Otrzymawszy zaproszenie na rodzinny Bal Maskowy, był bardziej zaskakujący, niż ostatnia kolacja w święto Mabon. Nie sądził, że rodzice ze chcą cokolwiek tak szybko znów zorganizować. Nawet nie zastanawiał się, kto z kim wpadł na taki pomysł. Matka z ciotkami czy ojciec z braćmi? Czy może wszyscy? Jedno wiedział, że musi się tam pojawić. Niezależnie od tego, czy lubił takie przyjęcia, czy też nie.
Od dziecka był zabierany na wszelkie uroczystości, bale, bankiety a ojciec nie akceptował żadnej odmowy. Miał się pokazywać. Jako ten najstarszy syn w rodzinie. Dawać przykład rodzeństwu.
Zaraz po otrzymaniu zaproszenia, wysłał list do swojej Camilli Delacour, prosząc ją o towarzyszenie na jego rodzinnym balu maskowym. Tym samym czarownica, sprowadziłaby jego syna do Londynu. On sam za bardzo nie miał jak wrócić po Louisa, z powodu nawału pracy w Ministerstwie, a jeszcze ten bal. Kobieta zgodziła się. Wraz z jego synem pojawiła się na dwa dni przed wydarzeniem w Londynie. Laurence, podjechał osobiście powozem, aby ją odebrać i syna, który na widok ojca, od razu rzucił mu się w ramiona z tęsknoty.
W rezydencji rodzinnej pojawił się na kilka godzin przed wydarzeniem. Wcześniej Laurence musiał zajrzeć do Ministerstwa, aby upewnić się, że prace, jakie zlecił podwładnym, idą w odpowiednim kierunku. Po powrocie do swojego domu, spakowania najpotrzebniejszych rzeczy i na przebranie, wraz z synem i ukochaną, udali się dopiero do jego rodzinnej posiadłości. Na wejściu już widział ochronę i okazał im zaproszenie. Nie miał jeszcze maski, która była wymogiem posiadania. Camille o to zaś zadbała i mu przy okazji podarowała zakupioną we Francji. Ucałował ją w podzięce i dzięki temu mogli wejść wszyscy. Lestrange’a nie dziwiło dodatkowe zabezpieczenie w postaci weryfikacji gości, które wprowadziła rodzina. Ale o tym nie rozmawiał już z rodzicami.
W swoim pokoju przebrał się w strój galowy. Białą koszulę, czarną kamizelkę ze złoceniami na obrzeżach. Czarne spodnie i szatę wyjściową, również czarną ze złotymi naszyciami. Krój Rosierów. Do tego stroju miał dopasowaną maskę czarno złotą, mieniącą się przy świetle. Klasyczną, nakrywającą jedynie część okolic oczu. Nie lubił przesadnie pełnych. Nie lubił w ogóle żadnych masek. Camille miała maskę perłową, ze złoceniami i błękitnymi elementami dekoracyjnymi. W kolei jej suknia, w pełni była turkusowa ze złoceniami.
Louisa musiał zostawić w pokoju przygotowanym dla dzieci, które będą pod opieką guwernantek. To także była dobra okazja dla jego syna, aby poznał resztę kuzynostwa lub inne dzieci. Nawiąże nowe kontakty, przypomni stare. Tyle co pamięć pięcioletniego dziecka może udźwignąć. Ucałował jeszcze syna w czoło i oddał pod opiekę jednej z czarownic. Tutaj był już bardziej spokojniejszy o to, że syn jest w dobrym rękach pod opieką. W tej rezydencji, gdzie i on będzie przebywał.
Wraz z Camille u swego boku, założywszy maskę na twarz, wszedł do salonu, a potem i do sali balowej oceniając stan przygotowania pomieszczeń. W końcu też pojawiali się pierwsi zaproszeni goście, których postanawiał powitać. Eliksiru oferowanego na wejściu, nie przyjął. Po ostatnim balu weselnym u Blacków, widząc co tam się działo, choć ufając swojej rodzinie, nie chciał ryzykować. Nie w jego statusie rodzinnym i zawodowym. Nie wiadomo, czy gdzieś pod maską nie krył się jakiś dziennikarz, który czekałby na ciekawe sensacje do swojego brukowca.
Obserwacja otoczenia była iście, interesująca. Szczególnie widząc efekty eliksiru, jaki goście spożyli na wejściu. Aż brew Laurenca uniosła się ku górze w zdziwieniu. Może był za stary na to, aby czuć z tego jakieś rozbawienie? Komuś wyrosły skrzydła z pleców a i chyba mieli na sali latającego elfa. Tutaj zmarszczył brwi, jakby zastanawiał, czy jeden z nich wleciał tutaj z ogrodu. Nie wiedział, jakie efekty mają eliksiry, ale nie żałował, że takowego nie wziął.
- Rozchmurz się. Za poważnie wyglądasz.Usłyszał od Camille, na której oblicze spojrzał i uśmiechnął lekko.
- Lepiej.
Skomentowała kobieta zadowolona.
- Idę po kieliszek wina.
Oznajmiła i oddaliła się od Laurenca. A on, postanowił skupić się na dalszej obserwacji.
!balmaskowy