dogi. Z tym, że tę parówę to mu wsadzi gołą dłonią głęboko do gardła, żeby się zadławił za pierdolenie takich głupot.
- Co ty pierdolisz? - tego to o Atreusie nie słyszał. - Zalewasz, żebym teraz się go zapytał o to, a w zemście nasra mi na biurko.
Już on znał te numery. Za dużo czasu spędził z "niewinną" Longbottom, by dać się kurwa na to nabrać. Zresztą przez cholerną Brennę Vika się na niego obraziła. I kurwa mać, Voldemort miał nosa, bo gdyby nie ten pożar Londynu, to pewnie nadal by była na niego wściekła. Dziękuwa, Czarny Dzbanie.
- Ja pierdolę, Stachu - jęknął z rezygnacją, kręcąc głową. - Czy ty wyobrażasz sobie mnie jako ojca? DOBREGO ojca, nie jak mój stary?
Tu był grząski grunt, o którym Staszek nie miał pojęcia - ale wiedział tyle, że Parkinson nie lubił swojego starego. Czemu? Chuj wie, nigdy mu się nie zwierzył. Prawda jednak była taka, że mimo całej tej pozerskiej otoczki, Aidan bardzo bał się, że stanie się kiedyś taki jak on. Dlatego nigdy nie uderzył kobiety. Bo nie chciał iść w jego ślady.
- Ta, ty wujkiem a Victoria ciotką, zajebisty duet - sarknął jeszcze, bo chyba go zdrowo pojebało, że w ogóle to rozważał. Zdenerwował się trochę na te głupoty, więc wyciągnął paczkę papierosów, pozwalając by Borgin zajrzał w pudełko.
Wiedział, że mu się spodoba. Uśmiechnął się półgębkiem, odpalając peta. Mogli właśnie być na Ścieżkach i kurwić na czym świat stał, ale mieli jedną wspólną cechę: jak widzieli tęczową, futrzatą piłeczkę to zaczynali się emocjonować. Tacy byli właśnie prawdziwi mężczyźni, a nie jakieś podrabiańce.
- Nie wiem, wsadź tam palec to się przekonamy - odpowiedział szczerze, nachylając się nad pudełkiem. - Wygląda, jakby był stałym bywalcem dark roomów w The Loft.
Zawyrokował, odsuwając nieco dłoń z papierosem od biurka. Piłeczka pisnęła cicho, przenosząc swoje oczy na drugie źródło dźwięku, czyli Aidana.
- Wiesz, co to jest? - zapytał w końcu, bo on sam nie miał pojęcia.
- Co ty pierdolisz? - tego to o Atreusie nie słyszał. - Zalewasz, żebym teraz się go zapytał o to, a w zemście nasra mi na biurko.
Już on znał te numery. Za dużo czasu spędził z "niewinną" Longbottom, by dać się kurwa na to nabrać. Zresztą przez cholerną Brennę Vika się na niego obraziła. I kurwa mać, Voldemort miał nosa, bo gdyby nie ten pożar Londynu, to pewnie nadal by była na niego wściekła. Dziękuwa, Czarny Dzbanie.
- Ja pierdolę, Stachu - jęknął z rezygnacją, kręcąc głową. - Czy ty wyobrażasz sobie mnie jako ojca? DOBREGO ojca, nie jak mój stary?
Tu był grząski grunt, o którym Staszek nie miał pojęcia - ale wiedział tyle, że Parkinson nie lubił swojego starego. Czemu? Chuj wie, nigdy mu się nie zwierzył. Prawda jednak była taka, że mimo całej tej pozerskiej otoczki, Aidan bardzo bał się, że stanie się kiedyś taki jak on. Dlatego nigdy nie uderzył kobiety. Bo nie chciał iść w jego ślady.
- Ta, ty wujkiem a Victoria ciotką, zajebisty duet - sarknął jeszcze, bo chyba go zdrowo pojebało, że w ogóle to rozważał. Zdenerwował się trochę na te głupoty, więc wyciągnął paczkę papierosów, pozwalając by Borgin zajrzał w pudełko.
Wiedział, że mu się spodoba. Uśmiechnął się półgębkiem, odpalając peta. Mogli właśnie być na Ścieżkach i kurwić na czym świat stał, ale mieli jedną wspólną cechę: jak widzieli tęczową, futrzatą piłeczkę to zaczynali się emocjonować. Tacy byli właśnie prawdziwi mężczyźni, a nie jakieś podrabiańce.
- Nie wiem, wsadź tam palec to się przekonamy - odpowiedział szczerze, nachylając się nad pudełkiem. - Wygląda, jakby był stałym bywalcem dark roomów w The Loft.
Zawyrokował, odsuwając nieco dłoń z papierosem od biurka. Piłeczka pisnęła cicho, przenosząc swoje oczy na drugie źródło dźwięku, czyli Aidana.
- Wiesz, co to jest? - zapytał w końcu, bo on sam nie miał pojęcia.