05.12.2025, 21:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2026, 22:10 przez Dægberht Flint.)
Prawdę mówiąc, spodziewał się czegoś gorszego. Co prawda kilku ciołków wpatrywało się w niego natrętnie i szeptało coś do siebie, ale to nie było nic do czego nie przywykł. Po kilku minutach marszu po lokalnym zakładzie pogrzebowym poniósł się dźwięk pukania. Dopiero po kilku sekundach do Dægberhta dotarło, że przecież do takich miejsc się nie puka tylko wchodzi, więc plasnął dłonią o czoło, nacisnął klamkę i przekroczył próg Necronomiconu, żeby wręczyć właścicielce porcję syropu do kawy.
– Niech będzie pochwalona Matka przenajświętsza – przywitał się nonszalancko i rozejrzał wkoło. Jeżeli Lorraine nie było na miejscu, planował zostawić paczkę dla niej komukolwiek.
Po tym jak był ubrany widać było, że jest w drodze i długo tu nie zostanie.
– Niech będzie pochwalona Matka przenajświętsza – przywitał się nonszalancko i rozejrzał wkoło. Jeżeli Lorraine nie było na miejscu, planował zostawić paczkę dla niej komukolwiek.
Po tym jak był ubrany widać było, że jest w drodze i długo tu nie zostanie.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr